Wina greckie to w światowej prasie winiarskiej jeden z gorętszych tematów w ostatnich latach. Jak to często bywa z takimi globalnymi trendami, do Polski zapewne będą one docierać z pewnym opóźnieniem. Bo choć rynek winiarski bardzo dynamicznie się rozwija, to rodacy chętniej pijają wina z Hiszpanii, Portugalii, Włoch, czy Nowego Świata, a Hellada kojarzy się wciąż głównie z retsiną, czy wręcz imiglykosami. Ten stereotyp już od jakiegoś czasu próbuje zmieniać firma Euro Foods, coraz śmielej importująca butelki z kraju Dionizosa nad Wisłę. Jednymi z nich są pozycje od Nico Lazaridi, w których degustacji uczestniczyliśmy jeszcze w poprzednim roku. Nico Lazaridi działający do tej pory na rynku handlu marmurem, w 1987 roku założył swoją winiarnię na północy Grecji, we wschodniej Macedonii, około 30 kilometrów od morza. Obecnie jego produkcja sięga ponad 1 miliona butelek, a łączna powierzchnia winnic to niemal 80 hektarów.
Rozpoczęliśmy od Nico Lazaridi Solitaire (50 zł), a więc delikatnie musującego wina z odmian Trebbiano (70%) i Muscat. To właśnie ten drugi szczep dominuje w zapachu (co nie powinno dziwić, gdyż Trebbiano daje zwykle wina mało ciekawe, anonimowe). Znajdziemy tu więc słodkie jabłka, gruszkę i nieco moreli. Na podniebieniu ze sporym cukrem (producent podaje, że jego go ponad 20 gram), ale i niezłą kwasowością oraz słonawym finiszem. Dość proste i jednak wcale nie lepsze niż włoskie Prosecco, które zwykle są nieco tańsze. Dobre-.

Nico Lazaridi Queen of Hearts 2016 (30 zł) to mieszanka Chardonnay, Assyrtiko, Roditis, Muscata i Ugni Blanc pochodzących z nabytej w 2000 roku winnicy Mackedon. Czujemy w nim kwiaty i nieco akcentów ziołowych. Lekko kwaskowe, ale przeszkadza nieco mydlany posmak. Dobre+. Kolejnym z win o fantazyjnej nazwie jest Nico Lazaridi Black Sheep Samillion/Sauvignon 2015 (50 zł). Dominujący składnikiem w kupażu jest Sauvignon Blanc (60%), a owoce pochodzą z późnego zbioru. Jak na wspomniane odmiany wino jest dość mało aromatyczne, choć dostrzegamy tu nuty siana i delikatne mgnienie jabłek. W ustach przyjemnie migdałowe, z niezłą koncentracją i słonawym finiszem. Świetnie pasowałoby do tłustszej ryby. Dobre+.
Jedną z etykiet, które powstają nieprzerwanie od 1987 roku jest Château Nico Lazaridi White 2016 (55 zł). Ponownie znajdziemy tu Sauvignon Blanc, tym razem uzupełnione o Ugni Blanc i Muscata. Przed zabutelkowaniem wino przez krótki czas dojrzewa na osadzie. Zapach jest dość słodki, pod dyktando jabłek i kwiatów. Bardziej żywe na podniebieniu, gdzie dochodzą do głosu również nuty ziół i migdałów. Wino jest świetnie mineralne i ponownie delikatnie słone, a dodatkowo ma przyjemną koncentrację. Będzie pasowało nie tylko do ryby, ale i drobiu, nawet w tłustszych sosach. Bardzo dobre.

Nie lubimy, gdy tak aromatyczną odmianę jak Sauvignon Blanc pakuje się do beczek, gdyż taki dębowy makijaż ma tendencję do przykrywania owocowości, z której przecież słynie szczep. W przypadku Nico Lazaridi Magic Mountain 2013 (85 zł) pomimo obecnych nut wanilii (6 miesięcy beczki), na szczęście czujemy również nieco jabłek. Wino jest oleiste, gęste, ale jednak trzyma pion i balans. Akcenty palonego masła czy wręcz karmelu powinny świetnie zagrać z nawet nieco przypaloną rybą z grilla. Całość jest bardzo ciekawa, ale to jednak wino wybitnie kulinarne. Bardzo dobre.
Mniej ciekawe jest Nico Lazaridi Perpetuus 2013 (105 zł), a więc tym razem czyste Semillon, które dojrzewa przez 4-5 miesięcy w baryłkach (80% z nich wyprodukowano z drewna akacjowego). W zapachu jest bardzo bogate, z akcentami białych kwiatów, słodkich jabłek, czy nawet moreli. Ale już w ustach nieciekawe, bo choć koncentracja jest spora, to nie wspiera jej kwasowość. Dobre-.
Château Nico Lazaridi Rose 2016 (45 zł) to dość nieoczekiwany w Grecji (i chyba zresztą w całej Europie) kupaż Grenache i Cabernet Franc. Ma niezłe ciało, owocowość spod znaku malin i truskawek, ale razi niemal 13 gram cukru. W wytrawnej wersji byłoby znacznie lepsze. Dobre-.

Przy pierwszym z win czerwonych w końcu mogliśmy spróbować rdzennie greckiej odmiany. Nico Lazaridi King of Hearts 2015 (30 zł) to bowiem Merlot uzupełniony o 15% Xinomavro. W efekcie znajdziemy tu delikatne nuty wiśniowe, zioła i nieco dymu, a po chwili również mentol. Taniny są niezbyt mocne, ale przyjemnie żywe. Dobre. Czarno-czerwona owca to znów kompozycja, gdzie Merlota uzupełnia Syrah, którego jest tu 60%. Całość do 6 miesięcy dojrzewa we francuskich beczkach. Nico Lazaridi Black Sheep Syrah/Merlot 2014 (60 zł) jest jednak bez większej głębi. Mamy co prawda odrobinę ciemnych owoców, ale pojawia się też trochę zieloności. W zasadzie trudno jest o tym winie powiedzieć cokolwiek konkretnego. Dobre.
Ciekawiej zaczęło się robić przy Château Nico Lazaridi Red 2014 (70 zł). W składzie mamy (jakżeby inaczej) 40% Merlota i 60% Caberneta Franc. Ponownie do gry (tym razem na rok) wchodzą też używane francuskiej baryłki. Owocowość jest już delikatnie konfiturowa, ale gdzieś na końcu podniebienia znów pojawia się nieco niedojrzałych nut zielonych. Do tego mamy trafioną w punkt koncentrację, trochę akcentów leśnych, ziemistych i dziwną, gorzkawą końcówkę. Wino pełne sprzeczności, niepoukładane, ale mimo wszystko się broni. Bardzo dobre-.
Nico Lazaridi Cavalieri 2013 (95 zł) może być nazwane „greckim supertoskanem”, bowiem obok obu Cabernetów znajdziemy tu Merlota i 10% Sangiovese (!). Paradoksalnie było to najciekawsze wino wieczoru i w ciemno rzeczywiście mogłoby udawać butelkę z Włoch. Zwłaszcza nuty lotnej kwasowości i akcenty suszonych pomidorów są nie do podrobienia. Jest też sporo ziół, mentolu, umami i rosołu na kościach. W ustach z najlepszą, najbardziej harmonijną owocowością z dotychczas spróbowanych czerwieni, do tego obudowaną przez dobrą kwasowość i mocne, zadziorne, lekko wysuszające taniny. Bardzo dobre+.

Oba Cabernety (Sauvignon i Franc) zmieszane w równych proporcjach stanowią podstawę dla Nico Lazaridi Magic Mountain 2009 (130 zł). Trafiają one na 18 miesięcy do nowych beczek, a kolejne półtorej roku układają się w butelkach. Wino jest już nieco ewoluowane, więc obok akcentów ciemnych, dojrzałych wiśni znajdziemy tu dym, sos sojowy, wędzonkę, ziele angielskie. Beczkowej wanilii też jest wciąż sporo i raczej już się ona nie wtopi. Na szczęście sporo dobrych tanin, kwasowość i ładny balans trzymają to wino w pionie i nie pozwalają popaść w marmoladowość. Bardzo dobre.

Do Sangiovese wróciliśmy jeszcze przy okazji Nico Lazaridi Perperuus 2007 (160 zł). Odmiana stanowi bowiem dodatek do 60% Caberneta Franc, których winifikacja jest analogiczna do poprzednika. Wino jest za to ciekawsze od „magicznej góry”, z nutami żurawiny i kwiatów. Znów znajdziemy nieco lotnej kwasowości, ale w ilości dla nas jak najbardziej akceptowalnej. Całośc jest elegancka, wciąż soczyste, z poukładanymi taninami. Wydaje się młodsze niż w rzeczywistości i ma pewnie przed sobą kolejną dekadę. Bardzo dobre+.
Choć wina od Nico w zasadzie bronią się jakością i dobrymi cenami, to jednak cieniem rzuca się na nie bardzo minimalistyczne użycie rdzennych, greckich odmian. Biorąc pod uwagę morze ciekawych pozycji z Toskanii, Sauvignon z Doliny Loary czy Alto Adige, nie widzimy większego sensu w próbie zawojowania świata przez analogiczne (i jednak wcale nie tak wybitne) pozycje z Grecji. Kluczem do sukcesu win z tego kraju powinno być oparcie się tym, co Grecja ma najcenniejsze, a więc szczepach tak wspaniałych jak choćby Xinomavro.
P.S. Degustacja odbyła się w klimatycznym wnętrzu Deli&Winebar SIGA-SIGA. Oprócz ciekawej selekcji win z Grecji (w tym świetne wina z Krety) znajdziecie tu również wiele lokalnych produktów i dań. Przekraczając próg tej tawerny ma się wrażenie, że rzeczywiście przenosimy się na którąś z greckich wysp.