Młode wilki z Abruzzo

Kiedy przekroczyłam progi krużganka opactwa L’Abbazia di Propezzano nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że narracja o cudownym wydarzeniu, które głosi, że budowa kościoła zrodziła się z cudu objawienia Madonny (pod drzewem 10 maja 715 r.) trzem niemieckim pielgrzymom wracającym z Ziemi Świętej, idealnie wpisuje się w magiczny klimat całego regionu. Abruzzo bowiem obfituje w wiele podobnych historii i podań.
Dla „pogańskiej” równowagi pełne jest również legend o wilkołakach i czarownicach – co mnie osobiście zafascynowało. Nietrudno się domyślić, że w całym tym procesie największy swój udział ma hipnotyzujące połączenie elementów architektury i geografii tego regionu. Wyobraźcie tylko sobie rozległe dziewicze równiny i górskie doliny, romańskie budowle wzniesione na najwyższych górskich szczytach i wtórującą im „nieskalaną” naturę, morską linię brzegową i góry, a w nich lasy pełne wilków i niedźwiedzi. Wszystko to czyni z Abruzzo wyjątkową krainę, zresztą jedną z niewielu już w Europie, zachowanych w tak nienaruszonym stanie. Jej niezwykłość wykorzystało i jednocześnie doceniło też wielu światowych „filmowców”. Na przykład „Imię Róży” było kręcone m.in. między Rocca Calascio, Campo Imperatore i L’Aquila w regionie Abruzzo. A jeśli kojarzycie film z lat osiemdziesiątych, – „Ladyhawke”, to właśnie ten klasyk w roli głównej z Rutger Hauer, Michelle Pfeiffer i Matthew Broderick pokazał całemu światu piękne oblicze Abruzji. Do tego, jeszcze coś dla „młodego” pokolenia, warto chociażby przypomnieć film „Amerykanin” w reżyserii Antona Corbijna. W roli głównej George Clooney, swoje ostatnie zlecenie wykonuje właśnie w Abruzji, w Castel del Monte. Romantyczne sceny pozostawmy filmowym wyjadaczom, ale z ciekawostek: podobno sam Corbijn zdradził kiedyś, że podczas miesięcy kręcenia produkcji, ekipa filmowa miała dostęp do znakomitych win z regionu, z czego domniemam była bardzo zadowolona.
Azienda Agricola Abbazia Propezzano
Wspomniane opactwo, które wywołało u mnie tak wielkie emocje znajduje się w Morro d’Oro na łagodnych stokach wzgórz Teramano, i od setek lat zajmuje się produkcją wina. Od 1871 roku klasztor i winnicę przejęła prywatna rodzina, która od momentu zakupu opactwa aktywnie angażuje się również w jego ochronę i restaurację. Dziś (od 2011 r.) za Abbazia di Propezzano – kontynuując rodzinną tradycję – stoi Paolo Savini de Strasser. Kiedy podczas mojej majowej wizyty oprowadzał nas po opactwie, nietrudno było dostrzec jego fascynację historią i sztuką, ale i szczerą troskę o jego przyszłość. Muszę przyznać, że może w tej kwestii pochwalić się niemałą wiedzą o całym regionie, a i obszerna tematyka rolnictwa (wychodząca poza winiarstwo) nie jest mu obca.
Propezzano è un posto che ha talmente tanta bellezza che è difficile notarne i difetti a un primo sguardo, ma è un equilibrio fragile. Non rompetelo. – Paolo de Strasser
Istnieje wiele kontrowersji związanych z prawdziwą datą budowy kościoła, jednak przyjmuje się, że dominantem w kompleksie opactwa jest styl romańsko-gotycki, z typowym układem klasztorów benedyktyńskich, kościołem, portalem, krużgankiem i absydą. Oprócz tego w rękach Paolo znajduje się 20 hektarów winnicy położonej 150 metrów nad poziomem morza. Z jednej strony otulona jest ona przez powiewy nadmorskiej bryzy a z drugiej przez chłodne powietrze z gór. Winemaker, jak sam przyznaje jest przedstawicielem młodego, nowoczesnego pokolenia, które odnosi się z szacunkiem do tradycyjnych metod produkcji – przy jednoczesnym poszanowaniu ekosystemu. Nie boi się również eksperymentować i chce zmieniać oblicze tamtejszego winiarstwa poprzez własną interpretację tego dziedzictwa.
Degustacja w sercu historii

Po zwiedzaniu opactwa zasiedliśmy w refektarzu, czyli jadalni klasztoru. Długi drewniany stół, pianino, freski z XVI wieku, przedstawiające m.in. legendę o założeniu klasztoru, małe okienka z widokami na winnicę i gaj oliwny – muszę przyznać, że dość rzadko zdarza się okazja do takich warunków degustacyjnych.
Paolo Savini de Strasser dojrzewanie swoich win z autochtonicznych odmian opiera głównie o stalowe zbiorniki. Na początek mieliśmy okazję ocenić to w przypadku Abazzia di Propezzano Trebbiano 2017 (11 eur) i Abazzia di Propezzano Pecorino 2017 (5 eur), które przekonują swoją cytrynową świeżością i delikatną kwasowością. Spróbowany Abazzia di Propezzano MAb 2018, czyli 100% Montepulciano – nos bardzo warzywny i ziemisty, usta w podobnych rejestrach, wino dość młode, więc trudno było coś więcej z niego wyłuskać. Z ciekawostek spróbowaliśmy też Abazzia di Propezzano ANFORA 2016, składająca się z Falanghiny (50%), Pecorino (30%), Trebbiano i Passeriny (po 10%). Wszystkie poddawane są osobnej fermentacji w kadziach ze stali nierdzewnej, a potem trafiają na minimum 8 miesięcy do amfor. W efekcie otrzymujemy wino ze spokojnym, dość niemym nosem, ale za to z ustami z delikatnym owocem gruszki i żywo, długo pozostającą taniną.
Paolo de Strasser w swojej winniarni zaskoczył nas również zaproszeniem jakie skierował do młodych winiarzy nawet z innych regionów, którzy również zaprezentowali swoje butelki. Degustowaliśmy wina z Fattoria Savini, Vini la Quercia, Amorotti, Inalto, Cerulli Spinozii. Nie jestem w stanie opowiedzieć Wam o wszystkich butelkach, ale niektóre z nich szczególnie „wyboldowałam” w swoich notatkach.
Cantinie Vini la Quercia
Producent w swoim portfolio ma wybitnie ciekawe wino Vini La Quercia Santapupa Montonico Superiore 2018 (11 eur). Ten autochtoniczny szczep jest bardzo plenną odmianą o wyjątkowo dużych kiściach (pojedyncze z nich mogą ważyć nawet 1 kg), przez co w jego przypadku trudno jest osiągnąć optymalną dojrzałość wszystkich owoców. Dał on świeże, chrupkie wino z wyraźnie zarysowaną kwasowością. Nos jest ziołowy, pieprzny, słomiany, usta jabłkowo-limonkowe, z nutami świeżych ziół i długim, pikantnym finiszem.
Cantina Amorotti
Inna fascynująca historia, której udało mi się tego dnia posłuchać, dotyczy Cantiny Amorotti, istniejącej od XVIII wieku, ale na nowo pobudzonej do życia przez Gaetano Carbonii dopiero od 2016 roku. Przejął on stare budynki klasztoru i winnicy, i do dziś wiele z nich próbuje zidentyfikować według ich pierwotnego przeznaczenia. Ten młody człowiek podjął się fascynującego projektu eksperymentowania z winami w historycznie istniejącej architekturze. Gaetano Carbonii, jako że robi wina organiczne był również obecny na RAW Berlin i udało nam się ponownie porozmawiać. Obecnie produkuje Montepulciano d’Abruzzo, a druga połowa podzielona jest między Trebbiano i Cerasuolo, z lekką przewagą bieli.
To Abruzja, która nadal pachnie przeszłością, ale szybko zmierza ku przyszłości. – trudno nie zgodzić się z tym pięknym opisem Amorotii sformułowanym przez Ivan Masciovecchio
Amorotti Trebbiano d’Abruzzo 2017 – tu winemaker postawił na 550 litrowe beczki z slawońskiego dębu. Nos łagodny i pewnie się uśmiejecie, ale zanotowałam sobie, że owsiankowy. Usta z wyczuwalnym organicznym charakterem, nieco ziołowe, sienne, herbaciane i przyjemną kwasowością. Dla mnie jedno z najlepszych Trebbiano tamtej degustacji.
Cerulli Spinozii
Winnica Cerulli Spinozzi znajduje się w samym środku dzikiego górskiego krajobrazu Abruzji – w regionie Teramano, tuż u podnuży góry Gran Sasso (szczyt Apeninów). Właścicielami są bracia Francesco i Vincenzo Cerulli Irelli i to właśnie ich połączone grunty zostały zagospodarowane pod winnicę. Dziś zarządzaniem organiczną winnicą zajmuje się syn Vicenzo, Enrico, który jako przedstawiciel młodego pokolenia w Abruzzo stara się angażować nowoczesnymi pomysłami i dzięki temu podnosić jakość rodzimego szczepu – Montepulciano. Winnica łącznie obejmuje 35 hektarów w gminie Canzano i 18 ha w gminie Mosciano (Teramo).
Cerulli Spinozzi Cortálto Montepulciano d’Abruzzo Colline Teramane DOCG 2015 – nos ściółkowy z ciemnym, mocnym owocem. W ustach ponownie mocna wiśnia z pestką, długa tanina, spora kwasowość w finiszu. Wszystko jest jednak bardzo zintensyfikowane, co przekłada się na mocarność wina. Bez wątpienia ma ono duży potencjał, ale wymaga jeszcze czasu, by ułożyć odpowiednio te wszystkie komponenty.
Cerulli Spinozzi Cortálto Pecorino Colli Aprutini 2017 – w nosie przyjemne egzotyczne owoc: ananas i mango. Usta również z mocnym owocem, bardziej dominującą brzoskwią. Na szczęście te ciepłe owocowe nuty wypełnia jeszcze piękna kwasowość.
Azienda Agricola Nic Tartaglia
Tutaj ponownie mieliśmy okazję poznać bardzo młodego, biologicznego winiarza (choć sam przyznaje, że nie przepada za certyfikacją, jego wybór jest pochodną rozumienia natury a nie kwestii podporządkowaniu się jakiejkolwiek kwalifikacji). Mimo, że jest piątym pokoleniem rodziny, dla której wino jest ogromną pasją, to na swoim koncie ma dopiero drugi rocznik. Z jego 12 hektarowej winnicy powstaje produkcja od 20 do 30 tysięcy butelek. W swoim portfolio ma klasyczną triadę: Trebbiano, Cerasuolo i Montepulciano, ale postawił też na Caberneta Sauvignon, Rieslinga (!) i Chardonnay.
Nic Tartaglia Montepulciano d’Abruzzo D.O.C. 2016 – przyjemny wiśniowy nos, usta z elegancko i wyraziście zarysowaną strukturą. To był bardzo przyjemny przykład Montepulciano, choć brakowało mu nieco dłuższej trwałości w finiszu.
Wizyta w Abbazia Propezzano pokazała, że Abruzzo ma dziś twarz również młodych, lokalnych i odważnych winiarzy, którzy otrzymali swoją szansę na przedstawienie własnej interpretacji starej tradycji. I bez wątpienia to co najlepsze jeszcze przed nimi… Za nami za to opowieść o samym regionie i jego pysznej kuchni, pokazałam Wam już legendę Abruzzo, czyli Emidio Pepe. Teraz przeszliśmy przez młode pokolenie, ale wisienkę z toretu zostawiłam na koniec, ponieważ jeszcze nie opowiedziałam Wam o najlepszym cerasuolo całego tego wyjazdu, na który zostałam zaproszona w maju 2019 r. przez Consorzio di Tutela dei Vini d’Abruzzo.