Leithaberg – Migawki z VieVinum #1

Wakacje, upały, luz… Dziś jednak trochę pod prąd (odmiennie niż hit, który ostatnio zdominował radio), bo bez baloników, nośnych marketowych wrzutek, szampanów i lekkiej poezji, chcemy zaprosić Was na wielki spacer po imprezie w Wiedniu, podczas którego wirtualnie odwiedzimy wiele winnic i napijemy się wspaniałego wina. VieVinum, bo o nim tu mowa, to nie bułka z masłem. Przyznajemy nie da się o tym winnym wydarzeniu opowiedzieć na raz, w jednym wpisie, dlatego dla wytrwałych, a mamy nadzieję, że takich nie zabraknie, rozpoczynamy dziś cykl pt. „Migawki z VieVinum”.
Zacznijmy od tego, że VieVinum to trzydniowe targi, jak sama nazwa wskazuje organizowane w stolicy Austrii. Jest to wystawa (w zasadzie trudno znaleźć adekwatne słowo), podczas której swoje wina prezentują praktycznie wszyscy liczący się austriaccy winiarze, jak również goście zaproszeni z innych krajów (w tym roku spróbować można było win od ponad sześciuset producentów).
Dla nas największym atutem całej imprezy jest osobista obecność większości z winiarzy, gdyż stoimy na straży stanowiska popartego doświadczeniem, że takie relacje, dyskusje i kontakty pozostają póżniej na długie lata, a nie są wyłącznie handlową rozmową z marketingowcem. Dodatkowo istnieje wówczas możliwość wzięcia udziału w wielu odbywających się przekrojowych degustacjach, skupiających się na poszczególnych szczepach, regionach, czy stylach produkcji.
Chyba rozumiecie, że jako zadeklarowani fani austriackich win, nie mogliśmy przepuścić takiej okazji i stawiliśmy się razem w dawnej siedzibie Habsburgów, pałacu Hofburg, gotowi (to był IRONWINE) na trzy dni zmagań z najlepszymi butelkami znad Dunaju.
Aby jakoś usystematyzować naszą relację, podzielimy ją na poszczególne winiarskie regiony Austrii i dziś zaczynamy od Leithabergu… będziemy oczywiście przeplatać wpisy z innym zasobami materiałów z naszych wyjazdów, tak by Was nie zanudzić, bo naszym jedynym celem jest zachęcenie Was do próbowania i poszukiwania swoich smaków w austriackich winnych regionach.
Przenosimy się więc w okolice Jeziora Nezyderskiego, niedaleko granicy austriacko-węgierskiej. Tam właśnie, nad zachodnim brzegiem akwenu wznoszą się Góry Litawskie, jedno z ostatnich (już niewysokich) pasm alpejskich. Południowe i południowo-wschodnie zbocza, na których dominują wapienne gleby zajęte są przez winnice, dla których w 2002 roku stworzono apelację Leithaberg. Im bliżej jeziora (wokół miasteczek Schützen, Oggau, St. Margarethen, Zagersdorf czy Mörbisch), tym teren staje się bardziej płaski, gleba cięższa, a pochodzące stąd wina mocniej skoncentrowane i mocniej nasycone. Również im dalej na wschód, gdzie zbocza zbliżają się do jeziora i są bardziej wystawione na wpływ cieplejszych mas powietrza znad Kotliny Panońskiej, klimat jest łagodniejszy, a wina znowu krąglejsze. Patrząc jednak całościowo, pozycje z Leithabergu są zwykle najlżejszymi z całego Burgenlandu, przykładowo od swoich kuzynów z drugiego brzegu jeziora, regionu Neusidelersee zazwyczaj są o pół grama mocniej kwasowe.
Znajdziemy tu ponad 3 tysiące hektarów winnic. Jeśli chodzi o białe odmiany, to obok Grüner Veltlinera (745 hektarów), uprawia się tu Chardonnay, Weissburgundera (Pinot Blanc) i Neuburgera. To właśnie te cztery szczepy mogą być używane do produkcji win oznaczonych jako Leithaberg DAC. Gdy mowa o czerwieniach, to króluje Blaufränkisch (choć ilościowo przegrywa z Zweigeltem), któremu w winach aplacyjnych może towarzyszyć do 15% właśnie Zweigelta, St. Laurenta lub Pinot Noir.
Przekrojowa degustacja win z Leithabergu prowadzona przez mistrza Europy sommelierów – Raimonda Tomsonsa oraz kilku lokalnych producentów, podzielona była na cztery sety win zatytułowane: „Odmiana vs. pochodzenie”, „Winifikacja vs. terroir”, „Blaufränkisch od wschodu do zachodu” i „Odrobinę zestarzone wina”.
Odmiana vs. pochodzenie
W ramach pierwszej serii win skupiliśmy się na czterech białych pozycjach. Rozpoczęliśmy od pochodzącego z łupkowej gleby Weingut St. Zehetbauer Pinot Blanc Leithaberg 2015, które przez kilka miesięcy dojrzewa na osadzie, z czego część w dużych beczkach. Pierwsze odczucie zdominowane jest przed akcenty mineralne i posmak górskiej, czyściutkiej, skalistej wody. Struktura jest bardzo solidna, ale też metaliczna, brakuje owocowego wypełnienia. Wino bazuje na czystości, ale nam takie oszczędne oblicze odpowiada. Bardzo dobre+ (91/100).
Zostaliśmy totalnie zaskoczeni, że drugim z nalanych win okazało się pochodzące z wapiennego podłoża, Weingut Bayer-Erbhof Chardonnay Leithberg 2016. Po spróbowaniu stawialiśmy, że jest to Veltliner. Tu ponownie część wina fermentuje i dojrzewa w beczkach, ale to dotknięcie dębu zupełnie nie jest odczuwalne. Zamiast tego mamy schowany nos, w którym dopiero po chwili zaczynają się odzywać słodkie jabłka, cytryny i melon. Na języku soczyste i świeże, ale też dość krągłe, z długim, mineralnym posmakiem w którym pojawia się również przyjemna ziołowość. Bardzo dobre+ (91/100).
W kolejnym kieliszku otrzymaliśmy połączenie obu poprzedników: Weingut Lassl Chardonnay/Weissburgunder Leithaberg 2015. Całość utrzymywana jest przez pół roku na osadzie, co skutkuje aromatami dojrzałych brzoskwiń, gruszek, ananasów i czerwonych jabłek. W ustach brakuje za to mocniej zarysowanej kwasowości, przez co struktura wydaje się płaska i w gruncie rzeczy mało ciekawa. Bardzo dobre- (89/100).
Pierwszy set zakończyliśmy zaś Weingut StephanO Grüner Veltliner Juno Leithaberg 2015. Rzeczywiście ta pieprzność, którą czuć w winie, jest nie do pomylenia z innymi odmianami. Obok niej można zidentyfikować nieco ziół oraz kwaśnych jabłek. Struktura jest pełniejsza niż u kuzynów w Weinviertel, czy Wachau, idąca w stronę maślaności, ale przez to brakuje energii i żywotności. Niezłe technicznie, ale nie porywa. Bardzo dobre- (89/100).
Winifikacja vs. terroir
Ten zestaw obejmował dwie pary win pochodzące z tych samych winnic i rozpoczął się kolejnym Veltlinerem: Weingut Liegenfeld Himmerlich Grüner Veltliner Leithaberg 2016. Winorośle rosną na wapiennej glebie, ze znajdującą się na wierzchu cienką warstwą gliny. Po fermentacji, do sierpnia roku po zbiorach, wino dojrzewało na osadzie w stalowych zbiornikach. Pachnie gruszkami i jabłkami, obsypanymi świeżymi, zebranymi wprost z pola ziołami. Owocowość jest ładnie soczysta, ale kwasowość mogłaby mieć o ton wyższy poziom. Bardzo dobre (90/100).
Mogliśmy je porównać z Weingut Sommer Himmerlich Grüner Veltliner Leithaberg 2016. W tym przypadku dojrzewanie odbywa się w dużych beczkach, gdzie wino spędza 10 miesięcy. Wydaje się mniej rozwinięte, czuć jeszcze nuty drożdżowe i oranżadowe. Za to w ustach pięknie soczyste, ze świetnie mineralnym, ostrym i pieprznym finiszem. W tym starciu wygrywa. Bardzo dobre+ (91/100).
Kolejna dwójka prezentowała typową dla regionu, wapienną glebę (Leithakalk) w interpretacji Blaufränkischa. Najpierw spróbowaliśmy Weingut Markus Altenburger Gritschenberg Blaufränkisch Leithaberg 2015. Markus w krótki czas po objęciu winiarni zdecydował się na radykalną zmianę areału upraw. Wcześnie dominowały białe odmiany, a dziś ponad połowę nasadzeń stanowi Blaufränkisch. Winnica leży na północnym-wchodzie apelacji, a zebrane z niej owoce fermentują przez cztery tygodnie w otwartych beczkach. Następnie wino dojrzewa przez 24 miesiące w 500-litrowych baryłkach. Dojrzałe, lekko konfiturowe wiśnie są tu obudowane akcentami mokrej zwierzęcej sierści. Soczyste, kwaskowe i mocno taniczne. Dzikie, ale też niebywale apetyczne. Znakomite- (92/100).
Weingut Nittnaus Gritschenberg Blaufränkisch Leithaberg 2015 powstaje z 30-letnich winorośli i w tym przypadku beczkowy makijaż jest mocniej wyczuwalny. Na pierwszym planie rozwija się tytoń, czekolada i wanilia, a dopiero w tle dojrzałe wiśnie i śliwki. Jednak (co zaskakujące), całość zgrywa się naprawdę dobrze, czemu na pewno pomaga kwasowość i wypolerowane, ale też wciąż żywe garbniki. Bardzo dobre (90/100).
Blaufränkisch od wschodu do zachodu
W tym rozdaniu mogliśmy się skupić na najważniejszym szczepie Leithabergu. Zdaniem prowadzących degustację można pokusić się o generalne stwierdzenie, że odmiana ta z gleby łupkowej daje wina bardziej skoncentrowane, dojrzalsze, natomiast rosnąc na wapieniach staje się lżejsza, czystsza i bardziej świeża.
Maceracja trwająca przez 4 tygodnie, a następnie 15-miesięczne dojrzewanie w beczkach to recepta na powstanie Weingut Hillinger Blaufränkisch Leithaberg 2015. Choć nos jest nieco stłumiony, to w ustach rozkwita nam przyjemnie wiśniowy owoc. Lekkość tanin świetnie zgrywa się z kwasowością i przyjemnie owocową strukturą. Finezyjne, soczyste i zwiewne, choć przecież jesteśmy na wchodzie apelacji, gdzie wina powinny być mocne i skoncentrowane. Bardzo dobre- (89/100).
Dłużej o 3 miesiące w 500-litrowych beczkach starzony był Weingut Toni Hartl Blaufränkisch Leithaberg 2015. Producent posiada swoje winnice zarówno w Leithabergu jak i w nieodległym Thermenregionie. Tutaj ponownie to dąb jest na pierwszym planie i objawia się nam pod postacią czekolady i wanilii, którym akompaniują śliwki i dojrzałe wiśnie. Całość wydaje się jednak zbyt napakowana, mało żywa i niezbyt ciekawa. Dobre+ (87/100).
Arystokratyczna rodzina Esterházy od kilku pokoleń zajmuje się produkcją win. Obecnie uprawia ona winorośle na 90 hektarach, z czego ponad 2/3 stanowią czerwone odmiany. Weingut Esterházy Blaufränkisch Leithaberg 2015 dojrzewa przez 16 miesięcy w dużych francuskich beczkach. Jest eleganckie, z pociągłym aromatym ziół i czerwonych porzeczek. Intrygującym dodatkiem jest również obecność akcentów mięsnych i dymnych, wędzonych, które świetnie współgrają z mocnymi, zadziornymi taninami. Bardzo dobre+ (91/100).
Najbardziej na zachód, w najchłodniejszej części Leithabergu rosną winorośle, z których powstaje Weingut Wagentristl Blaufränkisch Leithaberg 2015. W tym winie (pochodzącym z wapiennej gleby) w największym stopniu do głosu dochodzi mineralność, którą w czerwonych winach jest nie tak łatwo zaobserwować. Na jej tle bardzo ładnie rozwija się porzeczkowo-wiśniowa owocowość i elementy dymne, wędzone, ściółkowe. Najlepsze wino w tej serii. Znakomite- (93/100).
Odrobinę zestarzone wina
Ostatnia partia win miała nam udowodnić potencjał starzenia win z Leithabergu.
Jako pierwszy w szranki stanął Weingut Tinhof Neuburger/Weissburgunder Leithaberg 2009. Choć kolor zupełnie nie zdradza wieku wina, to zapach jest już mocno dojrzały, spod znaku czerwonych jabłek, gruszek i moreli. Kwasowość mogłaby być ciut mocniejsza, ale mamy tu wciąż mnóstwo świeżości i życia. Bardzo dobre+ (91/100).
Przy kolejnych pozycjach ponownie powróciliśmy do Blaufränkischa. Weingut Birgit Braunstein Blaufränkisch Thenau Leithaberg 2012 to posypane gruboziarnistym pieprzem truskawki z dodatkiem dojrzałych wiśni, dymu i ziół. Wino jest dalej owocowe i świeże, pełne radosnej żwawości i wciąż wyczuwalnych tanin. Znakomite (93/100).
O rok wstecz cofnęliśmy się przy Weingut Georg Prieler Blaufränkisch Goldberg Leithaberg 2011. Ten gorący rocznik sprawił, że choć dalej mogliśmy doszukać się w winie czarnych porzeczek i wiśni, to tej pozycji brakowało świeżości i życia. Wino dalej daje sporo radości i pije się je całkiem przyjemnie, ale nie jest to pozycja do dalszego leżakowania. Bardzo dobre- (89/100).
Jeśli jednak zwątpilibyśmy w potencjał tego rocznika, to w sukurs przyszedł nam Weingut Gernot & Heike Heinrich Blaufränkisch Alter Berg Leithaberg 2011. W tym przypadku obok ewoluowanych nut opadłych liści, leśnej ściółki, dymu z ogniska i wędzonego mięsa dalej można było wychwycić soczystą, wiśniową owocowość. Taniny już niemal zupełnie wtopiły się w strukturę wina, ale całość sprawia nadal gibkie, żwawe wrażenie. Znakomite- (92/100).
To, co spodobało się nam w butelkach z Leithabergu, to ich wyważenie i brak przeładowania. Jeśli szukacie Blaufränkischów mniej pełnych, niż pozycje z leżących dalej na południe subregionów Burgenladu, lub winnic po drugiej, wschodniej stronie Jeziora Nezyderskiego, spójrzcie łaskawszym okiem na te okolice. Przyznajemy, nieco zawiodły nas za to wina białe, ale w ciepłym Burgenlandzie trudno zachować świeżość i kwasowość, tak im potrzebną. W tym zakresie musimy albo udać się na północ, w stronę regionów leżących nad samym Dunajem, albo paradoksalnie jeszcze dalej na południe, do Styrii. Przyjdzie i na to czas…