Wszystkie drogi prowadzą do Winnego Garażu

Niedziela to czas na dalekie wyprawy. Kiedy tylko pogoda dopisuje, a nam nie brakuje energii, wyciągamy rowery i po 15 minutach jazdy przed siebie, decydujemy o ostatecznym kierunku wyprawy. Tym razem padło na Park Chojnowski i okolice Górnego i Dolnego Zalesia. Leśne krajobrazy i terenowe trasy dały nam nieźle w kość, dodatkowo zbliżała się pora obiadu a na nas w lodówce czekał dorsz – mieliśmy plan podjęcia się przepisu Winniczka i dobrania do niego jeszcze innego win – wiedzieliśmy już jednak, że nie tym razem! Szybki look na Google Maps i jak zwykle okazało się, że wszystkie drogi prowadzą do Winnego Garażu.
Miejsce, w którym jesteśmy szczerze zakochani…
A wszystko przez Wojtka i Marzenę! Oboje tworzą wysmakowane miejsce. W punkt trafiające w serce, ale nie malkontenta, zadzierającego nosa, lecz gości, którzy mają ochotę spotkać się w klimatycznym miejscu, skosztować dobrej kuchni i napić się świetnego wina – zwyczajnie pobyć ze sobą. Aj no i deser, nie możemy zapominać o cukierniczych przysmakach, jakie nie znaleźliśmy jeszcze w żadnym innym miejscu.
Nie, nie, tym razem wcale nie będziemy więcej Wam argumentować dlaczego warto ich odwiedzić, bo jeśli sami nie zechcecie się przekonać, to na nic zda się nasza kolejna relacja. Zresztą już to zrobiliśmy nie raz (Winny Garaż 2.o). Poza tym okazuje się, że to miejsce można lubić za wiele rzeczy łącznie ale i osobno. My czujemy się w nim po prostu sobą i nawet bez makijażu (nie mieszać w to Roberta) i ubrudzeni leśnym kurzem, uwielbiamy tam zajeżdżać.
Przed nami piękny weekend, wsiądźcie na rowery, zapakujcie dzieciaki do auta i ucieknijcie od warszawskiej aglomeracji. Po obiedzie, zasiądźcie na leżaku z kieliszkiem wina i nie marudźcie na nic, na nikogo…
Atutem Winnego Garażu jest duża rotacja pojawiających się butelek. Wojtek przyjął (naszym zdaniem słuszną) koncepcję, nie zapełniając przestrzeni kartonami tych samych win. Poza kilkoma „nieśmiertelnymi” pozycjami, gdy skończy mu się zapas danej butelki, po prostu wyszukuje innego producenta lub świeższy rocznik. Dzięki temu goście nie są zmuszeni do popijania wciąż tych samych etykiet, a każda kolejna wizyta daje szansę na spróbowanie nowych win.
Letnią porą oczywistym posunięciem wydaje się postawienie na białe wina. Dla tych z Was, którzy uwielbiają nowozelandzkie Sauvignon Blanc, dobry wyborem mogą okazać się pozycje z tej odmiany zza Odry i Nysy. Możecie wybrać spośród dwóch nieco odmiennych win.
Znana i ceniona przez nas winnica Steinmühle jest reprezentowana przez Steinmühle Sauvignon Blanc 2015 (38 zł). W tym winie wyczuwamy agrest, jabłka i szczyptę ziół. W ustach jest krągłe, pełne, z dobrą koncentracją. Mamy też ładną kwasowość (choć oczywiście niższą niż w przypadku Rieslinga) i delikatnie gorzkawy posmak. Bardzo dobre. Warto porównać je z winem od Heinricha Spindlera – Sauvignon Blanc 2015 (55 zł). To w nosie jest delikatnie grejpfrutowe, z dodatkiem kiwi i marakui oraz ponownie ziołowym tłem. W smaku z mocniejszą niż u poprzednika kwasowością i ascetycznym, ale długim, kamiennym posmakiem. Wydaje się być bardziej chłodne od Steinmühle, bardziej mineralne (co jest charakterystyczne dla win Spindlera). Bardzo dobre-. Wojtek przyznaje, że wina Steinmühle są bardziej przyjazne, otwarte, nawet delikatnie „komercyjne”. Spindler to większa bezkompromisowość i sznyt.
Od tego ostatniego możecie również spróbować drugiej nowości – Heinrich Spindler Riesling Philosophie 2015 (48 zł). O ile jego Rieslig Rural (również dostępny w Winnym Garażu) jest bardzo ostry, oszczędny, to ta etykieta ma zdecydowanie inny charakter. Daje tu o sobie znać ciepły klimat Palatynatu. Już w nosie jest wyraźnie cieplejsza, z nutami gruszek, ale podszytych również mineralno-ziołowym tłem. Usta z delikatnym cukrem resztkowym, który w finiszu zmienia się w kwaskowo-słonawy posmak. Ładna koncentracja i świetna pijalność. Bardzo dobre-.
Winny Garaż przymierza się też do importu nowych butelek z Weingut St. Antony. Historia tej winnicy sięga początków XX wieku. W 1912 roku firma zakupiła nieruchomości w Nierstein w Rheinhessen, obejmujące oprócz kopalni wapienia również przyległe winnice. Po I wojnie światowej, gdy wydobycie wapienia przestało być opłacalne, zdecydowano o skupieniu się na winiarstwie. Już w 1920 roku wypuszczono pierwszy rocznik win. W latach 50-tych sprzedano nieużywaną kopalnię, zarobione pieniądze inwestując w nowe działki. W 1986 roku winiarnia zostaje częścią koncernu MAN, dziewięć lat później otrzymuje nazwę St. Antony, a w 2005 roku przechodzi w ręce rodziny Meyer. Obecnie w posiadaniu rodziny jest 26 hektarów winnic w okolicach miasteczka Nierstein w Rheinhessen. Kluczem do jakości pochodzących stąd win jest występowanie czerwonych łupków (znanych również znad Mozeli), które wpływają na charakter produkowanych butelek. W 2008 roku Jancis Robinson zaliczyła Weingut St. Antony do trzydziestki najlepszych niemieckich producentów.Dzięki uprzejmości Wojtka spróbowaliśmy dwóch win. Rozpoczęliśmy od St. Antony Bodenschatz Riesling 2015. Jest bardzo ciekawe, bo nie wpisujące się w typowy obraz Rieslinga z Hesji Nadreńskiej. Przede wszystkim nie bazuje na owocowości. Tutaj jest za to więcej nut ziołowych (po chwili debaty przy stole ustaliliśmy, ze dominuje tymianek). Podobnie w smaku nie jest oparte na owocu, ma kamienną strukturę z posmakiem wędzonej śliwki. Do tego pojawia się bardzo długi kwaskowy posmak. Bardzo dobre-.
Następnie przyszła kolej na prawdziwą perełkę – St. Antony Nierstein Orbel 2014. Tu mamy już wino kategorii Grosses Gewächs, z pojedynczej parceli leżącej na zachód od Nierstein, nad miejscowością Schwabsburg i charakteryzującej się stosunkowo zimnymi nocami, co wpływa na dobre dojrzewanie owoców. Wino jest oczywiście młodziutkie, ale już teraz bardzo rozbudowane. Mamy nuty stalowe, naftowe, z dodatkiem herbaty z lipy i wosku. Usta gęste, dobrze skoncentrowane, z długim kwaskowym, cytrynowym finiszem. Już teraz bardzo dobre+ a to zaledwie początek jego drogi.
Butelki z St. Antony już wkrótce powinny być dostępne na półkach Winnego Garażu. W tajemnicy możemy też Wam zdradzić, że Wojtek planuje również sprowadzenie nowości z Frankonii, regionu który jest w Polsce wciąż słabo reprezentowany. Już nie możemy się doczekać…