Laurent Miquel – Langwedocja z DELiWINa

Udostępnij ten post

IMG_5632Przy zakupie wina bardzo ważnym jego elementem jest przewidywalność. W końcu kupując Chianti Classico, Bordeaux, czy Rieslinga życzylibyśmy dobie, by „mieć pewność”, że to co znajdziemy w kieliszku będzie zgodne z naszymi oczekiwaniami. Poszczególne akordy mogą się nieco różnić, ale cała melodia powinna być znana i rozpoznawalna. Są jednak chwile, gdy dla odmiany od wina oczekujemy zupełnego zaskoczenia. Lubimy momenty, gdzie butelka z nielubianego szczepu, czy regionu w rękach dobrego winiarza pokazuje nam zupełnie inne oblicze. Jeden z nich miał miejsce podczas degustacji win od Laurenta Miquela, importowanych przez DELiWINA.

Laurent Miquel to producent z wciąż niedocenianego francuskiego regionu – Langwedocji. Na szczęście trzeba przyznać, że DELiWINA już dawno odkrył potencjał tego miejsca. Choćby ponad rok temu zachwycaliśmy się winem od innego tamtejszego producenta – Domaine Sainte Croix. Butelki z Langwedocji łączą w sobie elegancję francuskiego winiarstwa, ze słodyczą i gęstością win z południa Europy. Do tego cenowo zazwyczaj prezentują się o wiele bardziej atrakcyjnie od swoich kuzynów z Bordeaux, czy Burgundii.

Już w czasach Imperium Rzymskiego w Cazal Viel uprawiano winorośle. Ta tradycja była następnie kontynuowana przez średniowiecznych mnichów. W 1791 roku posiadłość trafiła w ręce rodziny Miquel. W ówczesnych czasach winiarstwo poszło jednak w odstawkę, a miejsce wykorzystywane było głównie do polowań. Dopiero ponad 200 lat później, w latach 70-tych ubiegłego wieku nastąpił powrót do korzeni, a w 1980 roku na rynek trafił pierwszy rocznik win. Dwa lata później region, w którym leży Cazal Viel doczekał się swojej apelacji – AOC Saint-Chinan. Obecnie w granicach tej apelacji funkcjonuje 450 producentów, którzy uprawiają wina na 3300 hektarach. Co ciekawe jedynie 1% pochodzących stąd butelek to wina białe. Do tego mamy 10% różowych oraz aż 89% czerwonych. Cazal Viel leży w południowej części regionu, gdzie dominują gleby wapienno-gliniaste.

IMG_5634Père et Fils Chardonnay Viognier 2014 (55 zł) – nazwa wina oznacza „ojciec i syn” i nawiązuje do historii rodziny Miquel, gdzie kolejne pokolenia przekazywały sobie winiarską wiedzę podczas wspólnej pracy na winnicy. W tym kupażu dominuje Chardonnay (65%). Wino nie było starzone w beczkach, a jedynie dojrzewało na osadzie w stalowych zbiornikach. Bardzo aromatyczne. Nos zdominowany przez owoce tropikalne (mango, marakuja), ale i z akcentami kwiatowymi. Usta fajnie gorzkawe, a wręcz lekko pieprzne. Ładnie skoncentrowane, choć z nieco wyczuwalnym alkoholem. Ze względu na swoją strukturę nadałoby się do ryby nawet w jakimś cięższym, śmietankowym sosie. Dobre+.

Nord Sud Viognier 2014 (82 zł) – tutaj mamy już do czynienia ze 100% Viognier. Nazwa dla odmiany nawiązuje do północnej i południowej ekspozycji winnic z których pochodzą winogrona. Cześć wina (20%) dojrzewa w stali, a pozostała w beczkach, z tego 30% w nowych. Jest już inne od poprzednika, mniej owocowe, a za to z nutami ziół i siana. Usta o dobrej kwasowości. Nie ma za dużo owoców, ale znów w finiszu jest trochę pieprzu. To butelka, które lepiej sprawdzi się do jedzenia, niż pita solo. Ma sporo ciała, nie jest to lekkie, codzienne wino. Dobre.

L’Artisan Chardonnay 2014 (85 zł) – to wino okazało się właśnie tym zaskoczeniem, o którym pisaliśmy na wstępie. Od strony technicznej mamy bowiem do czynienia ze 100% Chardonnay, którego dodatkowo 50% było starzone w beczkach (używanych, z Burgundii). Beczkowe wina z tej odmiany to butelki, których unikamy jak ognia. A tutaj mamy coś niespodziewanego. Aromat jest delikatny, bardzo czysty (gruszki i zioła). Usta jedynie odrobinę maślane, z niezbyt wysoką kwasowością. Nie są przeładowane, pojawia się trochę tropikalnych owoców, a w finiszu biały pieprz. Eleganckie wino, którego nie przytłoczyło użycie beczki. Niespodziewanie najlepsza butelka wieczoru. Bardzo dobre.

IMG_5630Père et Fils Cabernet Syrah 2014 (55 zł) – kupaż w którym Cabernet Sauvignon (60%) uzupełnione jest Syrah. Z tego 20% wina dojrzewa w beczkach przez 5-6 miesięcy. W nosie wyczuwamy więcej Syrah – ciemne owoce, wiśnie, a nawet jagody. Cabernet jest obecny, ale nie jako owoce, a akcenty warzywne (papryka). Usta o dobrej kwasowości, mało skoncentrowane, ale bardzo świeże. Lekkie, drapiące taniny w finiszu. Codzienne wino, które może niczym nie zaskakuje, ale pije się je z przyjemnością. Po dłuższej chwili w kieliszku znikają te elementy zielone i warzywne, a wino staję się jeszcze bardziej owocowe. Dobre.

Nord Sud Syrah 2013 (82 zł) – poważniejsza butelka, gdzie 100% Syrah przez 12 miesięcy dojrzewa w nowych beczkach. W nosie od razu mamy do czynienia z ciemnymi owocami. Ale do tego ponownie pojawiają się elementy lekko zielone, łodygowe i liściaste. Usta o niskich taninach. Po takim winie spodziewalibyśmy się trochę więcej ciała i koncentracji. Tutaj niestety tego zabrakło i wino choć poprawne, nie porywa. Dobre-.

L’Artisan Languedoc 2013 (85 zł) – wino, które w zamyśle producenta ma odzwierciedlać charakter win z Langwedocji. Czy to się udało? W kieliszku mamy 80% Syrah i 20% Grenache. W nosie ciemne owoce i trochę malin. Usta o ładnej kwasowości, mające więcej tanin niż u IMG_5631poprzednikach. Do tego sporo owocu i delikatne zioła. Przyjemna, zadziorna i krzepka butelka. Finisz wyraźnie ziołowy, a nawet lekko gorzkawy. Rzeczywiście jest to typowe wino z Langwedocji, choć mogłoby być nieco bardziej skoncentrowane. Dobre+.

Wbrew temu, czego można by się spodziewać, lepiej wypadły wina białe. Nie były to ciężkie, esencjonalne butelki jakich oczekuje się z gorącej Langwedocji. L’Artisan Chardonnay w swoim charakterze przywodził raczej na myśl finezyjnego burgunda. Za to trochę zawiodły czerwienie, które choć przyjemne, nie wzbiły się na wyższy poziom.

Wszystkie wina są do kupienia za pośrednictwem DELiWINA.