Piemont w Winkolekcji

Kochamy Piemont! Nie jest to jakieś wielkie odkrycie, ale ponownie to sobie uświadomiliśmy, gdy zaraz po degustacji w Winkolekcji, której tematem przewodnim były właśnie piemonckie wina, rozpoczęliśmy planowanie kolejnego wypadu do tego włoskiego regionu. Tak już te wina na nas działają…
Wracając jednak do degustacji, pierwszym prezentowanym winem było Moscato, które bywa bardzo chimeryczne. Dobrze zrobione potrafi dać dużo frajdy, ale źle wyważone to często trudny orzech do zgryzienia. Jest to lekkie, niskoalkoholowe, słodkie wino musujące powstające w okolicach piemonckiego Asti. Przypomnijmy, że po zebraniu owoców, fermentacja jest przeprowadzana w zamkniętych stalowych zbiornikach. Gdy poziom alkoholu osiąga jedynie maksymalnie 5,5%, zostaje wstrzymana ona przez drastyczne schłodzenie zbiorników. Stąd w butelkach pozostaje bardzo dużo cukru resztkowego (tu aż 120 gram). Araldica Moscato d’Asti 2015 (43 zł) w naszym odczuciu smakowała podobnie jak butelka próbowana w lipcu, stąd odsyłamy Was do tamtej recenzji.
Białe odmiany stanowią jedynie 35% produkcji regionu. Dominują szczepy lokalne: wspomniane Moscato, Arneis, Cortese, Favorita (czyli tak naprawdę Vermentino), czy Erbaluce (z którego na północ od wzgórz Langhe produkuje się ciekawe wina musujące oraz słodkie z podsuszanych gron). Ostatnimi czasy do głosu dochodzą również odmiany międzynarodowe. Podczas sierpniowej wizyty w Massolino mieliśmy okazję próbować miejscowego Chardonnay, a teraz skonfrotnowaliśmy je z kolejną butelką z tego szczepu – Rocche dei Manzoni Tataya Langhe Bianco 2014 (99 zł). Mamy tu producenta z gminy Monforte d’Alba, leżącej w południowej części apelacji Barolo. Fermentowanie w barriques, a następnie dojrzewanie w nich na osadzie przez 15 miesięcy czuć w nosie, który jest zdominowany przez nuty migdałowe, z dodatkiem delikatnego muśnięcia białych kwiatów oraz przypieczonych w piekarniku jabłek. Usta dość gęste, z kwaskowo-goryczkowym finiszem, który ożywia to dość topornie wykonane wino. Dobre.
Piemont to jednak królestwo czerwieni. Choć zdarzają się zapomniane perełki jak opisywana przez nas Pelaverga, to prym dzierży tu słynna trójca Dolcetto, Barbera i Nebbiolo. Środkowa z tych odmian daje wina mocno kwaskowe, cierpkie, z niskimi taninami. Barbera pochodząca z nieodpowiednich rąk daje wina wodniste, z małym ekstraktem, po prostu kwasiory trudne do picia. Część piemonckich winiarzy próbuje (z różnymi rezultatami) umieszczać Barberę w beczkach, powstają wtedy wina skoncentrowane, które jednak czasem gubią owocową świeżość z której słynie odmiana. Azienda Agricola Gagliasso leży w Torriglione, niewielkiej osadzie leżącej u podnóży wzgórza Rocche dell’Annunziata, jednego z najlepszych cru La Morry. Producent posiada 12,5 hektarów winorośli w tym 2 hektary na Rocche dell’Annunziata, 3 hektary wokół wspomnianego Torriglione, dalsze 3 hektary w La Morra, oraz 2 hektary w Monforte d’Alba i 2,5 hektara w Novello. Gagliasso Barbera d’Alba 2015 (59,90 zł) pochodzi z owoców z Monforte i La Morry, a podczas winifikacji przez pół roku dojrzewa w stalowych zbiornikach. Wprost kipi znad kieliszka świeżą, wiśniową owocowością. Podobnie rozrysowane w ustach, gdzie soczystość bierze się za bary z delikatną pestkową goryczką i łagodnymi taninami. Proste, ale tak niesamowicie pijalne, że momentalnie ma się ochotę sięgnąć po kolejny kieliszek. Dobre+.
Dolcetto, następna z piemonckich odmian słynie przede wszystkich z lekkości i potężnej, soczystej owocowości. Przyznajemy, że (oczywiście obok Nebbiolo) jest to nasz ulubiony lokalny szczep. Gagliasso Dolcetto d’Alba Vigna Ciabot Russ 2012 (59 zł) pochodzi z Novello, ze specjalnie wyselekcjonowanej winnicy i przez 2 miesiące dojrzewa w dużych, używanych beczkach. Niestety, jest też już zwyczajnie za stare. Dolcetto to wina, które powinno się pic 1-3 lat po zbiorach, tutaj straciło ono to, z czego odmiana słynie, a więc entuzjastyczną, nieposkromioną owocowość. Zamiast tego mamy opadłe liście i niestety uczucie pewnej pustki.
Ostatnie wina to przejście przez cztery wcielenia najsłynniejszego piemonckiego szczepu – Nebbiolo. Rozpoczęliśmy delikatnie, od Gagliasso Langhe Nebbiolo Ciabot Russ 2014 (89,90 zł). Owoce ponownie pochodzą z Novello, które daje najlżejsze, najbardziej przestrzenne i aromatyczne butelki z tej odmiany. Maceracja trwa do 10 dni, następnie prze rok wino dojrzewa w baryłkach. Pochodzi z trudnego dla Piemontu rocznika, gdzie zbiory były niskie i nieregularne, a producenci o powstałych winach wypowiadają się z dużą ostrożnością. Tu mamy delikatnie konfiturową owocowość w połączeniu z nutami garbowanej skóry. Na podniebieniu lekkie, z niską koncentracją i wybijającymi się taninami. Całość z wątłą jak na Nebbiolo strukturą, zwiewne, raczej do szybkiego wypicia niż starzenia w piwniczce. Dobre+.
Gagliasso Barolo Rocche dell’Annunziata 2012 (164 zł) pochodzi ze wspomnianego cru leżącego na wschód od La Morry. Obejmuje ono niemal 30 hektarów, rozciągniętych na długim wzgórzu nad Torriglione. Rosnące tam winorośle mają idealnie nasłonecznioną południową i południowo-zachodnią ekspozycję. Pochodzące stąd wina są bardzo kompleksowe i eleganckie. Jak inne Barolo z La Morry, charakteryzują się bogatą owocowością i miękkością, nie tracąc przy tym jednak koncentracji i głębi. Parcele należące do rodziny Gagliasso leżą w niższych partiach wzgórza, bliżej jego zachodniej części. Maceracja trwa 15-17 dni, a wino dojrzewa najpierw przez 12 miesięcy we francuskich baryłkach (50% nowych), a później prze kolejne 18 miesięcy w dużych beczkach (2500 litrów). Rocznik 2012 charakteryzował się bardzo gorącym latem (z temperaturami w sierpniu znacznie powyżej 40 stopni Celsjusza), w efekcie winogrona zaprzestały dojrzewania i wznowiły je dopiero jesienią. Powstały wina lekkie, niskoalkoholowe, ale z wysoką kwasowością. Tutaj mamy przykład Barolo z La Morry, a więc gminy gdzie powstają butelki najbardziej owocowe, miękkie i zmysłowe. Dlatego w nosie owocowość jest dość skoncentrowana, lekko konfiturowa. Do tego dochodzą nuty jesiennych liści i igliwia. Mocno taniczne (bardzo młode), choć te garbniki są żywe, pracujące na podniebieniu. Pojawia się lukrecja, pieprz i przyprawy. Całość przyjemna, ładna, ale nie wielka. Bardzo dobre-.
Mówiąc o winach z Piemontu nie sposób nie wspomnieć o najsłynniejszym tutejszym producencie, jakim jest Angelo Gaja. Wina oznaczone tym nazwiskiem są już od kilku dziesiątek lat synonimem klasy włoskiego winiarstwa (niestety idą za tym niebotyczne ceny tych butelek). Winiarnia powstała w 1859 roku, Angelo jest przedstawicielem czwartego pokolenia rodziny, a od kilku lat stery przejmuje już jego córka Gaia Gaja. Od 1961 roku, gdy Angelo zajął się rodzinym biznesem, zyskał on sławę za sprawą swoich niekonwencjonalnymi decyzji. Rozpoczął butelkowanie win z pojedynczych parceli (gdy tradycją były mieszanki owoców z różnych miejsc), zamiast dużych beczek zastosował małe baryłki (choć wino dojrzewało w nich jedynie przez 12 miesięcy, a później trafiało do większych beczek), a w 1978 roku w samym sercu regionu słynącego z produkcji Nebbiolo posadził Caberneta Sauvignon. Już wtedy jego działania znajdowały tyluż zwolenników, co przeciwników. Jednak chyba najbardziej kontrowersyjną decyzją było zdeklasowanie w 1996 roku swoich win z pojedynczych parceli w Barbaresco (Costa Russi, Sori San Lorenzo, Sori Tildin) oraz Barolo Sperss do kategorii Langhe DOC. Wszystko za sprawą chęci dodawania do nich niewielkiej domieszki Barbery, czego oczywiście nie zezwalały przepisy apelacyjne, a co Angelo (uznawany przecież za wielkiego modernistę) uzasadniał tym, że tradycyjnie kiedyś tak właśnie w przypadku Barolo i Barbarescoczyniono. W ramach tych apelacji pozostawił po jednej etykiecie produkowanej w gron z różnych parceli. Bez wątpienia Angelo Gaja to postać kontrowersyjna, ale warto zaznaczyć, że wiele jego „nowinek” po pewnym czasie stało się regułą i zyskało uznanie w oczach innych winiarzy. Zaś najlepiej bronią go jego wina, a tym po prostu nie można odmówić wielkości.
Jako pierwszego spróbowaliśmy Gaja Barolo Dagromis 2011 (295 zł). Do jego produkcji używane są wina z dwóch przeciwstawnych sobie gmin – miękkiej, owocowej La Morry i surowej, twardej Serralungi d’Alba. Owoce z obu miejsc są winifikowane i dojrzewają przez 12 miesięcy osobno. Po zmieszaniu jeszcze na kolejne 18 miesięcy trafiają do beczek. Rocznik 2011 był w Barolo bardzo gorący, wiele win bez problemów osiągnęło poziom 15% alkoholu, ale na szczęście najlepsi producenci uniknęli problemów nadmiernej koncentracji. W nosie miętowe i ziołowe, owoce są również widoczne, ale umiejscowione na dalszym planie. Na podniebieniu bardziej soczyste, z nutami wiśni, czereśni, truskawkowej konfitury i lukrecji. Stonowane, jeszcze młodziutkie, do odłożenia na co najmniej 5 lat, ale mające potencjał na wielkość. Bardzo dobre.
Gaja Barbaresco 2012 (760 zł) to wspomniana już wcześniej jedyna etykieta, którą Angelo utrzymał w tej apelacji. Winogrona pochodzą z 14 winnic o łącznej powierzchni 21 hektarów. Podobnie jak w przypadku poprzedniego wina, również tutaj każda parcela jest winifikowana osobno i leżakuje przez 12 miesięcy w beczkach, a po dokonaniu finalnego blendu spędza w dębie następny rok. Ponownie mamy tu młodziutkie wino, zaledwie w wieku niemowlęcym, dlatego zostało zdekantowane 10 godzin przed degustacją. Zapach jest elegancki, z nutami dojrzałych owoców (wiśnie, czereśnie, żurawina, malina). Do tego znajdziemy tu lukrecję, ziemistość i garbowaną skórę. Na podniebieniu wciąż wysuszające, zdecydowanie taniczne, ale przy tym bardzo przestrzenne. Konstrukcja wina jest surowa, stalowa, ale pozostawia wewnątrz sporo miejsca na rozwinięcie się aromatów owocowych. Już teraz jest to piękne wino, ale zdajemy sobie sprawę, jak wielka jest przed nim przyszłość. Przy takich butelkach nie podejmujemy się nawet określenia ich granicznego wieku. Na razie znakomite+.
Nigdy nie ustaniemy w przekonywaniu Was o wielkości win z Piemontu. Co prawda niektóre z butelek próbowanych tego wieczoru wzbudziły w nas pewien niedosyt, ale ostatnie trzy wina w zupełności spełniły nasze oczekiwania, a Barbaresco pokazało naprawdę olbrzymią klasę.