„My” – polskie wino z Montsant

Kiedy któregoś grudniowego dnia marzyłem sobie o kilku hektarowej winnicy w Langwedocji i jeździłem myszką po googlemapie, do mojej skrzynki wpadł mail od Roberta Chwałowskiego, właściciela sklepu z winami „Barika”. „Mam swoje wino z Montsant, czy nie zechciałby Pan spróbować” – brzmiały pierwsze słowa korespondencji. Z mojej sennej podróży gdzieś pomiędzy Carcassonne a Narbonne zostałem wyrwany przez człowieka który właśnie swoje marzenie zrealizował! Skupażował razem z Agatą Sekułą pod okiem enologa Toniego Marqueta swoje własne wino! Musiało być to mega ekscytujące przedsięwzięcie. Blendowanie różnych win, różnie dojrzewających, gdzie czasem 1% dodatek zmienia całkowicie smak finalnego produktu stanowi nie lada wyzwanie, ale i musi być niesamowitym przeżyciem. I to nie tylko w kontekście enologicznym, ale też personalnym. Finalny produkt jest w jakimś sensie emanacją osobowości autorów. Piękna sprawa. Zazdroszczę!
Wino nosi fajną, chwytliwą i szczerą nazwę „MY” – bo nie kto inny jak Agata i Robert je zrobili:) Ale też z angielskiego „My” – moje. Jest kupażem Merlota i Syrah (oba stanowią 75% blendu) które dojrzewały w stali oraz Carignan 15%, Cabernet Sauvignon 5% i Garnachy 5% starzonych w beczkach francuskiego dębu. Blend dojrzewa jeszcze 6 miesięcy w stalowych zbiornikach i później jeszcze 3 miesiące w butelce. Winnica z której pochodzą grona i gdzie produkowane jest wino ma certyfikaty Organiczne i jest Biodynamiczna. Apelacja Montsant znajduje się 150 km na zachód od Baracelony i jest bardzo bliskim sąsiadem bardziej znanej – Prioratu. W ogólnym skrócie sucho i gorąco! Spróbujmy zatem wina!
My Montsant DO 2017, Clos Maria – Wino jest bardzo ciemne, wręcz czarne z purpurowym jaśniejszym brzegiem. W nosie bardzo gęste i słodkie (trochę w stylu Porto). Dużo bardzo dojrzałych czarnych czereśni, kalifornijskich suszonych śliwek, powideł śliwkowych i trochę przypraw. Mocny. W ustach średnia kwasowość i duża ilość tanin – ściągających dziąsła, ale nie agresywnych. Jest mocno dojrzały, owocowy profil. Trochę nut dżemowych – śliwkowych. Całkiem spora ilość aromatów czarnej porzeczki i Cassisu. Znalazło się też miejsca dla smaków jagodzianki. Przyprawy – lukrecja, anyż gwiazdkowy. Mocno beczkowe. Duże ciało – niestety mocno wsparte alkoholem, który miejscami przeszkadza. Bardziej wytrawna, gorzkawa, gęsta, długa końcówka. Wino oddaje charakter Montsantu i jest jedną z najlepszych butelek z tego regionu jaką w ciągu ostatnich kilku lat degustowałem. Ma trochę komercyjny styl, ale akurat to w ogóle nie razi, gdyż miało być to chyba z założenia mocno hedonistyczne wino. I takie jest! 88/100 Cena: 89 PLN. Wino do degustacji otrzymałem gratis.
Do wina przygotowałbym ogony wołowe – ciężkie zawiesiste danie, które by zmieściło się w ciele tego wina. Jednak ponieważ byłem w biegu zrobiłem proste katalońskie drożdżowe podpłomyki – Coca. W wersji wegetariańskiej z dynią, czerwoną cebulą i rodzynkami – chciałem żeby słodycz zagrała z winem. Wy możecie przygotować sobie dowolne konfiguracje – z grillowanymi warzywami, anchovies czy też kompletnie na słodko.
Robimy ciasto jak na pizze tylko pozwalamy mu więcej wyrosnąć – więc może trochę przypominać focaccie. Mieszamy świeże drożdże z cukrem i zalewamy ciepłą wodą. Dokładnie mieszamy odstawiamy na jakieś 20-30 minut aż zacznie „bąblować”. Ciasto możemy robić w robocie kuchennym lub ręcznie. Tak czy owak do mąki dodajemy sól, trochę oliwy z oliwek i rozpuszczone drożdże i wyrabiamy ciasto aż będzie jednolite i aksamitne. Gdyby było za rzadkie i się kleiło podsypujemy mąką i odwrotnie jeśli trzeba możemy dolać trochę wody. Ciasto formujemy w kulę wkładamy do miski lub na talerz, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę lub do momentu gdy podwoi swoją objętość. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 200C. wkładamy kawałki dyni i pokrojoną w ósemki czerwoną cebule do naczynia żaroodpornego lub formy do pieczenia, mieszamy z oliwą i tymiankiem i doprawiamy solą. Pieczemy około 30 minut lub gdy dynie są złote i miękkie ale się nie rozpadają. Wyciągamy warzywa z piekarnika i odstawiamy. W tym czasie zalewamy rodzynki winem. Rozdzielamy ciasto na 6 równych porcji i rozwałkowujemy na podłużne placki o długości około 25-30 cm. Układamy je na blasze i odstawiamy jeszcze na 15 minut. Odcedzamy rodzynki. Nagrzewamy piekarnik na 200+ (np. 230 jeśli się da). Lekko skrapiamy placki oliwą z oliwek extra vergine i układamy na nich warzywa i rodzynki a także gałązki tymianku. Pieczemy 10-12 minut na niskiej półce aby nie przypalić dodatków. Świetne są też na drugi dzień do pracy/szkoły! Polecam.
My Montsant DO 2017, Clos Maria – wypadło oczywiście potężnie i z początku zdominowało Coca… ale jak dobiliśmy się to pieczonej dyni, słodkich, winnych rodzynek i skarmelizowanej cebuli to zaczęło być już naprawdę ciekawie! I się zupełnie sprawdziło.
Gratuluję Robertowi i Agacie spełnienia marzeń! Ja na swoją Langwedocję inwestuję we wtorki, czwartki i soboty… a nuż mój kupaż liczbowy rozbije bank!
Do następnego!
W