Hermitage – klasyka Syrah

Sto trzydzieści hektarów. Takim areałem winorośli może się pochwalić bardzo wielu winiarzy. Ba, znajdziemy mnóstwo producentów, którzy posiadają kilkukrotnie więcej winnic. Tymczasem w Dolinie Rodanu, na południu Francji jest apelacja, gdzie łączny obszar upraw tylko nieznaczne przekracza wspomnianą powierzchnię. Co więcej, uprawia się tu głównie jeden szczep – Syrah (z niewielkim udziałem białych odmian Marsanne i Roussanne), a chodzi oczywiście o Hermitage.

Apelacja zajmuje usytuowane na zakolu Rodanu, osłonięte od północy zbocze wzgórza, którego nazwa (po polsku „pustelnia”) pochodzi według legendy od rycerza, Gasparda de Stérimberg, który wracając w XIII wieku z krucjaty przeciwko Albigensom leczył się tu z ran i ostatecznie pozostał do końca życia jako pustelnik. Winnice (tradycyjnie podzielone na parcele: Les Bessards, L’Hermite, La Chapelle, Les Gréffieux, Les Murets, Le Méal) posiadają południowo-zachodnią ekspozycję i rozciągają się na wysokości od 130 do 350 m.n.p.m. Winorośla rosną na kamienistym podłożu złożonym z wapienia i krzemieni. Już od dawna pochodzące stąd wina uważane są za najlepsze ekspresje Syrah, a nie jest również tajemnicą, że jeszcze w XIX wieku dodawano je do butelek z Bordeaux (w celu zwiększenia ich koncentracji).
Kiedyś zwykło się określać wina z Hermitage jako „męskie”. Dzisiaj w dobie politycznej poprawności takich określeń trzeba używać bardziej powściągliwie. Pamiętam jak podczas wizyty u jednego z mołdawskich winiarzy, opowiadając o jednym z win określił je on jako miłe, łagodne, kobiece wino. Spotkało się to z natychmiastowym oburzeniem ze strony koleżanek, winnych blogerek z Anglii i USA, bardzo wyczulonych na takie, ich zdaniem seksistowskie, określenia. Dlatego poprzestańmy na tym, że Syrah ze wzgórza Hermitage (zwłaszcza za młodu) są bardzo zwarte, zamknięte i niesamowicie taniczne. Zwykle potrzebują co najmniej 10 lat, aby rozwinąć się w optymalny sposób, ewoluując zwłaszcza w stronę charakterystycznych, korzennych nut.
Biorąc pod uwagę małą powierzchnię i idące za tym wysokie ceny, nie jest łatwo zaopatrzyć się w wina z Hermitage w Polsce (znacznie łatwiej można znaleźć etykiety z satelickiej apelacji Crozes-Hermitage). Dlatego będąc w Lidlu, podczas wypadku do naszych zachodnich sąsiadów, zakupiliśmy Cellier Saint-Jean Hermitage 2012 (19,90 eur).
Ma piękny, krwisty kolor. W nosie najpierw zaleca się bardzo soczystym wiśniowym owocem. Stopniowo, wraz z minutami, które spędza w kieliszku, odsłania swoje kolejne oblicza. Najpierw wiśnia zamienia się w akcenty kwiatowe, a jeszcze później pojawia się dym i popiół z ogniska. W ustach bardzo ładnie owocowe, z kwasowością niedojrzałych wiśni i silnymi, ale nieprzytłaczającymi taninami. Dość lekkie, zmysłowe, miękkie.
Robert: Jak to często bywa w przypadku win z dyskontów, jeśli nie jest to etykieta znanej marki, nie oczekujmy, że będą to szczyty apelacyjnych możliwości. W tym przypadku in minus zaznacza się zwłaszcza niska koncentracja. Choć wino jest bardzo świeże, owocowe i pijalne, to jednak brakuje mu głębi i złożoności jaką można oczekiwać od takich emblematycznych Syrah, jak te z Hermitage.
Marta: Osobiście nie przeszkadzają mi określenia typu „męskie”, „kobiece” wina. Bardziej istotne jest samo nie powielanie stereotypów. Czy nie może mi się podobać jakieś mocno taniczne Nebbiolo albo kwaskowy jak sok z cytryny młody Riesling? Pijąc wina wymykajmy się konwencji, przyzwyczajeniom i utartym szlakom. Niech każdy pija takie wina, jakie mu smakują, co ostatnio świetnie opisał Kuba z Czerwone czy białe… Dzisiejsze wino przypomina zaś uwodzącą kobietę – zmysłową, tajemniczą i świadomą swoich zalet jak i wad…
Podsumowanie:
Za – bardzo świeży, zmysłowy owoc.
Przeciw – niska koncentracja.
Ocena – dobre+.