Karton z Winnicy Lidla – Lambrusco i Beaujolais rulez

Rzadko opisujemy wina z dyskontów i bynajmniej nie wynika to z faktu braku przesyłek degustacyjnych od sieci handlowych. Bywamy bowiem w tych sklepach dość często i niemal rytualnie oglądamy półki w poszukiwaniu butelek wartych przetestowania. Problem tkwi jednak w tym, że tych ciekawych jest jak na lekarstwo, najwięksi gracze w tym segmencie wyraźnie spuścili z tonu, oferta stała się powtarzalna i mocno uśredniona.
Choćby Lidl, który przez długi czas był najciekawszą siecią pod względem zarówno rozmiaru oferty, tematycznych selekcji, jak i po prostu jakości win, wyraźnie przeniósł punt ciężkości na internetową markę – Winnica Lidla. Pojawia się w niej sporo butelek, w tym i takich, których nie znajdziecie w sklepach stacjonarnych. Dlatego ostatnio zamówiliśmy tam kilka pozycji, które wydały się nam obiecujące. Dziś po ich przetestowaniu możemy się podzielić wrażeniami, niestety, nie tylko pozytywnymi.
Žorž Winery Zelèn Vipava 2018 (44,99 zł)
To było dla nas chyba największe rozczarowanie. Odmianę Zelèn znamy z naszej podróży do Doliny Vipavy w Słowenii, dla której jest to autochtoniczny szczep. Jeszcze w latach 80-tych był bliski wyginięcia, ale dzięki staraniom miejscowych winiarzy przeżywa ostatnio renesans (choć dalej uprawianych jest zaledwie 60-70 hektarów). Cechą charakterystyczną odmiany jest późne dojrzewanie, jednak bez akumulacji cukru, co przekłada się na niski poziom alkoholu w powstających winach. Dodatkowo grona Zelèna mają dużą dawkę polifenoli, co znów prowadzi do pojawiania się przyjemnych tanin, nietypowych jak na białe pozycje. Producent Žorž Winery jest niewielki, posiada w Dolinie Vipavy jedynie 12 hektarów winnic. Samo wino pachnie początkowo przypalonym masłem, rumiankiem, ale też gumowym wężem, bandażem. Usta ciut bardziej kulturalne, mocno kwaskowe, sienne, ze słonawym finiszem. Dziwne i jednak niezbyt zachęcające do bliższego poznania (również biorąc pod uwagę cenę). Szkoda, bo po winie ze Słowenii wiele sobie obiecywaliśmy. Nieco lepsze drugiego dnia, ale szału nie ma. Średnie (84/100)
Ettore Alfieri Lambrusco Secco (24,99 zł)
Delikatnie musujące Lambrusco to jedne z najbardziej niedocenianych win, głównie przez to, że bywa kojarzone jedynie z marketowymi wersjami z cukrem resztkowym. Tymczasem zrobione na wytrawnie to idealny kompan do pizzy, czy deski włoskich wędlin. Tu mamy tego świetny przykład. Wino jest proste, ale przy tym bardzo smaczne i właśnie o to w przypadku Lambrusco chodzi. Pachnie ciemnymi owocami – wiśniami, jeżynami, nieco ziemiście i leśnie. Niemal identyczne w ustach, ale pojawiają się też całkiem wyraźne taniny a i kwasowości mu nie brakuje. Można pić choćby ze szklanek (jak we Włoszech bywa nalewane Lambrusco). W tej cenie super. Dobre (87/100).
Purple Cheron Chenin Blanc Cap Classique 2017 (59,99 zł)
Chenin Blanc to szczep, którą (poza Doliną Loary) swoją drugą ojczyznę znalazł w RPA. Tutaj powstają z niego nie tylko wina spokojne, ale też musiaki produkowane metodą klasyczną, szampańską i oznaczane jako Method Cap Classique. O ile w aromacie jest przyjemnie drożdżowe, lekko dymne i mocno cytrynowe, to jednak rozczarowuje na podniebieniu. Oprócz niezłego musowania całość jest płaska i mało rozbudowana. Nie wart swojej ceny. Średnie (84/100).
Domaines Vinsmoselle Crémant De Luxembourg Brut Moselle (39,99 zł)
Kolejna ciekawostka, bo kto z Was miał okazję próbować wino z Luksemburga? Jest to kupaż Pinot Blanc, Pinot Gris i Rieslinga, rosnących w górnym biegu Mozeli. Pachnie przejrzałymi jabłkami, obierkami jabłek, ale i białymi kwiatami. Usta kwaskowe, ponownie jabłkowe, z gorzkawą, jakby trochę mydlaną końcówką. Niestety bądź stety całość przy tym jest dość prosta. Średnie- (83/100).
Lidl to od dawna dobre miejsce, aby zaopatrzyć się w wina z Beaujolais, czyli jednego z naszych ulubionych francuskich winnych regionów. Te lekkie i kwaskowe pozycje to idealne codzienne butelki, świetnie pasujące do zimnych wędlin, makaronów, pizzy, czy kaczki. Dodatkowo jeśli chodzi o relację jakości do ceny, to oceniamy ją pozytywnie. My spróbowaliśmy dwóch z nich, obu z kategorii cru (apelacji wydroębnionych w ramach regionu, grupujących najlepsze ekspresje Beaujolais):
François Dubessy Fleurie 2018 (34,99 zł, przecenione na 26,24 zł)
Fleurie to zwykle jedno z droższych cru, a pochodzące stąd wina wyróżniają się (jak nawet wskazuje nazwa) kwiatowym aromatem. O apelacji mawia się, że to Królowa Beaujolais, dająca najbardziej delikatne, powabne wina z odmiany Gamay. Na 860 hektarach winnic dominuje granitowa gleba. Wino jest intensywnie malinowe i wiśniowe, pojawia się również nieodzowna fiołkowa nuta. Ten aromat jest podszyty delikatną ziemistością. Usta super soczyste, świeże i żywe. Zbudowane wokół owocowości, prawie bez tanin, ale dzięki kwasowość nie sposób się z nim nudzić. Bardzo dobre- (89/100).
Claude Permentier Cuvee Madame Régnié 2018 (34,99 zł, przecenione na 24,49 zł)
Z kolej apelacja Régnié leży na południu regionu. Winorośle rosną na różowym granicie przykrytym piaskiem i iłami bogatymi w minerały. Jest pięknie truskawkowe z dodatkiem dojrzałych malin, pieprzu. Również w ustach bardzo soczyste, nieco słodkawe – czarujące. Mogłoby być odrobinę mocniej kwaskowe, ale nadrabia fantastyczną owocowością. W finiszu ładnie taniczne. Naprawdę udana pozycja. Bardzo dobre- (89/100).
Nasz zestaw okazał się nieco nierówny. Niezmiennie polecamy lidlowe Beaujoalais, tutaj obie pozycje były reprezentatywne dla regionu i po prostu smaczne. W relacji jakości do ceny – rewelacyjnie zaprezentowało się również Labrusco. Niestety, trzy pozostałe wina rozczarowały, nie możemy odżałować zwłaszcza tego Słoweńca.