Lidl – powrót na Węgry

Zgodnie z zapowiedziami skoro tylko uporaliśmy się z winami z Biedronki sięgamy po ofertę drugiego dyskontu – Lidla. Wrócił on do win, które w poprzednim roku były bodajże jego najmocniejszym strzałem i ponownie zaprezentował kolekcję win węgierskich.
Na półkach ponownie pojawiły się 24 etykiety, z tego 9 butelek od półwytrawnych w wzwyż jeśli chodzi o poziom cukru. Ceny rozpoczynają się od 9,99 zł, a tym razem sięgają aż 69,90. Tyle musicie wysupłać z portfela za chyba największe zaskoczenie tej oferty, czyli Tokaja 5 Puttonyo ( na pocieszenie warto zauważyć, że wina z tej klasy trudno jest kupić w Polsce poniżej 100 zł).
Musimy uprzedzić, że czas przygotowania tego posta zbiegł się z naszym wyjazdem na narty, więc degustacja była prowadzona „na raty” i nie udało się nam ocenić wszystkich win, które mieliśmy w planach. Tym niemniej chcielibyśmy przedstawić nasze impresje po spróbowaniu czterech butelek z tej selekcji.
Wraz z pierwszym winem udajemy się do rozciągającego się na południu Węgier regionu Szekszárd. Choć obecnie wina „bikavér” kojarzą się głównie z Egerem, to wydaje się, że to właśnie Szekszárd jest miejscem, gdzie powstała. Dopiero planowa gospodarka komunistyczna postanowiła połączyć byczą krew z Egerem. Bodri Szekszárdi Faluhely 2013 (34,99 zł) to kupaż kilku szczepów, hojnie obdarowanych dębowym pocałunkiem. Niestety te gęste, waniliowe i tytoniowe nuty zabiły wszelki owoc. Wino jest ciężkie (15% alkoholu też robi swoje) i dodatkowo mocno taniczne. Jeśli taki beczkowy styl sprawia Wam frajdę, to butelka powinna trafić w Wasze gusta. Nam zabrakło trochę lekkości, większej fiznezji, postawienia na owoc. Szkoda, bo wydaje się, że wino wydane w oszczędniejszej w beczkę formie miałoby potencjał. Średnie.
Skoro już o „egri bikavér” była mowa, to przejdźmy właśnie do tej butelki. Tym razem Lidl postawił na sprawdzone rok temu wino, a więc bikavéra od Gála Tibora. Poprzednim razem można było zaopatrzyć się w rocznik 2011, dziś na półkach staje dwa lata młodsze. Z kolei w Winnicach.eu mieliśmy okazję spróbować tej etykiety z 2012 rocznika. Mamy więc szansę prześledzić i porównać trzy roczniki. Rocznik 2011 był dla nas średni, za to bardzo smakował 2012, a jak będzie z Tibor Gál Egri Bikavér Titi 2013 (27,99 zł)? W nosie początkowo dużo beczki, ciepłe nuty wanilii, lakier do paznokci, dym i wędzonka. Usta za to świeże, z nutami kwaskowych wiśni, i przyjemnie drapiącymi podniebienie taninami. Ładna koncentracja i soczystość, to tego odrobina ziemistości. Przyjemne wino. Bardzo dobre-.
Z ostatnim czerwonym winem wracamy do Szekszárdu. Narzekaliśmy niedawno, że za mało pijamy Caberneta Franc, więc mamy okazję nadrobić zaległości. Tu mamy szczep w wydaniu rodziny Mészáros, która posiada łącznie 120 hektarów upraw. Pál Mészarós Szekszárdi Cabernet Franc 2013 (24,99 zł), to wino, któremu bardzo pomaga chwila oddechu. Początkowo, jak poprzednia etykieta z Szekszárdu jest zdominowana przez nuty beczki. Ale mniej więcej po dwóch godzinach pojawia się więcej porzeczki, delikatne nuty zielone i warzywne. Usta podobnie porzeczkowe, soczyste, z waniliowym posmakiem tułającym się w dalekiej, bezpiecznej odległości. W finiszu niezbyt intensywne taniny. Wino proste, mało skoncentrowane, lekko rustykalne, ale w sumie smaczne. Dobre-.
A jak sprawuje się wspomniany, potencjalnie największy hit oferty – Royal Tokaji Aszú 5 puttonyos 2009 (69,90 zł)? Naszym zdaniem wypada całkiem nieźle. W kieliszku wdzięczy się pięknym, bursztynowym kolorem. W nosie czujemy sporo owoców – morele, gruszki. Do tego nieodłączne nuty miodowe, które jednak tutaj znajdują się na dalszym planie. Usta bardzo przyjemne, skoncentrowane, nieprzesłodzone. Wino jest zrobione bardzo kulturalnie, choć po drugim kieliszku robi się nieco mdłe, ale mimo wszystko zdecydowanie warte spróbowania w zachęcającej jak na 5-putonowego Tokaju cenie. Na Wielkanoc do ciast będzie jak znalazł. Bardzo dobre-.
Nie chcemy generalizować, bo spróbowaliśmy zaledwie 1/6 oferty, jednak i na tej podstawie pewne wnioski można wyciągnąć (zwłaszcza, że były to wina z górnych rejonów cenowych). Widać, że węgierscy winiarze lubią używać beczkę. Tylko, że powinna być ona używana umiejętnie, aby podciągnąć, wzbogacić owocowość, a nie przytłoczyć wino waniliową nutą. W każdej butelce ten babciny budyń był wyczuwalny (choć w różnym natężeniu i na szczęście po jakimś czasie jego nacisk łagodniał). Kilka razy wspominaliśmy, że z uwagi na podobny styl nabawiliśmy się awersji do Riojy, mamy nadzieję, że węgierscy winiarze nie dopuszczą nas do takiego stanu.
Poza otrzymanym od Lidla Tibor Gál Egri Bikavér Titi 2013, pozostałe butelki to zakup własny.