Marcus Schneider – historia o dzielnym krawczyku

Udostępnij ten post

…an einem Sommermorgen sass ein Schneiderlein auf seinem Tisch am Fenster, war guter Dinge und nähte aus Leiberskräften. Es schlug sieben Fliegen auf einen Streich und machte sich auf, um dies der Weltz zu berichten. Auf seiner Riese zähmte es ein Einhorn, tötete zwei Reisen und fing einen wilden Keiler. Als Belohnung bekam das tapfere Schneiderlein eine wunderschöne Prinzessin samt Königreich…

_DSC4138Dawno, dawno temu. Za górami i lasami żył sobie młody krawiec. Gdy pewnego dnia chciał zjeść kromkę chleba z dżemem obsiadło ją stado much. Zdenerwowany krawczyk zamachnął się na oślep ścierką i za jednym zamachem zabił siedem z nich. Bardzo zadowolony z tego faktu postanowił wyszyć sobie na pasie dumne zdanie – „siedmiu za jednym zamachem”. Po wykonaniu tego napisu wyruszył w świat by wszyscy poznali się na jego potędze. Dzięki sporej dawce szczęścia uniknął zasadzki olbrzymów i trafił na królewski dwór. Król widząc pas krawczyka i bojąc się jego siły zaproponował, że jeśli wypełni trzy zlecone przez niego misje, odda mu swoją córkę za żonę. Za pomocą swojego sprytu pokonał on dwa olbrzymy, złapał jednorożca i pojmał żywcem groźnego dzika. Co prawda po w międzyczasie król zmienił zdanie i postanowił go zabić, ponownie udało się mu jednak oszukać przeznaczenie i ostatecznie otrzymał rękę królewny, a po śmierci swojego teścia sam zasiadł na tronie.

Kto z nas w dzieciństwie nie śnił o przeżyciu takich przygód?

_DSC4126Wydaje się, że na pewno takie marzenie nie było obce Markusowi Schneiderowi (jego nazwisko oznacza właśnie „krawca”), który fragment streszczonej wyżej bajki braci Grimm „O dzielnym krawczyku” („Das tapfere Schneiderlein”) umieścił na etykiecie swojego wina. Rodzina Markusa od kilku pokoleń zajmowała się uprawą winogoron, jednak dopiero on, od 1994 roku, postanowił samodzielnie produkować również wino. Posiada cztery parcele w okolicach miejscowości Ellerstadt (10 km na zachód od Manheim) w Palatynacie. Winnica Steinacker, położona najwyżej i najbardziej na północ, stanowi dobre miejsce do produkcji Chardonnay. Wapienne podłożone na leżącej niedaleko miasteczka Kallstadt parceli Saumagen przeznacza znów do uprawy Rieslinga. Podobnie traktuje jedną z niewielu tarasowych winnic w Palatynacie, Fuschmantel. W winnicy Schlossgarten, uprawia zaś swoje najstarsze, 40-letnie krzewy. Markus uważany jest za jedną z wschodzących gwiazd Palatynatu. Jego kariera rozwija się bardzo szybko. W 2015 roku otworzył nową, nowoczesną piwnicę, a w planach ma rozpoczęcie produkcji wina z dwóch nowych parceli.

Sam Palatynat to drugi co do wielkości winny region Niemiec, który dodatkowo dzierży palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o produkcję win czerwonych. Wszystko to za sprawą bardzo łagodnego i ciepłego klimatu. Ta pogoda, która tak bardzo sprzyja odmianom czerwonym (uprawia się tam głównie Spätburgundera, Dornfeldera i Portugiesera), dla „króla” białych szczepów stanowi wyzwanie. Praktycznie jedynie w niewielkim paśmie zwanym Mittelhaardt-Deutsche Weinstraße Riesling daje naprawdę dobre wina. Pochodzące stąd butelki mają zwykle więcej ekstraktu i wyższy poziom alkoholu niż te z położonych dalej na północ regionów. Wyzwaniem dla winiarzy jest utrzymanie dobrej kwasowości, świeżości i złożonego charakteru wina.

_DSC4133To nasze kolejne spotkanie z winami Markusa. Wszytko zaczęło się w Winnym Garażu, bo to Wojtek Henszel pierwszy raz zapoznał nas z tym producentem, zachęcając nas już w czerwcu 2014 roku do zakupienia jego Sauvignon Blanc – Kaitui. Świetnie owocowe, orzeźwiające i rącze jak wspomniany jednorożec, zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie. Poźniej, już w te wakacje sięgnęliśmy po jego podstawowego Rieslinga. Dziś zaczynamy od tej samej etykiety – Schneider Riesling 2013 (49 zł). Zawsze warto sprawdzić jak ta sama butelka smakuje po jakimś czasie, w innej atmosferze i porze roku. Zaraz po otwarciu można było wyczuć nuty redukcyjne (zwłaszcza cebulę i lekką kiszonkę). Na szczęście jakieś pół godziny spokoju wystarczyło, aby wino się oczyściło. W nosie pojawiły się akcenty jabłkowe. Tym razem nie są to kwaśne, ostre, zebrane prosto z drzewa papierówki ale bardziej jabłka, które spadły już z gałęzi i poleżały chwilę na słońcu. Do tego można doszukać się gruszki, nafty oraz delikatnych, jedynie ledwie wyczuwalnych mgnień miodu. Usta bardzo krągłe. Z kwasowością, która jak na Riesling przystało musi być zaznaczona, ale nie ma w sobie mozelskiej strzelistości, jest cieplejsza, żywa. Trochę jakby na przekór mamy również wyraźną mineralność i krystaliczność górskiego potoku. Podtrzymujemy swoją ocenę z lipca – bardzo dobre-.

Drugie wino, które spróbowaliśmy to już butelka z pojedynczej winnicy – Schneider Riesling Schlossgarten 2014 (zakupiony w Berlinie w cenie 10,40 eur). W porównaniu do poprzedniej butelki ma nieco jaśniejszy kolor. Pachnie chłodniej, dominują zielone jabłka, grejpfrut, melon i biały pieprz. Usta dla odmiany cieplejsze, bardziej owocowe. Kwasowość początkowo wydaje się niższa, ale znakomicie rozwija się w długim, cytrynowym finiszu. Butelka może mniej otwarta, nieco bardziej wymagająca, ale oferująca lepszą strukturę i głębię. Bardzo dobre+.

Po raz kolejny białe wina od Marcusa Schneidera potwierdziły swoją klasę i równość. Zastanawiamy się jak w takim razie smakują jego czerwone butelki? Po prostu trzeba będzie to sprawdzić!