Grecja, kraj wielkiego fermentu

Udostępnij ten post

Wielu z Was wie, że Grecja to kraj, który odcisnął wielkie piętno na sporej części mojego życia. Lata, które spędziłam w Katerini a potem w Atenach w dużej mierze ukształtowały mój charakter i śmiało mogę stwierdzić, że wpłynęły na to, gdzie i kim teraz jestem. Nie wdając się w szczegóły, podczas mojej długiej przygody z grecką kulturą i klimatem, nigdy mieszkając w Helladzie świadomie nie interesowałam się tak jej winami, jak w momencie, kiedy już na stałe wróciłam do Polski. Dodatkowo w tym miejscu muszę się przyznać, że nie skorzystałam też z wielu okazji, by wiedzę tę zgłębiać – m.in. podczas wielkich budowalnych projektów rozbudowy kilku winnic, w których zawodowo brałam udział.


Czasu nie cofnę… za to dziś Robert trzyma mnie w winnych ryzach i męczy od kilku miesięcy: „Grecja, wpis o Grecji, Grecjaaaaaaa”. Wszystko dlatego, że podczas VI Zlotu Blogosfery specjalnie wybrałam degustację komentowaną przez Macieja Świetlika. Wspólnie ze sporą ekipą blogerów mieliśmy okazję zdegustowania kilkunastu wspaniałych butelek i praktycznego zderzenia się z pasją i miłością Macieja do greckich win – zresztą większą chyba niż moja tęsknota za tym krajem.

Dziś zatem prezentuję Wam garść winnych historii, a uwierzcie, że naprawdę musiałam się powstrzymać, by korzystając z okazji nie powrzucać własnych opowieści (może następnym razem), jednak był to czas wina, czyli 12 ciekawych butelek i na tym się dziś skoncentrujmy.

Na początek kilka faktów na temat Hellady:

  • W Grecji wciąż mamy recesję, jednak dwie branże całkiem dobrze sobie radzą i ciągną wszystko do przodu, jest to turystyka i winiarstwo.
  • Obecnie jest tu 900 zarejestrowanych i butelkujących swoje wina producentów. Dla porównania w Polsce jest ich prawie 300. Jednak, jeśli pod uwagę weźmiemy również winogrodników, którzy sprzedają owoce większym firmom, to dobijemy w Grecji do około 3000 winiarzy.
  • Produkcja z tego areału (około 110.000 ha) jest stosunkowo mała, a wiążę się to w dużej mierze z tym, że Grecja jest jednak krajem górzystym. Możecie więc sobie tylko wyobrazić, jak trudno urodzajne potrafią być to gleby (bez uwzględnienia paru wyjątków).
  • Mamy tu oczywiście system apelacyjny -> 33 PDO (ujednolicony odpowiednik DOC i DOCG).
  • Ze szczepów za największą gwiazdę Grecji uważane jest obecnie Assyrtiko, a odmiana ta najczęściej kojarzy nam się z wulkaniczną wyspą Santorini. I to właśnie od niego rozpoczniemy naszą poniższą degustację.

Tselepos Canava Chryssou Santorini 2017 (orientacyjna cena w Grecji 30 eur)

Winemaker Yiannis Tselepos zaangażowany jest w winne projekty w Mantinie (tu zyskał renomę jako producent Moschofilero) i w Nemei. Santorini to jego trzeci kierunek i na wyspie wszedł we współpracę z rodziną Chryssou – producentem o tradycyjnych korzeniach, który za punkt honoru postawił sobie  podnoszenie poprzeczki winom z tej wyspy. Podobno bazuje na działkach z nawet 200-300 letnimi krzewami, które swoją żywotność zawdzięczają faktowi, że na wyspę nie dotarła filoksera. Zatem jeśli usłyszycie tu o winnicach 50-letnich, to relatywnie są to dość nowe nasadzenia. Jesteśmy na wyspie wulkanicznej, do głosu dochodzi wulkaniczna gleba, z bardzo specyficznym sposobem prowadzenia winorośli tzw. koszykiem „kouloura”. Osobiście pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z tak ułożoną winoroślą. Oczywiście nie chodzi tylko o bardzo nietypowy i ciekawy kształt, ale również o celowość takiego zabiegu, a więc ochronę przed wiatrami i zbieranie się wilgoci wewnętrz  koszyka, co w suchym miejscowym klimacie daje winogronom nieco wytchnienia.

Rocznik 2017 to dopiero drugi rok sygnowany przez Yiannisa Tseleposa i Canava Chryssou. Wino jest stosunkowo młode, ale będzie jeszcze ewoluowało. Jednak już teraz jest winem o niesamowitej strukturze, co ciekawe ma ekstrakt większy niż wiele czerwonych przykładów (24 gr suchego ekstraktu robi wrażenie).

Nos umiarkowanie aromatyczny, jeszcze nieco zamknięty, w tle pojawia się trochę cytrynowych nut. Usta – na języku w pierwszym zderzeniu wyłania się duża kwasowość, która długo trzyma całość w napięciu. Potem do głosu dochodzi lekka cytrusowa owocowość, w strukturze dość wyraźnie ujawnia się alkohol. Na koniec, w długim finiszu pojawia się słony morski posmak i to właśnie on wieńczy całość. Faktycznie, wino okno swojego peaka może mieć jeszcze przed sobą.

Sigalas Santorini Barrel Ferented 2015 (35 eur)

Pozostajemy w klimacie szczepu Assyrtiko, ale przechodzimy do producenta Parisa Sigalasa, który wprowadza już nowsze systemy uprawy winorośli. Ma podobno w zwyczaju mawiać: „Every three years I have to do something new”. Maciek zdradził nam też ciekawostkę o jego wyjątkowej serii „7 Villages”.  W zamyśle tego projektu winifikuje wina w ten sam sposób, w stali przez 6 miesięcy na osadzie, a wszystko po to by pokazać potem wachlarz możliwości Assyrtiko z 7 różnych wiosek, które różnią się między sobą terroir.

Paris z wykształcenia jest matematykiem, ale dzięki swojej winnej filozofii dziś uznawany jest za największą gwiazdę Santorini. Podobno enolodzy z całego świata starają się o praktykę u niego, nawet na kilka tygodni przyuczenia. W skład jego stałego zespoły wchodzi sam Paris, winemakerka Eleni Voskidi i Thanassis Fakorelis.

Wino, które mamy w naszym kieliszku fermentuje w beczce i leżakuje przez co najmniej 6 miesięcy na osadzie. Jak takie zabiegi wpłynęły na całość? No cóż nie ukrywam, że nie jestem zwolenniczką przedawkowanej beczki w Assyrtiko, ale tutaj na szczęście uchodzi ona obronną ręką, udaje się jej zaokrąglić całość i nadać jej ciekawego rysu. To dzięki temu nie odczuwa się aż tak 14,5% alkoholu… Nos jest jeszcze surowy, morski. W ustach pojawia się esencjonalna struktura, oczywiście czuć beczkę, ale wtóruje jej całkiem niezła kwasowość. Jest tu o wiele mniej owocu, jednak struktura jest bardzo solidna i predestynuje wino do długiego dojrzewania.

Gerovassiliou Epanomi Malagousia 2018 (18 eur)

Dawno, dawno temu w latach ’60 premier Egiptu Gama Abdel Naser, w wyniku sytuacji konfliktowej z Izraelem zablokował kanał Sueski. Dekret o nacjonalizacji Kanału zmienił światową żeglugę i przywrócił drogi transportu z czasów Vasco da Gammy, dookoła Afryki. Łatwo sobie wyobrazić, że w związku z tym ceny tranzytowe drastycznie wzrosły, natomiast wykorzystali ten fakt i zaczęli się na tym bogacić m.in. greccy armatorzy, wśród których znalazł się Yiannis Carras. Tak zdobył dodatkowe fundusze i spełnił swoje marzenie o założeniu winnicy na Półwyspie Chalkidiki (nie znoszę pisać po łac. przez „Ch”) – Domane Porto Carras. Zrobił to z wielkim rozmachem i wybudował jedną z najnowocześniejszych wówczas winnic w Grecji. Jednocześnie zadbał o zaangażowanie w prace nad winami dwóch enologów Vassilisa Logothetisa i poniekąd kolejno dzięki niemu Stavroulę Kourakou – czyli Margaret Thatcher greckiego winiarstwa (matka systemu apelacyjnego, konsultowała większość greckich winiarzy). Do tego zespołu dołącza również wyedukowany przez szkołę bordoską – winemaker Evangelos Gerovassiliou. Od lat ‘70 XX wieku winnica stopniowo zwiększa swój areał upraw. Zespół zaczyna od greckich rdzennych szczepów Malagousia i Assyrtiko. Tak dochodzimy do kluczowego nazwiska i w wielkim skrócie zaczyna się 22 letnia przygoda Gerovassiliou w Porto Carras, po której postanawia założyć swoją własną winnicę. Jego wspaniała kariera potoczyła się w równie imponującym kierunku, winnica zajmuje dziś ponad 5oha; z gwiazdą Malagousia na czele!

by Katarzyna Józefiak (Korek od Wina)

I właśnie na niej skupiliśmy się w naszych kieliszka. Malagousia to dziś jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się w Grecji szczepów. Jej fenomen sprowadza się do bardzo rozłożystego, charakterystycznego bukietu.

W naszym winie nie jest inaczej. Na jednej linii pojawiają się nuty cytrusowe, kwiatowe, ale i dojrzałe owoce brzoskwini. Co ważne, usta są przy tym z całkiem dobrą strukturą, trochę bardziej zachowawczą. Pojawia się gałka muszkatołowa, bardzo przyjemna kwasowość, ponownie brzoskwinia. Wino winifikowane jest w połowie z użyciem stali, w połowie z użyciem beczki i co do tego drugiego byłam nieco zaskoczona, bo idealnie wtopiła się ona w całość.

Zafeirakis Tyrnavos Malagousia Natura 2016 (17 eur)

Wino od kolejnego producenta (tym razem z regionu Tyrnavos, nieopodal Olimpu) Maciek ponownie specjalnie zestawił z Malagousią, by pokazać nam różnorodność tego szczepu. Co ciekawe, rodzina Christosa Zafeirakisa kojarzona jest z zupełnie innym szczepem – Limniona i uznawana za jego najlepszego producenta. Zafeirakis jest producentem organicznym, mamy tutaj glebę gliniasto-piaszczystą, z dużą zawartością krzemienia.

by Katarzyna Józefiak (Korek od Wina)

Wino w naszym kieliszku zostało zwinifikowane przy użyciu dzikich drożdży w wielkich kadziach o pojemności 2400 litrów. Co ważne, pokazuje zupełnie odmienną stronę szczepu, niż ta zaprezentowana poprzednio przez Gerovassiliou.

W nosie do głosu dochodzą nuty mocno orzechowe, imbirowe, zioła. Usta mamy w zbliżonych rejestrach, w finiszu ponownie pojawia się orzech, ale kwasowość jest bardzie stonowana, ułożona. Mi osobiście bardziej jednak przypadła do gustu Malagousia w wydaniu Gerovassiliou.

Parparoussis Nemea Reserve 2013

Za sprawą tego producenta przenosimy się do Nemei, czyli największej greckiej apelacji, zajmującej ponad 3000 ha na półwyspie Peloponez. To niejednorodny teren, składający się z 7 dolin, z dużą różnorodnością gleb i rozpiętością wysokości, na których położone są winnice.

Zdegustujemy Agiorgiotiko czyli szczep Świętego Jerzego, będący (zaraz obok Xinomavro) jedną z ważniejszych greckich ciemnych odmian. Uważa się go za bardzo plastyczny, dlatego często zwany jest greckim Merlotem. Thanassis Parparoussis edukację zdobył w Dijon, a swoją winiarnię założył w 1974 roku. Na Peloponezie w ówczesnych czasach zaliczany był do pokolenia nowocześnie pojmującego winiarstwo. Jego rodzina jest też jednym z najbardziej znanych producentów destylatów Apostagma. Dziś Thanassis jest już wiekowym winemarkerem, dlatego dołączyły do niego córki Erifili i Dimitra.

Nos z wiśniową pestką, wędzoną śliwką, ziołami, wyczuwalny jest również alkohol. Usta silnie, mosiężne, ponownie do głosu dochodzą wędzone i ziołowe nuty. Finisz z długą, suchą taniną. Przyznaję, że wino doceniam, ale dla mnie to jednak za mocny zawodnik.

Papaioannou Nemea Palea Klimata 2010 (15 eur)

Zostajemy w Nemei. Kolejna winnica prowadzona jest od 1984 roku przez parę starszych właścicieli i ich syna Giorgosa. Thanassis Papaioannou, jak wielu jego greckich rówieśników, nie zdobywał winnej edukacji za granicą, ale poprzez praktyczne doświadczenie. Jest dość charakterystyczną postacią na greckiej scenie winiarzy, gdyż uważa się, że jako pierwszy szeroko wcielił w życie ideę szacunku do autentycznego greckiego terroir i uprawy winorośli z szeroko rozumianym poszanowaniem natury. Jak się już pewnie domyślacie, winnica jest prowadzona organicznie. Co ciekawe syn Thanassisa jest chemikiem-enologiem(!), ale kontynuuje organiczną pracę ojca.

W kieliszku mamy wino old schoolowe, powstałe ze starych krzewów Agiorgitiko, dojrzewające przez rok w dębie. Nos w podobnym tonie, co u poprzednika, śliwka jest tu jednak przyjemniejsza, żywsza. W ustach mamy więcej kwasowości, większą koncentrację i żywą taninę. Całość otulona ziołami, szałwią, przyprawami. Ten przypadek bardzo do mnie przemówił, wino ma już 9 lat i wspaniały potencjał przed sobą. Dla mnie naprawdę znakomite!

Ktima Driopi Nemea Reserve 2015

Pozostajemy w objęciu Agiorgitiko, naszego czerwonego szczepu, zwanego też „krwią Herkulesa” ze względu na swój głęboki, czerwony kolor i fakt, że ten starożytny grecki bohater, według mitologii pokonał olbrzymiego lwa zamieszkującego właśnie wokół Nemei. Ta winnica położona jest w subregionie Koutsi. Yannis Tselepos odpowiada tu za wina, które są dość nowoczesne, ale przy tym bardzo precyzyjne. Kwalifikuje się go jako jednego z najlepszych producentów PDO Namea.

W kieliszku mamy ponownie czyste Agiorgiotiko, a w nim dość sporo beczki, czuć przedłużoną macerację, bo jest jeszcze więcej ekstraktu. W nosie pojawia się mocca, kawowe aromaty. W ustach ponownie śliwka, lekka wiśnia, są one dużo prostsze i łagodniejsze w odbiorze.

Skouras Megas Oenos 2013

Winiarnia Skouras została założona w 1986 r. Sam Giorgos Skouras, to kolejny przykład enologa wykształconego przez francuską szkołę w Dijon. W swoim projekcie wykorzystuje zarówno rodzime odmiany, jak i te międzynarodowe. Dzięki temu w kieliszku mamy jedyne wino degustacji, w którym do głosu dochodzą szczepy międzynarodowe. Dla porządku podział rozkłada się między 80% Agiorgiotiko (z południowej części Peloponezu) w połączeniu z 20% Cabernet Sauvignon z Koryntu (winnice leżą tu na wysokości 700 m. n.p.m.). Szczepy początkowo winifikowane są osobno, ale później zostają zmieszane i trafiają wspólnie na 18 miesięcy do beczek.

Mamy tu intensywny, ostry kawowy nos. Usta są dość pełne i bogate w dojrzałe ciemne owoce. Bardzo wyraźna beczka, ale na szczęście kwasowość jest na odpowiednim poziomie. Dla mnie to wino zaprezentowało się nieco lepiej niż czyste Agiorgiotiko z Ktima Driopi.

Alpha Amyndeon Xinomavro Hedgehog Vineyard 2011 (dostępne w Polsce za około 60-70 zł)

Dzięki winnicy Alpha Estate przenosimy się do Macedonii, do regionu Amyndeon, zlokalizowanego za górą Voras. Sama winnica położona jest na dosyć wysokich działkach – na wysokości 700 m. n.p.m. Zanim przejdziemy do wina, warto wspomnieć, że projekt Alpha Estate jest pomysłem dwóch wizjonerów, Makisa Mavridisa, który reprezentuje drugą generację winiarzy i Angelosa Iatridisa, który zdobył swoje wykształcenie w Bordeaux. Ich wspólnym celem jest promowanie greckich win na świecie. Zresztą win tego producenta mieliśmy okazję już spróbować na początku zeszłego roku: Alpha Estate.

Wracając do kieliszka, próbujemy kolejnego endemicznego szczepu charakterystycznego dla Grecji, czyli Xinomavro. O ile Agiorgiotiko przez mocną owocowość bywa porównywane z Merlotem, to Xinomavro jest czasem nazywane greckim Nebbiolo, czy Pinot Noir. Jest to szczep, który sprawia pewne problemy w uprawie,w dużym uproszczeniu m.in. ze względu na swoją wrażliwość na suche warunki, choroby grzybowe czy szlachetną pleśń. Zwykle daje wina o delikatnej barwie, mocnych taninach i kwasowości oraz fantastycznych nutach kwiatów i czerwonych owoców.

Testowana butelka to najniższa etykieta, gdyż dysponują oni jeszcze dwoma wyższymi Xinomavro. Nos jest dla mnie za mocno likierowy, ze słodką, dość dziwną nutą. W ustach na szczęście pojawia się trochę kwasowości, następnie mocne, ciemne owoce, ze skórzanym znakiem ewolucji. Co ciekawe przy tak charakterystycznym krągłym smaku, taniny jakby stoją w miejscu, są wciąż młodziutkie.

Thymiopoulos Naoussa Earth and Sky 2016 (16 eur)

Uwaga, a teraz kilka tak ukochanych ostatnio określeń: nowoczesny, organiczny, niecertyfikowany, biodynamiczny projekt. Dodatkowo nazwa „Ziemia i niebo” nie dość, że świetnie wpisuje się we współczesne trendy, to jeszcze niesie za sobą wielce romantyczny nastrój. Ale zanim Wam opowiem, dlaczego sama dałam się ponieść jego atmosferze i dlaczego to wino jest smaczne, kilka teoretycznych wzmianek na temat producenta.

Apostolos Thymiopoulos, enolog wykształcony w Atenach, ma 26 różnych kawałków ziemi zlokalizowanych w całym regionie Naoussa. Dzięki temu zyskał unikatową możliwość stosowania mieszanek owoców dojrzewających w różnych mikroklimatach.  Jego ojciec (w przeciwieństwie do wielu miejscowych winiarzy), nie poddał się kiedyś modzie wycinania starych krzewów pod gaje brzoskwiniowe, więc dziś Apostolos może poszczycić się starymi nasadzeniami.

Wino jest wspaniałe. W nosie pojawia się piękny owoc, mieszanka truskawki i poziomki, podkręcona przez leśne nuty i świeże zioła. Usta ponownie bardzo przyjemnie wypełnione świeżym, ciemnym owocem. Soczyste, energiczne, kompleksowe. Wysoka kwasowość przedłuża wszystkie te doznania w finiszu. Ma się wrażenie, że cały ten naturalistyczny styl winiarza niesiony jest na sztandarze pięknego owocu. Mój number one!

Kir-Yianni Naoussa Ramnista 2011 (ma być niedługo ponownie dostępne w Polsce)

Przechodzimy do kolejnego Xinomavro (w Polsce w ofercie Mielżyńskiego), ponownie od znanego i bardzo cenionego winiarza (zresztą mam nieodparte wrażenie, że Maciek Świetlik zwyczajnie chciał nas podczas Zlotu pozachwycać). Winnica została założona przez Yannisa Boutarisa w 1997 roku, kiedy to opuścił rodzinną firmę Boutari Wine Group, aby realizować ten nowy projekt. Obecnie posiada 58 hektarów winorośli, które są obsadzone głównie przez Xinomavro (50%) oraz Merlota (20%), Syrah (15%), Caberneta Sauvignon (10%). Pozostałe 5% winnicy zajmuje kilka innych odmian, które są uprawiane celem poszukiwania szczepów, dobrze zachowujących się w miejscowym klimacie.

W nosie mamy tu leśne owoce, w tle nieco ciemnej czereśni, której towarzyszą pieprzne nuty. W ustach dla mnie za mocne garbniki i nawet nie ma pewności, a jestem ciekawa czy w ogóle w przyszłości to się zmieni, czy uda im się zintegrować z całością. Mimo wszystko nie odbierają one winu ładnej struktury i koncentracji. Nie jest to pozycja spokojna, ani poukładana, ale być może właśnie dzięki temu jest aż tak interesująca.

Tsantali Rapsani Grande Reserve 2011 

Wino pochodzi od dużego producenta Tsantali. Zakładał on swoją produkcję w latach ’70, a korzeniami pochodzi od rodziny, która wcześniej prowadziła destylarnię i produkowała inny grecki napój narodowy – ouzo. Tsantali wydzierżawił od mnichów pierwszą winiarnię w górach Athos, ale później zaczął robić wino w wielu miejscach m.in. w Naoussa, ale i w Rapsani, z którego pochodzi zdegustowane przez nas wino.

W kieliszku mamy kupaż złożony w równych proporcjach z Xinomavro, Krasato (odpowiedzialny za ciemny kolor i owoc) i Stavroto (zmiękcza taniny, daje przyprawowe nuty) z wysoko położonych winnic 600-800 m. n.p.m., na stokach najważniejszego greckiego masywu górskiego – Olimp. Wino przez 18 miesięcy dojrzewało w 300-litrowych francuskich beczkach.

Nos z nutami umami, rosołowy, wyczułam też liście zielonej herbaty i wciąż sporo wanilii. Usta z taniną wysuszającą podniebienie, która przybrała nawet za bardzo dominujący charakter. W tle pojawiają się suszone zioła, trochę śliwki.

Jeśli dotarliście ze mną do końca, to dziękuję za cierpliwość. Zdradzę już tylko na koniec, że ten wpis kosztował mnie nie tylko dużo czasu, ale i wiele sentymentalnych wycieczek do przeszłości, które często skutecznie unieruchamiały mnie na kilka dobrych dni. Z tego miejsca chciałabym podziękować osobiście Maćkowi Świetlikowi, za to że zechciał się z nami podzielić swoją pasją, wiedzą, miłością do Grecji. Za to, że nieświadomie przypomniał mi jak dobrze byłoby na chwilę wrócić do starego domu i odświeżyć sobie smak greckiego życia! W końcu za tą wspaniałą selekcję.

Maćku eυχαριστώ! Συγχαρητήρια!