Greckie wina w Lidlu

Bardzo lubimy tygodnie tematyczne w Lidlu. Sama marketingowa koncepcja tego projektu zasługuje na szacunek. Wystarczy spojrzeć na błyskawicznie pustoszejące półki. Dla dyskontu i klientów strzał w dziesiątkę. Przy okazji codziennych zakupów można bowiem zaopatrzyć się w ulubione produkty z danego kraju. Obecnie mamy (jeszcze!) tydzień grecki, a przy tej okazji również kilka greckich win. Oto nasze wrażenia:
Retsina (9,99 zł)
To wino albo się kocha, albo nienawidzi. Produkowane w zasadzie w całej Grecji, choć głównie na obszarach prowincji Attyki – z białych, lokalnych odmian winorośli – swój charakterystyczny rys uzyskuje poprzez dodanie do moszczu żywicy sosny alpejskiej. W starożytności żywicą smarowano amfory, w których przechowywane było wino. Zdaniem jednych celem tego zabiegu było uszczelnienie amfor. Inni uważają, że chodziło po prostu o polepszenie smaku niezbyt przyjemnych, kwaśnych win.
W Grecji Retsina pijana jest jako aperitif lub jako wino serwowane podczas całej obfitej biesiady. Jest ona nierozerwalnie zwiazana z grecką kuchnią. Nie pija się jej solo, ani nie sączy w domu – ale trudno wyobrazić sobie wieczór w tawernie bez Restiny. Do jej picia tradycyjnie nie używa się kieliszków, a pije się ją ze szklanek.
Ma charakterystyczny żółty kolor. Zapach ziołowy z lekką cytrynową nutą. Smak początkowo kwaskowy, później staje goryczkowy, przypominający nieco Martini, z długim ziołowym finiszem. Typowa Retsina, taka na jaką trafcie w każdej tawernie w Grecji.
Ocena – średnie+.
Assyrtico Santorini PDO 2014 (24,99 zł)
Z Assyrtico z przepięknego Santorynu spotkaliśmy się już w lutym. Wtedy było to wino w wykonaniu Marks&Spencer, od dobrze znanego producenta Estate Argyros. Butelka z Lidla pochodzi od Union of Santorini Cooperatives (Santo Wines). Firma powstała w 1947 roku obecnie jest największym producentem win z wyspy. Assyrtico to najpopularniejszy lokalny szczep, stanowiący 100% zawartości tej butelki.
W kieliszku wino o kolorze białego złota. W nosie zderzają się dwa nurty. Z jednej strony czujemy aromaty kwiatowe, a z drugiej tropikalne owoce (mango, banan) oraz gruszkę. Wino nie ma dużo ciała, ale jest przyjemnie kwaskowe i świeże. Lekko landrynkowe, ale i owocowe. Brakuje natomiast tej rozpoznawalnej dla win z Santorini mineralności.
Ocena – dobre.
Moschofilero Mantinia DOP 2014 (14,99 zł)
Z Santorini przenosimy się na kontynent, a dokładnie na Peloponez. Na tym właśnie półwyspie, w regionie Manitneia uprawiany jest szczep Moschofilero. Różowa skórka jego owoców sprawia, że produkowane są z nich nie tylko biała wina, ale i różowe. Butelka pochodzi od dużego producenta Greek Wine Cellars. Jego historia sięga aż 1895 roku, gdy winiarnia została założona przez Vassilisa Kourtakisa, który był jednym z pierwszych greckich enologów. Przez wiele lat firma nosiła zresztą nazwę Kourtaki Wines. O skali firmy dobrze świadczy komentarz na jej stronie internetowej opisujący winnicę w Mantinei, która obejmując 500-600 hektarów (przy okazji niezły rozstrzał) – określana jest jako relatywnie mała.
Tutaj wino ma niemal bezbarwny kolor. W nosie wyczuwalne ziołowe nuty, miód, orzechy oraz dojrzałe jabłka. Usta o niskiej koncentracji, na mgnienie oka pojawia się delikatna owocowość, ale całość jet rozwodniona. Wino bez większej historii.
Ocena – średnie-.
Podsumowanie:
Czy trafiliśmy na butelki warte uwagi?
No cóż, trudno oceniać Retisnę, Robert wcześniejsze kontakty z tym winem wymieniłby na palcach jednej ręki, a poza tym nie jest jego fanem, Marta przyzwyczaiła się do jego towarzystwa podczas greckich wieczorów i tego, że jego rola sprowadza się do alkoholowego napoju a nie degustowanego, dopasowanego trunku – więc nie ma sensu oceniać przyzwyczajeń i tradycji, smak postawmy niewymagającym biesiadnikom.
Za to Assyrtico jest przyjemne i ładnie owocowe. Co prawda momentami ekspresja owocowa, skręca niebezpiecznie w okolice owocowego cukierka, ale dobrze zarysowana kwasowość ratuje sytuację. Jednak jeśli liczycie na odnalezienie w tej butelce odprysków mineralności, z której słyną wulkaniczne gleby na Santorini, to czeka Was zawód. Cena za to warta jest tej przygody!
Ostatnia pozycja – Moschofileron – do nas nie przemówiło. Brakuje mu większej koncentracji i wyrazistości. Marta postawiła na zapach miodu i orzechów, ale niestety nawet mocno potrząsany kieliszek, nie wskrzesił z tego niczego ciekawego.