Panierowane borowiki i Nebbiolo

Parafrazując wstęp do odcinka z ubiegłego piątku – do Piemontu w tym roku też nie pojechałem. Ale to znowu nie zaprzepaściło nam szansy na otwarcie ciekawej butelki z tego regionu i podzielenia się Wami nowym prostym, mega regionalnym i jakże pysznym przepisem. Tym razem jedziemy do Barbaresco – po grzyby i wino. Po prawdzie grzyby kupione pod Halą Mirowską, ale wino już w Albie w 2018 roku.

Bruno Rocca – rodzinna winnica z Barbaresco
Pierwsze zapiski dotyczące bytności rodziny Rocca w Barbaresco datują się na 1864 rok, kiedy to Frencesco Rocca na akcie ślubu został przedstawiony jako „farmer urodzony i gospodarujący w Barbaresco”. Winnice były istotnym dodatkiem do innej działalności rolniczej prowadzonej przez rodzinę. W latach 50-tych XX wieku bratanek Francesco kupił działki na siedlisku Rabaja, które już wtedy było uważane za znakomite i grona tam zbierane osiągały w skupie wyższe cenny niż pozostałe. Pierwsze wino pod rodzinną etykietą Bruno Rocca wypuścił w 1978 roku. Potem nastąpiły zakupy kolejnych działek w Barberaseco i rozrost biznesu. Dziś firmą kierują dzieci Bruno – Luisa i Francesco.

Na zdjęciu: Cru Rabaja z Barbaresco
Wszystkie grona są zbierane ręcznie i owoce z każdej działki są winifikowane oddzielnie. Z tych największych dzieli się je pod względem jakości i też procesuje w homogenicznych grupach. Fermentacja startuje spontanicznie przy użyciu dzikich drożdży. Siarkowanie jest minimalne. Wina leżakują w beczkach nie młodszych niż 40 miesięcy. Winnica prezentuje raczej nowoczesny styl.
Fralu Langhe Nebbiolo DOC 2016, Bruno Rocca (nowe roczniki kosztują około 20 EUR)
Wino fermentuje przez kilkanaście dni w stali, a potem dojrzewa 8-12 miesięcy w używanych barriques. Nie widziałem win Bruno Rocca w Polsce.


Kolor jest już taki lekko dojrzały, co przy jasnym winie jakim jest nebbiolo jeszcze bardziej przybliża go do mocno ceglanych refleksów. Nos jest pełen świeżych i suszonych kwiatów (róż i fiołków), a także ziół pod postacią tymianku. Owoc jest ciągle intensywny – chrupkie wiśnie i kwaskowe czereśnie. Są też aromaty pestkowe i nuty kakao oraz kawy. W ustach pojawia się wysoka kwasowość oraz super ułożona, dojrzała, drobna, lekko matowa tanina. Owoc jest dobrze zarysowany, wyraźny – wiśnie, czereśnie i czerwone śliwki. Do tego długa końcówka z kawową nutą. Wino ma niesamowitą jakość, nie wiem czy w ciemno nie pomyliłbym z Barbaresco, ale to też zasługa znakomitego rocznika. 93/100
Panierowane borowiki i nebbiolo
Piemont żyje nie tylko truflami. Oczywiście ten grzyb jest niesamowitym kołem napędowym dla przemysłu turystyczne tego regionu. Wykorzystuje się jego wszystkie odmiany i odmienia przez wszystkie przypadki. Ale tak naprawdę gdy kupiłem dwa razy świeżutką i dorodną czarną truflę to byłem rozczarowany małą intensywnością smaku. Białej świeżo tartej nie miałem okazji jeszcze próbować. Za to borowiki są w Piemoncie powszechne i dosyć tanie – czyli podobnie jak u nas.

Dziś będzie więc przepis pochodzący z głębi piemonckiej tradycji – smażone, panierowane borowiki. Dlaczego nasze babcie przyrządzały tak kanie, a nie naszego królewskiego grzyba? Nie wiem, ale jesteśmy tu po to żeby to naprawić. Borowika kroimy w plastry, klasycznie panierujemy i smażymy na złoto na oliwie z oliwek. Tylko tyle!
Przepis znajdziecie pod tym linkiem – panierowane borowiki

Grzyby lubią dojrzałe wino. W naszym przypadku mimo że ciągle mamy bardzo dużo owocu, to jest już trochę nut trzeciorzędowych, które super grają z lekką ziemistością borowików. Bardzo mi się podobało. Musze zacząć otwierać więcej butelek nebbiolo z 2016 roku bo chyba wkraczają w świetne okienko.
Do następnego!
W.
PS – sprawdźcie nasze tegoroczne, świeże przepisy – przydadzą się!