Kaczka na Wielkanoc!

Zbliża się Wielkanoc. Wszyscy już pewnie zastanawiamy się i główkujemy co by tu przygotować do jedzenia i potencjalnie jakie wino podać… Ma być smacznie, dobrze i mamy się nie narobić prawda? No właśnie! Proponuję więc kaczkę! Ale nie, nie będziemy piec całej, nie będziemy potrzebować gęsiarki, nie będziemy nadziewać jabłkami. Dziś jest zupełnie inny pomysł. Upieczemy same kacze udka. A ja ze swojej strony zaproponuje dwa czerwone wina, które komisyjnie zdegustuję do dania. Wybrałem je jednak tak, że nawet przy gorszym pairingu z ptakiem nadadzą się do porannych zimnych mięs i wędlin. Zacznijmy od kaczki.

Kacze udka z burakami
Udka kaczki pozostawiamy z jak największą ilością skóry i tłuszczu (nie wycinamy go). Nacieramy solą, świeżym tymiankiem (można też suszonym majerankiem – inna wersja) i obkładamy cienkimi plasterkami czosnku. Marynujemy minimum 2 godziny, a najlepiej przez noc. Następnie obsmażamy nogi z obu stron ale niezbyt mocno. Skóra musi być lekko rumiana ale tłuszcz nie wytopiony całkowicie. Przekładamy kaczkę do dosyć zwartego naczynia żaroodpornego (lub najlepiej żeliwnego), przykrywamy i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 175oC na 1 godzinę i 45 minut. W tym samym czasie na sąsiedniej płycie pieczemy podłużne buraki (w sezonie skorzystajcie z młodych). Nacieramy je oliwą i trzymamy w piecu około 75 minut (jeśli robimy to danie z młodych buraków to dajmy im 30 minut mniej). Wystudzamy, obieramy i ścieramy na tarce. Podgrzewamy je na patelni. Dodajemy namoczone wcześniej w gorącej wodzie rodzynki. Doprawiamy solą i pieprzem. Możemy też dodać pół łyżki miodu albo trochę cukru pudru. Wraz z burakami danie możemy podać z młodymi ziemniakami, marchewkami itp.
Wino do kaczki
Niezmiennie do pieczonej kaczki polecam lżejsze czerwone wina z nieźle zarysowaną kwasowością, mocnym czerwonym owocem i delikatnymi nutami ołówkowymi czy tytoniowymi uzyskanymi dzięki starzeniu wina w używanych (zwykle bardzo neutralnych) dębowych beczkach. Przetestowałem burgundzkiego pinot noir i cabernet franc z nad Loary. Wina te powinny mieć ogólnie w miarę zbliżony profil smakowy – pod względem kwasowości, ciała czy też owocowości. Obie butelki kupiłem w Leclercu.
Pinot noir

Polecam do wypróbowania pinot noir, np. z szerokiej burgundzkiej apelacji regionalnej Bourgogne. To wina zdecydowanie owocowe, niezbyt skomplikowane, ale solidne i dobre gastronomicznie. Oczywiście niestety nie tanie. Możecie też korzystać z oferty sąsiedniego Beaujolais i zapatrzyć się w tańsze bardzo owocowe gamay (najlepiej Villages albo któreś z Cru). Zerknijcie też w stronę niemieckich spätburgunderów (lokalna nazwa dla pinot noir). W tym przypadku uważajcie tylko, bo potrafią być mocno beczkowe, albo w tanich wersjach mieć trochę cukru resztkowego. Butelki z północy Włoch – Górnej Adygi (oznaczone pinot nero/blauburgunder) będą też świetną alternatywą – tu już raczej o nadmierną beczkę nie trzeba się martwić.
Burgundia

Beaune 2019, Blason de Bourgogne (Leclerc, 69 zł)
Blason to spółdzielnia zrzeszająca około 200 burgundzkich winogrodników głównie z okolic Macon. Pewnie też skupują grona od innych rolników. W ofercie posiadają około 20 etykiet – głównie z poziomu regionalnych apelacji i kilku wiosek. Takie pinot noir mamy tutaj. Beaune to apelacja położona obok miejscowości o tej nazwie. Znajduję się ona w samym środku Cote d’Or i znana jest głownie z win czerwonych oraz kilku działek Pemier Cru np. Les Greves. Degustowany przeze mnie pinot leżakowany był w używanych dużych beczkach przez około 12 miesięcy.

Rubinowy kolor, trochę purpurowy, przezroczysty z wiśniowo-truskawkowymi refleksami. Bardzo ładny. W nosie owoc – dojrzała truskawka, wiśnia, malina, nawet trochę dojrzałej czereśni i śliwki. Jest dosyć mocny i lekko kwaskowy. Usta o średniej (+), niezłej kwaskowość z piaskową, super drobną taniną. Dosyć owocowe (dojrzałe – borówki, wiśnie, czereśnie a nawet jakaś śliwka) z dodatkiem nut ołówkowych i kwiatowych. Średniej długości, kwaskowa, lekko wodnista końcówka. Solidne, jednak trzeba trochę wydać. 88/100 pkt
Cabernet franc

Myśląc o kaczce przychodzi mi na myśl matecznik cabernet franc – dolina Loary. Szukajcie apelacji Chinon (najlepiej!), Saumur-Champigny czy też Bourgueil. Świetny kwas, czysty czerwony owoc (czasem z dodatkiem jesiennych, liściastych nut) i raczej lekka tanina – to znak rozpoznawczy loarskiego franca. Mogę też Was zapewnić, że te wina nie zrujnują Waszego portfela. W dobrych marketach znajdziecie je po około 30-50 zł.
Loara

Vieilles Vignes Saumur-Champigny 2021, Domaine des Champs Fleuris (Leclerc, 42 PLN)
Rodzinna winnica (jest to klasyką nad Loarą) posiada 26 ha działek. Cabernet franc i chenin blanc są podstawowymi szczepami. Degustowana czerwień produkowana jest z gron zebranych ze starych krzewów (40-85 lat) i dojrzewa 12 miesięcy w stali.

Super kolor – wiśniowy i przezroczysty. W zapachu atakują nas dojrzałe wiśnie i czereśnie. Do tego dochodzą aromaty poszycia leśnego. Mocny lekko talkowy. Na podniebieniu wysoka kwasowość i drobna tanina, bardzo fajnej jakości. Mamy owoce – śliwki (też renklody), czereśnie i wiśnie. Soczyste, o średnim ciele i pełnym smaku. Długa końcówka. Świetna równowaga i znakomita pijalność. Hit. 90/100 pkt
Pairing
Pinot do kaczki poszedł trochę twardawo. Ujawniło się dużo nut wiśni z pestką, a także czarnego pieprzu. Przy Loarze mieliśmy już pokaz czystego wiśniowego owocu, fantastycznie grającego ze słodkawym mięsem i przypieczoną skórką. Świeżość i kwas ogarniający tłuszcz – wszystko w punkcie.
Czekajcie też na nowe świąteczne danie – będzie już w następnym tygodniu!
W
