Italia 2017: Liguria na talerzu

Trochę będziemy skakać po mapie Włoch, ale akurat tak nam w tym przypadku łatwiej opracowywać materiały. Wylądowaliśmy w Ligurii. Dla nas to przede wszystkim Vermentino – czyli biel! Oczywiście jest też Albarola, Pigato, Bosco i inne autochtoniczne szczepy (zresztą o Pigato w następnym odcinku), ale Vermentino to sól (dosłownie i w przenośni) tej ziemi. W Moneglii, która jest zwykle naszym bazowym lokum w tym regionie, nie ma za bardzo profesjonalnego sklepu z winem. Można kupić je z dystrybutorów lub butelki dużego konsorcjum z Cingue Terre (opisywaliśmy je w odcinku: Podróż 2016: Cinque Terre ). No cóż chwyciliśmy – z tego co się dało od razu po przyjeździe -bardziej budżetową butelkę – 6 EUR – Vermentino Golfo del Tigullio-Portofino DOC 2016, I Vigneti . Chcieliśmy po prostu zjeść liguryjski obiad ze stołowym winem. Jak najprościej. Apelacja Golfo del Tigullio znajduje się na wschód od Genui (na wzgórzach) w okolicach miasteczka Portofino. Obok Vermentino jest dużo win z Pigato, a także z Albaroli (tu zwanych Bianchetta Genovese). Czerwień to głownie Barbera i Sangiovese.
W sklepie rybnym zobaczyliśmy piękne małe seppie – czyli kałamarniczki. Postanowiliśmy przyrządzić z nich klasyczną liguryjską jednogarnkowa potrawę – kałamarnice z ziemniakami w białym winie . To w zasadzie na nasze standardy rodzaj zupy. Dla nas to jednak bardziej „ein topf”. Kupowanie ryb/mięsa w kraju, gdzie wszędzie są specjalistyczne sklepy, jest naprawdę przyjemnością. Kupiliśmy 60 dag kałamarnic, pani zapisała nasze imiona na karteczce i kazała wrócić za 15 minut. Po powrocie były całe sprawione. W domu wystarczyło tylko pokroić tuszki na cienkie paseczki. U nas już też taki serwis można spotkać, ale tylko w wybranych, prowadzonych przez pasjonatów miejscach.
A więc na oliwie z oliwek szklimy posiekaną cebulę z czosnkiem. Dorzucamy macki kałamarniczek. Przesmażamy sekundę, dodajemy białe wino, posiekane, pozbawione gniazd nasiennych pomidory bez skórki, obrane posiekane ziemniaki i paski kałamarniczek. Dolewamy wywaru warzywnego lub bulionu rybnego i gotujemy 20-25 minut na średnim ogniu. Pierwsze 10 minut pod przykryciem. Sprawdzajmy twardość ziemniaków i kałamarnic – dzięki temu możemy wydłużać lub skracać czas gotowania. Doprawiamy czarnym pieprzem i solą (tu uwaga – bulion jest słony). Podajemy danie w talerzach do zupy posypane listkami świeżego tymianku. Liguria na talerzu 🙂 Jeśli nie możecie dostać kałamarnicy, weźcie kalmary – też doskonale nadadzą się do tego dania.
Vermentino Golfo del Tigullio-Portofino DOC 2016, I Vigneti – okazało się zupełnie „średnie”, jak zresztą wiele win z regionu. Trzeba tu uważać i mieć swoje własne ulubione typy. Dla nas niezmiennie jest to Cantina Lunae – pisaliśmy już o tym i pewnie w tym roku jeszcze opiszemy ich nowe roczniki. A co do I Vignetti – to ich Vermentino pokazało nam się złotą, ładną sukienką. Nos całkiem bogaty, miodowy, gęsty. Złożony i dobry. Usta jednak dosyć „cieniutkie”. Trochę ziół, niska kwasowość. Siano w wodnistej końcówce. Brak mineralności, czy słoności tak szukanej przez nas w winach z tego szczepu 83/100.
Do kałamarnic z ziemniakami w białym winie poszło jednak świetnie. Świeżo i lekko. Bardzo dobrze współgra z białym mięsem mięczaków. A i pomidor też się super znajduje w tej układance.
Za porządne liguryjskie wina trzeba zapłacić 12+ EUR. Niestety, tarasy stromo schodzące do morza nie są najłatwiejsze do uprawy. Małe areały, wysokie koszty… ok możemy to zrozumieć. Ale trzeba dostarczać jakość a tej, oprócz nielicznych przypadków, winom z tego regionu Włoch brakuje. Za tydzień zedegustujemy Pigato… Jedyne w swoim rodzaju doświadczenie… I to nie tylko, jeśli chodzi o doznania smakowe 😉
Do następnego!
A&W