Piemont z Winemates w Superiore

Udostępnij ten post

Dziś kolejny etap poznawania win z portfolio Winemates. Przypomnijmy tylko, że mieliśmy już okazję spróbować importowanych przez nich butelek z Alto Adige, kilka dni później testowaliśmy szersze spektrum ich selekcji, a teraz udaliśmy się w podróż po Piemoncie podczas degustacji w restauracji Superiore.

Dla nas słowo „Piemont” od razu wywołuje szybsze bicie serca. Przypominamy sobie malownicze wzgórza Langhe, spacery po malutkiej, ale przytulnej Albie, kolacje w Osteria Dei Sognatori, podczas których za każdym razem wydało się nam, że właściciel chce, żebyśmy pękli z przejedzenia i te dyskusje łamanym włosko-angielskim na temat Kamila Glika, który wówczas był kapitanem Torino – zjedliśmy tam chyba wszystkie dania z menu i wypiliśmy dużo butelek wina. Bywały to tylko zwieńczenia dni pełnych wizyt w winnicach, poznawania fantastycznych, ciepłych winiarzy i próbowania miejscowych, wspaniałych win (nie tylko Barolo, ale świeżego Dolcetto, zaskakującej Pelavergi i owocowej Barbery). Ale zatęskniliśmy…

Nim jednak zupełnie odpłyniemy w sferę marzeń, wróćmy do zasadniczego tematu naszego postu, „do brzegu” jak mówi Marta. Piemont słynie głównie z produkcji czerwonych win, zaś białe nie są w stanie dorównać swoim braciom. Niektórzy winiarze próbują sięgać do nieco zapomnianych, autochtonicznych odmian jak Nascetta (próbowaliśmy ją np. podczas odwiedzin u Enrico Rivetto), jeszcze inni eksperymentują ze szczepami międzynarodowymi (jak Massolino i jego Chardonnay), jednak większość producentów zmierza utartymi szlakami. Najpopularniejsze białe piemonckie wina to Arneis oraz Gavi i niestety oba zmagają się z podobnymi problemami. Rynek zalewa masa butelek, które nie wyróżniają się niczym szczególnym. Na szczęście trafiają się chlubne wyjątki. Jednym z nich jest Cinzia Bergaglio Gavi La Fornace 2013 (sugerowana cena detaliczna ok. 54,50 zł). Wina z Gavi powstają ze szczepu Cortese, w trzynastu gminach kilkanaście kilometrów na południe od Alessandrii, a ta konkretna etykieta pochodzi z pojedynczej winnicy wyselekcjonowanej przez producentkę. Jest przyjemnie aromatyczna, z nutami jabłek, gruszek i melona. Na podniebieniu kwaskowa, soczysta ze słonawym finiszem. Świetna do wykorzystania jako aperitif, czy do sałatki z rucolą, awokado i krewetkami. Dobre+.

Dolcetto to wciąż niedoceniona w naszym kraju odmiana. Miejscowi traktują je jako codzienne wino, które pijają do primi piatti, a więc prostych makaronów, risotto czy gniocchi. Ma ono w sobie wszystko co lubimy: soczystą owocowość, świeżość i bezpretensjonalną lekkość. Co prawda zdarzają się też producenci, który wytwarzają Dolcetto w stylu mocno ekstraktywnym, esencjonalnym, ale my znacznie bardziej wolimy te owocowe wersje. Takie jest Azelia Dolcetto d’Alba Bricco dell’Oriolo 2014 (ok. 70,60 zł). Owoce pochodzą z 40-letnich krzewów z gminy Montelupo Albese, leżącej na wschód od apelacji Barolo. Winnica usytuowana jest stosunkowo wysoko, ok. 600 m.n.p.m. na wapienno-piasczystej glebie i posiada południową ekspozycję. Fermentacja odbywa się w rotofermentatorach (jest to urządzenie mające kształt bębna, który obracając się, wprawia moszcz w ruch i przyspiesza proces ekstrakcji), a wino dojrzewa w stalowych zbiornikach. Jest soczyste, z mocnym, wiśniowym owocem. Ma sporo ciężaru, ale przy tym została w nim zachowana kwasowość. Do tego pojawiają się delikatne akcenty ziemiste i ziołowe. Bardzo pijalne, świeże i radosne. Bardzo dobre-. Porównać je mogliśmy z butelką Flavio Roddolo Dolcetto d’Alba 2012 (ok. 98 zł), które piliśmy już wcześniej.

Kolejną z flagowych odmian z Piemontu jest Barbera. Uprawiana na potęgę, dorobiła się z czasem stereotypu nieciekawego kwasiora. Sami kilka razy również zderzyliśmy się z tego typu winami i stąd obecny delikatny sceptycyzm wobec Barbery. L’Armangia Barbera d’Asti Sopra Berruti 2014 (ok. 55,40 zł) jest za to przykładem bardzo typowym, z chrupkim, mocnym wiśniowym owocem. Do tego obecna jest nieodłączna kwasowość (choć nie nadmierna) i bardzo delikatne taniny. Wino pochodzi z małej, 10-hektarowej rodzinnej winnicy, która posiada swoje parcele w miasteczkach Canelli, Moasca, San Marzano Oliveto i Castel Boglion. Podczas winifikacji część wina dojrzewała w beczkach. Jeśli szukacie wina do makaronu z pomidorowym sosem, to będzie idealny wybór. Bardzo dobre-.

Pelaverga to szczep-widmo, który poza Piemontem jest bardzo trudny do zakupienia (do Polski sprowadza go bodajże dwójka importerów). Trudno się temu dziwić, gdy uświadomimy sobie, że jest ona uprawiana na obszarze kilku hektarów w gminie Verduno przez dwunastu producentów, a ich łączna roczna produkcja to około 140 tysięcy butelek. Próbowana tego wieczoru Bel Colle Verduno Pelaverga 2015 pochodziła z prywatnych zasobów Łukasza Czajkowskiego, jednego ze wspólników Winemates. Miała to wszystko czym nas urzeka ta odmiana, a więc leciutką strukturę, nuty kwaskowych, niedojrzałych wiśni i kwiatów, ale wspartych przez zadziorne taniny. Dobry wybór do deski zimnych wędlin, czy pizzy. Bardzo dobre.

Degustacja win z Piemontu nie może się odbyć bez Nebbiolo. Długo by opowiadać o fenomenie tej odmiany, która dla nas jest bez żadnych wątpliwości najpiękniejszym czerwonym szczepem na świecie. Rozpoczęliśmy od pozycji, jaka akurat z archetypem odmiany nie miała zbyt wiele wspólnego. Bel Colle Langhe Nebbiolo 2013 (ok. 67 zł) pachnie bowiem ziołowo, pokrzywą i miętą. W ustach co prawda z mocną kwasowością i sporymi taninami, ale brakuje w nim owocowości. Najgorsze wino podczas degustacji. Średnie+.

Dalej było już tylko lepiej. Azelia Barolo 2012 (ok. 203 zł) pochodzi z gron z Castligione Falletto oraz Serralungi d’Alba. Fermentacja odbywa się w rotofermentatorach i trwa ok. 20 dni. Następnie wino dojrzewa przez 24 miesiące w dużych beczkach. Mamy tu Barolo z najnowszego dostępnego w sprzedaży rocznika, który jak już sygnalizowaliśmy nie był dla Nebbiolo zbyt łaskawy. Użycie rotofermentatorów może sugerować bardzo modernistyczny styl. Tu rzeczywiście mamy sporo ekstraktu, wino jest nasycone skoncentrowanym owocem (maliny, truskawki, dojrzałe wiśnie), ale na podniebieniu jest też sporo przestrzeni i miejsca na pełne rozwinięcie się aromatów. Mocna, wyraźna kwasowość oraz żywe, pracujące taniny dają prognostyk, że butelka będzie się jeszcze rozwijała. My prognozujemy mu co najmniej 1o lat, do tego czasu nie ważcie się otwierać tej butelki. W tym momencie bardzo dobre.

Wisienką na torcie było Bel Colle Barolo Monvigliero 2007 podane z butelki magnum. Z jednej strony mamy więc bardzo gorący, trudny rocznik, z drugiej butelkę z Verduno (a nawet z najlepszego cru tej gminy, o którym Wam już swojego czasu odpowiadaliśmy), skąd pochodzą najbardziej aromatyczne, przestrzenne Barolo. Mimo już niemal dziesięciu lat na karku, wino jest wciąż bardzo owocowe, z nutami malin i czereśni, choć jego owocowość jest dość słodka, likierowa. W ustach z wyczuwalną kwasowością i już ugładzonymi taninami. Po chwili pojawiają się nuty mentolowego olejku oraz lekkie nuty drewniane. Lubimy tak starzejące się Barolo, a wino ma co najmniej 5 lat nim wejdzie w fazę schodzącą. Bardzo dobre+.

To już się robi nudne, ale znów (no może poza wspomnianym Langhe Nebbiolo) nie ma do czego się przyczepić. Wina były bardzo typowe ale i ciekawe, towarzysząca im kuchnia przygotowana przez restaurację Superiore ładnie z nimi współgrała, w efekcie wieczór okazał się być bardzo udany. Oby takich więcej…