Gruzińska supra

Mało jest miejsc, które można pokochać słuchając o nich same opowieści. Okazuje się, że nie trzeba tam jechać, aby poczuć miejscowy klimat i postarać się zrozumieć tradycję. Polacy od jakiegoś czasu upodobali sobie jeden taki tajemniczy, przepiękny kraj a ekspresja przekazywana m.in. w winach, oddaje nie tylko terroir ale przed wszystkim charakter jego miejscowych winiarzy. Mało jest takich miejsc jakim jest właśnie Gruzja!
Osobiście bardzo lubimy „gruzińskie” spotkania, dlatego staramy się aktywnie odpowiadać na zaproszenia do towarzystwa w kaukazkim stylu. Jedno z nich odbyło się ostatnio w restauracji Gruzja, a kolację zorganizowała Gruzińska Agencja Wina. Na stołach lądowały lokalne dania (nie da się zapomnieć o tym pysznym chinkali!), goście słuchali gruzińskich piosenek, śpiewanych przez córkę szefa kuchni, a ciekawe historie opowiadane przez Mariusza Kapczyńskiego (Vinisfera.pl), sprawiły że kilka godzin upłynęło dosłownie w mgnieniu oka. Zamiast wracać do domu miało się ochotę wsiąść w magiczny sposób przenieść się na Kaukaz by to wszystko poczuć na własnej skórze.
Czym jednak byłaby gruzińska supra bez wina? Oto butelki, które tego wieczoru wypróbowaliśmy:
Wine Man Tsinandali 2013 – białe codziennie wino z regionu Kaheti ze szczepu Rkatsiteli. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że 75% winiarskiej produkcji w Gruzji to właśnie białe wina. Nos pełen owocowych nut. Usta lekkie, trochę mało rozbudowane. Odświeżające wino w sam raz na wiosnę, w podsumowaniu: średnie.
Dugladze Tsinandali 2013 – podobne do poprzednika, choć do zdecydowanych nut owocowych dochodzi odrobina ziół i kwiatów. W ustach również bardziej wyraziste, skoncentrowane, choć nadal bardziej codzienne niż efektowne. Średnie+.
Chelti Kaheti – robi się coraz ciekawiej: w ustach ostrzejsze, ze słonawym finiszem. W nosie owoce odchodzą na drugi plan, a prym wiodą aromaty siana i ziół. Wino poważniejsze, dostosowane bardziej do jedzenia (np. kurczaka) niż do popijania solo. Dobre-.
Sauvignon Blanc Late Harvest Chateau Mukhrani – ciekawostka: bo nie dość, że wino z odmiany międzynarodowej (co w Gruzji jest rzadkością), to z późnego zbioru (przełom września/października). W nosie typowe dla tej odmiany nuty trawiaste. Cukier resztkowy nie nudzi, bo kwasowość utrzymana jest na dobrym poziomie. Nie do końca mój styl, ale zasługuje na dobry-.
Mossano Saperavi Rose 2013 – nowościom nie było końca… Różowe wino z flagowego, czerwonego szczepu Gruzji. Delikatny wiśniowo-malinowy nos. W ustach delikatnie słodkawe, z niską kwasowością, ale całkiem wyraźnymi, jak na róż taninami. Dobre.
Kalturi Vazi Saperavi 2013 – pierwsze z czerwonych win z Saperavi. W nosie dużo ciemnych owoców, usta zbudowane pod dyktando tanin, niestety poza nimi wino bezbarwne i wodniste. Średnie.
Dugladze Makuzani 2012 – zdecydowanie bardziej złożone od poprzednika, choć nos to ponownie dojrzałe wiśnie i czerwone porzeczki, to dochodzą nuty waniliowe i lakierowe. Dobre.
Marani Saperavi Reserve 2007 – wino od jednego z bardziej rozpoznawalnych gruzińskich producentów. Dojrzewało przez 24 miesiące w beczce. To już klasowa pozycja, z nutami podsmażanych owoców, skóry, dymu z ogniska, tytoniu. W ustach w końcu wszystko jest na swoim miejscu – kwasowość, owoce i taniny tworzą zgrane trio. Już teraz dobre+, a pradopodobnie będzie zyskiwać z każdym rokiem w butelce.
Chelti of Qvevri 2010 – jedyne tego wieczoru wino wyprodukowane tradycyjną metodą w dużych glinianych amforach, gdzie spędziło 2 lata. To trudne, nieoczywiste wino. Pijąc je musimy zdać sobie sprawę, że wina z qvevri stanowią zupełnie inną poetykę i przez ten pryzmat należy to wino oceniać. W nosie ma dużo nut zielonych, szypułkowych i warzywnych. Usta bardziej „klasyczne” – przyjemnie owocowe i taniczne.
Wine Man Kindzamarauli 2013 – to już półsłodka wersja, z nosem o bukiecie bardziej kwiatowym niż owocowym. W ustach, cukier zbalansowany jest nutami korzennymi i taninami. Dobrze spisało się do kotlecików z baraniny.
Supra musi zakończyć się toastem. O tych słynnych gruzińskich improwizacjach krążą legendy. My mieliśmy okazję poznać ich przedsmak. David Gamtsemlidze dziękując wszystkim za spotkanie powiedział, że uwielbia naszą polską odpowiedź na jego pytanie – „Co słychać?” – Prosta i dosadna: „Walczymy”.