Nowa Zelandia – Old Coach Road Riesling 2014

Udostępnij ten post

Mieszkający w Nowej Zelandii Kuba (Czerwone czy białe?) zazwyczaj nie ma łatwego zadania, aby znaleźć wino na Winne Wtorki. W sumie nie ma się co dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że czasem butelki w tematyce naszych cyklicznych blogerskich wpisów są problematyczne do dostania nawet na krajowym, coraz lepiej zresztą zaopatrzonym, podwórku. Dlatego biorąc pod uwagę fakt, że wczoraj przypadały jego urodziny (przy tej okazji ślemy życzenia – Wszystkiego najlepszego!), tym razem to reszta z nas musi się nieco dostosować. Wybieramy bowiem butelki z Nowej Zelandii, ale żeby nie było tak prosto, ze szczepów innych niż Sauvignon Blanc oraz Pinot Noir, które to odmiany najbardziej kojarzą się z tym wyspiarskim krajem.

Nelson to region leżący na samym krańcu Południowej Wyspy, nad Zatoką Tasmana. Winnica Seifried powstała w 1973 roku, kiedy posiadający austriackie korzenie Hermann Seifried, postanowił produkować wina w tym jednym z najbardziej słonecznych nowozelandzkich regionów (2.700 godzin słonecznych w roku). Dziś gospodaruje on na 200 hektarach podzielonych na cztery winnice – Rabbit Island, Redwood Valley, Brightwater i Edens Road. Produkuje kilka linii etykiet, z których Old Coach Road to butelki inspirowane powstałą w 1850 roku pierwszą siecią pocztową w regionie Mountere. Są to owocowe wina przeznaczone do wypicia za młodu.

_DSC6022Spośród kilku odmian dostępnych w sklepie Vininova, wybraliśmy nasz ulubiony biały szczep, czyli Riesling. Old Coach Road Riesling 2014 (52,90 zł) to mieszanka winogron z dwóch winnic – Redwood Valley oraz Brightwater. Winorośle rosną na północnych zboczach, na gliniastym (Redwood Valley) i skalistym (Brightwater) podłożu. Obie części są winifikowane oddzielnie, a blendowane dopiero przed samym rozlaniem do butelek.

Po nalaniu do kieliszka prezentuje się nam wino o złocistym kolorze. W nosie pachnie woskiem, z dodatkiem kwiatów, a także delikatnym niuansem petrolowym i mineralnym. Po chwili pojawia się również cytrynowa skórka oraz dojrzałe jabłka. W ustach słodkawe, 16 gram cukru resztkowego robie swoje. Kwasowość również wyczuwalna, jednak nie poziomie znanym z Rieslingów z Niemiec. Lekkie (11,5% alkoholu), ze stosunkowo niską koncentracją, nieco zbyt rozwodnione.

Robert: W 100% zgadzam się z Mikołajem (Italianizatto), któremu to wino kojarzy się z Rieslingiem z Alzacji. Niestety dzieli ono też dla mnie wszystkie mankamenty, jakie często spotykam właśnie w alzackich Rieslingach. Nie ma kwasowości którą mogą się poszczycić wina z tej odmiany z Niemiec, a w połączeniu z cukrem resztkowym całość jest zdecydowanie zbyt mało wyrazista. Może lepiej sprawdziłoby się do jedzenia? Szkoda, że delikatnie ostra sałatka z grillowanym serem Halloumi wjechała na nasz stół wczorajszego wieczoru, a nie dzisiaj.

Marta: W zasadzie mogłabym tak jak Robert skupić się na słabych stronach tego wina. Jednak nie można być tak negatywnie nastawionym. Mi spodobała się lekkość, aromatyczność i nieprzytłaczający charakter butelki. Potrzebowałam wina, które po ciężkim dniu da mi chwilę oddechu, a czy czasem po prostu nie oczekujemy tylko tego?


Podsumowanie:

Za bardzo przyjemny, wielowątkowy nos.

Przeciwzbyt mało skoncentrowane usta.

Ocena – dobre+.


Pozostali blogerzy znaleźli takie wina:

Czerwone czy białe? – Gamay

Winniczek – Malbec

Italianizatto – ten sam co nasz Riesling

Winne przygody – Cabernet Franc

Winiacz – też trafił na tego samego Rieslinga