Jak nie RAW to SAW

Udostępnij ten post

Myślicie, że tylko polski rynek winiarski jest pełen dziwnych ruchów, nie do końca zrozumiałych inicjatyw, konkurujących ze sobą stowarzyszeń? Otóż niedawno przekonaliśmy się, że bynajmniej nie jest to domena naszego narodowego podwórka. Jak bowiem racjonalnie uzasadnić, że w czasie festiwalu RAW nasz (skądinąd jeden z ulubionych) berlińskich importerów Viniculture, dosłownie trzy przecznice dalej zorganizował imprezę pod nieco pretensjonalną nazwą Sophisticated Artisanal Wines (SAW)?

Teoria jednak teorią, ale gdy Vinivulture pokazało listę producentów, dla zasady nieco pokręciliśmy głowami, przewróciliśmy oczami, po czym w te pędy po opuszczeniu RAW pognaliśmy na tą drugą imprezę. Oczywiście nie miała ona takiego rozmachu, bowiem prezentowało się na niej 18 producentów, w większości z 3-4 winami, ale było wśród nich kilka pierwszorzędnych gwiazd. Viniculture specjalizuje się w winach naturalnych, stąd oczywiście tylko tacy producenci obecni byli na wydarzeniu.

Oprócz znanego nam już Richarda Stavka, wyłowiliśmy dla Was jeszcze kilku ciekawych winiarzy.

Colombera & Garella

Alto Piemonte (Górny Piemont), to miejsce, ku któremu zwraca uwagę coraz większa rzesza fanów wina. Leży on na północny regionu, między Lagio Maggiore i Novarą, przechodzi ostatnio swoistego rodzaju renesans, stając się coraz bardziej rozpoznawalnym ze swoich chłodnych, surowych Nebbiolo, zdecydowanie różniących się od pozycji z leżącego bardziej na południu, cieplejszego Langhe. Już nie tylko Gattinara, ale inne miejscowe apelacje zdobywają uznanie, a najlepiej świadczy o tym fakt, że kilku winiarzy ze wspomnianego już Langhe, na czele z Roberto Conterno, nabyli winnice w Alto Piemonte.

Colombera & Garella Lessona 2016 (21,80 eur)

Lessona to prawdziwie mikroskopijna apelacja, w ramach której winorośle są uprawiane na zaledwie ok. 10 hektarach. Spróbowane wino w 95% powstaje z Nebbiolo, które uzupełnia Vespolina. Po trwającej do 30 dni maceracji, trafia ono na 24 miesiące do używanych 500-litrowych beczkach. Pachnie czerwonymi owocami, z dominującymi akcentami żurawiny, ale też dodatkiem wiśni. Na podniebieniu ze stalowym, kwaskowym uściskiem, stosunkowo mało owocowe, mineralne. Niełatwe, jeszcze bardzo młode. Bardzo dobre+ (91/100).

Colombera & Garella Bramaterra 2016 (21,80 eur)

To kolejna z „kieszonkowych” apelacji Górnego Piemontu, tutaj winnic jest zaledwie 30 hektarów.  Skład wina jest już inny, bo Nebbiolo uzupełniono o 20% Croatiny i 10% Vespoliny. Sama maceracja jest krótsza, a dojrzewanie odbywa się w dużych beczkach o pojemności 3000 litrów. Aromat jest również odmienny – kwiatowy, żurawinowy i czereśniowy. Całość ładnie soczysta, żywa i radosna, ale domknięta surowymi, wyrazistymi, długimi taninami. Drapieżne, ale i apetyczne. Znakomite (93/100).

Domaine de Sulauze

Prowansja bywa zwykle kojarzona ze zwiewnymi różami, których nawiasem mówiąc wciąż w Polsce jest jak na lekarstwo. Jednak powstają tam również świetne, kwaskowe, tak lubiane przez nas białe wina z odmiany Vermentino, a także poważne czerwienie. Winiarnia Domaine de Sulauze jest prowadzona przez małżeństwo Karinę i Guillaume Lefèvre, którzy wspólnie uprawiają 30 hektarów winorośli.

Domaine de Sulauze Charbonnières 2018 (15,90 eur)

W składzie znajdziemy mieszankę Grenache i Syrah. Owoce są zbierane w dwóch turach i te zebrane później, nieco bardziej dojrzałe, trafiają do już fermentującego wina. Po zakończeniu fermentacji całość ląduje na 6 miesięcy do cementowych zbiorników. Jest świetnie owocowe, wręcz eksplodujące znad kieliszka aromatami czereśni, wiśni i malin. Do tego odpowiednio kwaskowe, fantastycznie żywotne, z żywymi, drapiącymi garbnikami. Bardzo dobre+ (91/100).

Domaine de Sulauze Chapelle Rouge 2017 (20,90 eur)

Tu mamy zaś Cinsault, z minimalnym kilkuprocentowym udziałem Grenache. Pachnie czerwonymi owocami, na pierwszym planie są to ubrudzone ziemią truskawki (wszyscy, którzy w młodości pomagali zbierać je dorosłym i podjadali ukradkiem wiedzą, o czym mówimy), w tle również porzeczki i czereśnie. Podobnie rozbuchane też w ustach, wprost kipi owocami, ale dochodzą również akcenty ziemiste, garrigue, zioła. Do spróbowania z gulaszem z dziczyzny. Znakomite- (92/100).

Weingut Saalwächter

Rodzina Carstena może się poszczycić ponad półtorawiekową tradycją winiarską w Rheinhessen. Co jednak ciekawe, ten młodziutki, dwudziestokilkuletni winiarz mieszkający w Ingelheim, w miasteczku leżącym przy samym Renie, dokładnie naprzeciwko Rheinhau i blisko granicy z Nahe, wcale nie chciał przejąć rodzinnej firmy. Olśnienie przyszło do niego, gdy spotkał odwiedzonego przez nas w sierpniu Hanspetera Ziereisena. Po kilku wieczorach w jego towarzystwie, wiedział już, że jednak chce wytwarzać wina i to według jego szkoły – wolno fermentujące na naturalnych drożdżach i długo dojrzewające na osadzie. Sam Carsten skupia się nie na Rieslingu jak niemal wszsysyc w okolicy, ale na uprawie burgundzkich odmian, wśród których dominuje Chardonnay i Pinot Noir (oraz Pinot Blanc, Pinot Gris i trochę Silvanera). Sprzyja temu wapienna gleba, przypominająca tę z Burgundii.

Weingut Saalwächter Chardonnay R 2017 (52,50 eur)

Powstaje z krzewów zasadzonych przez ojca Carstena w 1992 roku, krótko po tym jak odmiana została dopuszczona do uprawy w Niemczech. Po 12-godzinnej maceracji wino trafia do baryłek, gdzie najpierw przechodzi fermentacją, a potem dojrzewa na osadzie przez kilkanaście miesięcy. Jest fenomenalnie strukturalne, z muślinową fakturą, maślanym ciałem, ale i mineralnym, kwaskowym kręgosłupem. Pachnie jabłkami, gruszkami, delikatnie ziołowo, z dodatkiem rozpuszczonego masła. Przepiękne, niesamowicie eleganckie, światowa klasa. Arcydzieło (95/100).

Weingut Saalwächter Spätburgunder Assmanhausen La Premiere 2017 (27,50 eur)

Carsten obok parceli w Ingelheim posiada również winnicę na słynnym zboczy Assmanhausen. To miejsce po drugiej stronie Renu, już w Rheingau, stanowiąca enklawę czerwieni w tym zdominowanym przez Rieslinga regionie. Jest nieco ciemne, leśne, pachnące jeżynami, suszonym igliwiem i takąż samą żurawiną. Oczywiście ładnie kwaskowe, w raczej lekkim i żywym stylu. Bardzo dobre+ (91/100).

Weingut roterfader

Wirtembergia jest najmniej poznanym przez nas regionem winiarskim Niemiec. Jednak kilka spróbowanych na przestrzeni ostatnich miesięcy butelek każe nam uznać, że wypadałoby baczniej zwrócić na nią oczy. Winiarnia prowadzona jest przez Olimpię Samara i Hannesa Hoffmanna w Vaihingen, kilka kilometrów na północny-zachód od Stuttgartu. Na winnicach króluje tu Lemberger, w Austrii znany jako Blaufränkisch, ale para uprawia również nieco Rieslinga i Pinot Noir.

Weingut roterfader Lemberger Endschleife 2018 (15,90 eur)

Krzewy Lembergera rosną na niebieskim wapieniu, a zbiory są prowadzane dość wcześnie, aby zachować owocowy charakter odmiany. Następnie 1/3 winogron nie jest odszypułkowywanych, a całość fermentuje w otwartych, drewnianych kadziach, bardzo wolno przez 4-5 tygodni. Po zakończeniu pracy drożdży wio trafia do używanych beczek, gdzie dojrzewa na osadzie przez kilka miesięcy, a do butelek trafia bez filtracji i klarowania. Pachnie garbowaną skórą, kiszonką, kwaskowymi wiśniami. Jeszcze ściśnięte, otwiera się bardzo powoli, idąc w kierunku mocniejszego akcentu owocowego. Na podniebieniu owocowe, ale i szorstkie, garbnikowe. Niełatwe, ale apetyczne. Bardzo dobre (90/100).

Weingut roterfader Pinot Noir 2018 (17,50 eur)

W czasie winifikacji owoce są traktowe bardzo delikatnie. Podczas fermentacji moszcz nie jest mieszany, aby ograniczyć ekstrakcję do minimum. Dojrzewanie odbywa się przez kilka miesięcy w używanych baryłkach. Pięknie owocowe, kwaskowe, żurawinowe i wiśniowe. Wydaje się bardzo kruche, ale w tle znajdziemy solidną, mineralną podbudowę. Zwiewne, ale wcale nie rozwodnione, powietrzne. Znakomite- (92/100).

Wciąż czekamy na kolejnych importerów, którzy mocniej wejdą w ten bardzo rozwijający się segment winiarstwa naturalnego. Choć patrząc od strony cen, są one odrobinę wyższe niż w przypadku winiarstwa konwencjonalnego, to jednak w sobie coraz bardziej świadomego społeczeństwa (też winnego) w Polsce, to może być ciekawy do zagospodarowania, a wciąż chyba niedoceniany segment rynku.