Ni pies ni wydra – Tokaj Satobbi Frumint 2008

„Dobogo” oznacza w wolnym tłumaczeniu z węgierskiego – „bicie serca”. Trudno wyobrazić sobie nazwę winnicy, która bardziej dobitnie ukazuje emocje jakie wiążą się z winem. Dziś próbujemy Tokaja Satobbi Frumint Dobogo 2008, u Mielżyńskiego w cenie 32 zł. Winogrona, z których powstaje to wino dojrzewają na lessowej glebie w parceli Szentkereszt w gminie Tarcal. Satobbi to po węgiersku „etcetera”, tak też nazywał się pierwszy pies właścicielki winnicy – Izabelli Zwack.
W kieliszku wino o ciepłym złotym kolorze, lekko zardzewiałym, ładnie błyszczącym. Jest lekkie – 12% alkoholu. W nosie zderzają się dwie nuty. Z jednej strony mamy wyraźny miodowy aromat a z drugiej nuty mineralne. W tle trochę jabłek i eteryczne zioła. Kwasowość jest bardzo niska, wino jest słodkawe. W ustach lekko oleiste, miodowe, z posmakiem gałki muszkatołowej.
Butelka zadaje kłam opiniom, że wina z zakrętką nie nadają się do długiego przechowywania, to 7 letnie wino nie straciło nic ze swojej dojrzałości.
Robert: Chciałbym nauczyć się doceniać wytrawne tokaje. Nie wiem, czy na razie nie trafiłem na odpowiednią butelkę, czy te wina nadają w innych ode mnie rejestrach, ale cały czas szukam olśnienia. Ta butelka tylko trochę przybliżyła mnie do niego. Obiektywnie patrząc wino jest ciekawe, balansuje na swojej miodowej nucie ze sporym wdziękiem. Jednak mi zabrakło mi w nim jakiegoś drugiego dna.
Marta: Absolutnie nie mój świat. Uwielbiam miód : świeża bagietka, zimowa herbata z miodem, nawet eksperymenty kosmetyczne z tym składnikiem są mi bliskie ale Tokaj odcinam od tych doznań grubą kreską. Jego oleistość i przygnębiająca słodycz nie ułatwiły mi oceny. Każdy kolejny łyk wywoływał moje skrzywienie, dlatego nie podołałam nawet jednemu kieliszkowi.
Ocena – średnie+.