Pinot Blanc – underdog, którego tak kochamy

Udostępnij ten post

Wiele razy nawet z ust osób pijących wina od lat, rozsmakowanych w Chardonnay (i nie chodzi nam o przebeczkowane karykatury tej odmiany) czy klasowych Rieslingach usłyszeliśmy nie do końca pochlebne zdania jeśli chodzi o Pinot Blanc. A to, że jest odmianą dającą pozycje płaskie, nieciekawe, albo znów, że nie wyróżniają się one niczym specjalnym, nie mają ciała jak Chardonnay (prawda), ani kwasowości jak Riesling (też prawda). No więc po co sięgać po białego Pinota, gdy świat jest pełen znacznie lepszych odmian? Doczytajcie do końca nasz wpis, a mamy nadzieję, że rozwiejemy te wątpliwości.


Zacznijmy jednak od choć krótkiego rysu historycznego. Pinot Blanc pochodzi z Francji, a dokładniej z Burgundii i jest białą mutacją Pinot Gris. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z końca XIX wieku. W swojej ojczyźnie nigdy nie zawojował najlepszych siedlisk (te przeznaczone wszak były dla Chardonnay), dlatego w większości wykorzystywano go do produkcji win musujących. W podobnym charakterze odnalazł się w Alzacji, gdzie obecnie znajdują się jego największe nasadzenia we Francji (w całym kraju znajdziemy łącznie ok. 1200 hektarów winnic obsadzonych tym szczepem).

Swoje miejsce odmiana odnalazła za to nieco dalej na wschód i południe. W Niemczech odpowiada za 5% nasadzeń i znajdziemy ją głównie w Hesji Nadreńskiej, Palatynacie i Badenii (wszak do Alzacji to rzut kamieniem), ale również w nieco mniejszych ilościach nad Mozelą czy w Nahe. Idąc dalej – Weissburgunder, jak nazywany jest Pinot Blanc w krajach niemieckojęzycznych, zasiedlił niemal wszystkie austriackie regiony, będąc piątą pod względem ilości upraw białą odmianą, dając ciekawe pozycje czy to w Wiedniu, Thermenregionie, Styrii, czy nawet nad Jeziorem Nezyderskim, gdzie produkowane są z niego ultrasłodkie wina z gron dotkniętych szlachetną pleśnią. Również na Morawach, Węgrzech, czy nawet Słowacji wina z Pinot Blanc nie są niczym niezwykłym.

Drugim matecznikiem szczepu są północne Włochy. Pinot Blanc jest tu spotykany zarówno w Alto Adige (540 hektarów), gdzie powstają z niego szczupłe, krystaliczne, niebywale mineralne pozycje, jak i we Friuli, skąd pochodzącą butelkę próbowaliśmy niedawno. Do tego dochodzi Słowenia i Chorwacja.

Co ciekawe, jeśli chodzi o Nowy Świat, Pinot Blanc spotykany jest w niemal aptekarskich ilościach głównie w USA. Niecałe 200 hektarów znajdziemy w Kalifornii, a niewielkie nasadzenia również w stanie Washington.

Jak więc widać obszar występowania odmiany jest dość jednolity, obejmując z grubsza Środkową Europę. To, co jest fantastyczne w Pinot Blanc i co sprawia, że tak bardzo je lubimy jest jego plastyczność. Mogą z niego powstawać zarówno wina lekkie, soczyste i kwaskowe, jak i pozycje pełniejsze, dojrzewające na osadzie, czy w beczce.


Co za tym idzie Pinot Blanc jest fantastycznym winem kulinarnym, w zależności od sposobu winifikacji i zastosowanych technik, będzie on pasował do owoców morza, ryb, makaronów z warzywami, drobiu, czy nawet wieprzowiny, czy cielęciny. Mało jest odmian, które radzą sobie tak dobrze z tak różnorakimi daniami. Często jest tak, że gdy mamy zagwozdkę, jakie wino otworzyć do jedzenia, Pinot Blanc jest remedium na nasze kłopoty.


Chcemy Wam również przybliżyć kilka Pinotów, które spróbowaliśmy w ciągu ostatnich kilku tygodni:

Weingut Wittmann Weisser Burgunder Limestone 2016 (14,90 eur, Mövenpick)

Zaczynamy od Rheinhessen (Hesji Nadreńskiej) i jednocześnie jednego z najlepszych producentów tego regionu. Rodzina Wittmann zajmuje się produkcją wina w miasteczku Westhofen od 350 lat (!). Od dawna zależy im na produkcji wina w ekologiczny sposób, dlatego od 2004 roku prowadzą winnice biodynamicznie. Ta pozycja stanowi mieszankę winogron z różnych parceli, które łączy jeden fakt – wapienna gleba. Całość przez pół roku dojrzewała w dużych beczkach. Zaczyna się akcentami dojrzałych jabłek i gruszek, z dodatkiem delikatnych tonów woskowych. W ustach już mocniej kwaskowe, ale również z ładnym ciałem. Trochę rozmywa się w finiszu, ale w połączeniu ze smażonym halibutem spisał się wybornie. Bardzo dobre- (89/100).

Markus Molitor Wehlener Klosterberg Pinot Blanc** (29,80 eur, Mövenpick)

Tu mamy ciekawostkę, może Pinot Blanc znad Mozeli nie jest białym krukiem, ale też trafienie na taką butelkę nie należy do łatwych zadań. Dodatkowo jest to przecież wino od jego z czołowych miejscowych producentów, z parceli leżącej bezpośrednio przy jego nowoczesnej winiarni. Oznaczenie wina dwoma gwiazdkami oznacza późny zbiór, a więc większą koncentrację moszczu i idące za tym bogactwo aromatów. Pachnie jednak dość subtelnie, z jednej strony akcentami jabłek, moreli i cytryn, ale to wszystko zbudowane jest na beczkowym, waniliowo-dymnym tle. Również w ustach akcentów dębowych jest sporo, rozwijają się one zwłaszcza w finiszu. Wino jest jednak dalej świeże, mocno kwaskowe, ładnie ożywcze. Przyjemne połączenie dojrzałego owocu i beczki, które pięknie komponuje się z cielęciną w kremowym, maślano-śmietankowym sosie. Bardzo dobre+ (91/100).

Weingut Stadlmann Weisser Burgunder Anning 2016 (ok. 14 eur, zakupione w Austrii)

Trzecim winem jest pozycja od jednego z najlepszych producentów z Thermenregionu. Chętnych do poznania tego zakamarku austriackiego winiarstwa zachęcamy do przeczytania tego posta. Przechodząc zaś do degustowanego wina, to jak na odmianę nos jest dość intensywny. Są tu lekkie nuty kiszone, słodkawe jabłka i nieco ziół. W ustach najpierw pojawia się cytrynowa kwasowość, po chwili dochodzą do niej akcenty beczkowe (wanilia, dym), ale finisz stawia znów na blask i świeżość. Koncentracja jest przyjemna, ale mimo wszystko jest to wino do ryb (świetne do steków z miecznika duszonych z warzywami), a nie drobiu. Bardzo dobre (90/100).


Znacie inne odmiany, które osobiście bardzo lubicie, ale odnosicie wrażenie, że winny świat ich nie docenia? Podzielcie się nimi z nami, a może wspólnie ocalimy je od zapomnienia.