Furminty zawitały do Warszawy

Furmint Február to zainicjowana kilka lat temu na Węgrzech akcja mająca na celu promowanie tego najpopularniejszego białego szczepu kraju, która rozprzestrzenia się też na inne kraje. Z jej okazji na początku miesiąca kilkunastu producentów z Tokaju i Somló odwiedziło również Warszawę, a ja wybrałem się tam by zobaczyć, co słychać u moich ulubionych winiarzy.
Dlaczego węgierskie wina nie zyskują na popularności?
Wśród komentarzy po wydarzeniu można było znaleźć głosy importerów, że frekwencja gości niezbyt dopisała. Rzeczywiście na popołudniowej (otwartej dla wszystkich fanów wina) części degustacji nie widziałem tłumów, w zasadzie do każdego stolika można było podejść swobodnie, bez konieczności oczekiwania na swoją kolejkę. Szczególny kontrast widać było w porównaniu z degustacją win greckich, która miała miejsce ostatniego dnia stycznia. A przecież jeszcze kilka lat temu o greckich winach mało kto słyszał, a to węgierskie cieszyły się sporą popularnością i pamiętam jak wyglądały dedykowane im imprezy sprzed kilku lat.
Po przemyśleniu sprawy widzę kilka powodów takiej tendencji:
1) Już od dobrych kilkunastu lat widzimy wyraźny odwrót konsumentów od win słodkich, z którymi furmint bywa kojarzony – to trend, który nie dotyczy Węgier, ale też innych słodkich win.
2) Winom nie sprzyja klimat wobec Węgier jaki mamy w Polsce w związku z wciąż niejednoznaczną postawą tamtejszego rządu wobec wojny w Ukrainie. Nie jest też tajemnicą, że wielu miejscowych (zwłaszcza dużych) producentów ma mniej lub bardziej bliskie związki z premierem Orbánem.
3) Skupiając się na Tokaju (bo z tego regionu pochodziła większość producentów), to miejscowi winiarze nie doczekali się organizacji czy stowarzyszenia, które aktywnie promowałoby miejscowe wina za granicą. O tym, jak to jest ważne i ile dobrego może przynieść najlepiej świadczą przykłady z takich krajów jak Niemcy czy Austria.
4) Na koniec sprawa bardziej przyziemna i dotycząca tej jednej imprezy. Moim zdaniem wydarzenie odbyło się bez jakiejś szerszej jego promocji. Ani organizatorzy, ani uczestniczący w nim importerzy nie zrobili zbyt wiele, by w ogóle poinformować warszawski świat winiarski o takim spotkaniu. Ja sam (a akurat takie rzeczy staram się monitorować) natrafiłem na informację o degustacji zaledwie kilka dni przed jej terminem. Gdy niemal codziennie w Warszawie odbywa się jakieś winiarskie wydarzenie, naprawdę trzeba więcej pracy i wysiłku, by przyciągnąć do siebie publikę.
Promyk nadziei?
Mimo tej trudnej rzeczywistości trzeba też zwrócić uwagę na pozytywy. Wśród nich podkreśliłbym rosnącą jakość miejscowych (zwłaszcza wytrawnych) win. Przy tym ich wciąż relatywnie niskie ceny sprawiają, że są to butelki niezwykle konkurencyjne pod tym względem i mam nadzieję, że wspomniana wyżej tendencja zostanie odwrócona, a węgierskie winiarstwo na powrót zawojuje polski rynek.
Przypominamy Wam również, że jeśli chcecie spróbować nietuzinkowych, unikalnych win tokajskich, to świetną okazją będzie organizowana przez nas już w marcu degustacja.
A na razie mam dla Was trzy nazwy producentów z Tokaju, których nie powinniście tracić z pola widzenia.
Polecani producenci:
Préselő
Dziwić może, że wina od Zsolta Nagy nie są jeszcze dostępne w Polsce. Odwiedziliśmy go bowiem podczas naszej wizyty w Erdőbénye i już wówczas nam te wina bardzo smakowały, a ponowne przejście przez jego portfolio w Warszawie utwierdziło mnie co do ich klasy.



Degustację zacząłem od Préselő Apukam Bora Tokaj 2022 (87/100), w więc mieszanki furminta z różnych działek, częściowo dojrzewającego w beczkach. Ma przyjemną krągłość (której pomaga kilka gram cukru resztkowego) i soczystą, jabłkową owocowość, średnią koncentrację i całkiem długi finisz. Préselő Mondoha 2021 Tokaj (90/100) to mieszanka równych części furminta i hárslevelű. Ciało jest odpowiednio zarysowane, na języku czuć przyjemny ciężar tego wina, z owoców dominuje gruszka, a całość kończy oczyszczający finisz. Bardzo smaczne. Z pojedynczej, renomowanej parceli pochodzi Préselő Rány Furmint Tokaj 2021 (91/100). W zapachu wydaje się odrobinę cukierkowe, ale potem wychodzi więcej cytryn i skórki z grejpfruta. Za to w ustach od początku przy dobrej koncentracji mamy też wysoką kwasowość i mineralną końcówkę.
Przed winami ultra-słodkimi mogłem ze sobą porównać dwa muscaty, w których cukier był na trochę niższym poziomie. Préselő Muscat Tokaj 2022 (88/100) prezentuje się wręcz wytrawnie, bo 8 g cukru jest tutaj równoważone przez 6 g kwasowości. Jest typowe dla odmiany, pachnące sokiem winogronowym i kwiatami, w ustach dość proste, ale dobrze soczyste i orzeźwiające. Świetne na aperitif. Ambitniejszą w zamyśle producenta wersją jest Préselő Etude Sweet Tokaj 2021 (88/100). W nosie znajdziemy sporo kwiatów, ale też miodu i dojrzałych gruszek. W ustach dochodzi do tego kandyzowana skórka z pomarańczy i trochę przypraw. Choć cukru jest tu sporo, a kwasowości nie za wiele, to wino broni się soczystością owocu.
Na poziom 146 g cukru wskoczyłem przy Préselő Tokaj Szamorodni 2021 (89/100). Mamy tutaj typowe dla słodkich tokajskich win nuty miodu, wosku, suszonych moreli, ale też delikatnie orzechowe utlenienie (co akurat dziwi w tak młodym winie). Sporo kwasowości na poziomie niemal 9 g, nie pozwala na przyśnięcie. Jednak to właśnie dwa wina kategorii aszú skradły moje serc, a przy okazji pokazały różne oblicza, zależne od pogody panującej w danym roczniku. Młodszy z nich to pochodzący z gorącego roku Préselő Tokaj Aszú 2018 (92/100), gdzie przy 138 g cukru mamy 7,6 g kwasowości. W winie znajdziemy ładne, bogate aromaty kwiatowe, do tego brzoskwinie, słodkie gruszki, zaś usta są niesamowicie soczyste, z kwasowością która w finiszu wydaje się wręcz fizycznie atakować nasze szkliwo. Jest jeszcze młodziutkie, a wszystko, co najlepsze jeszcze przed nim.
Jednak najwyższy szczebel podium należy do wina o rok młodszego, ze świetnego dla aszú rocznika 2017. Préselő Tokaj Aszú 2017 (94/100) to prawdziwy „potwór”, z 224 g cukru i 10 g kwasowości. Sprawia to, że jest znacznie gęstsze, bogatsze od poprzednika, z obezwładniającym nutami miodu, suszonych moreli i gruszek, pszczelego wosku i rozpuszczonego masła. Niesamowita koncentracja, bogactwo, ale przy tym świeżość i soczystość jaką nie osiągają inne słodkie wina na świecie.
Pelle Pince
Miło jest obserwować postęp jaki na przestrzeni kilku ostatnich lat odnotował ten niewielki producent z Mád. Winiarnia jest prowadzona przez małżeństwo: Mariannę (która co ciekawe mieszkała kilka lat w Polsce i rozumie nasz język) i László. Posiadają oni parcele choćby na najsłynniejszym siedlisku w miasteczku Szent Tamás, a także niewiele mniej ustępujących mu klasą winnicach Betsek czy Király.
Wina od Pelle Pince są dostępne w ofercie Rafa Wino, importera który może się poszczycić, moim zdaniem, najlepszą ofertą tokajskich win w Polsce.

Wystartowałem od furminta Pelle Király Tokaj 2021 (89/100), w którym znajdziemy wyraźną, jabłkową owocowość, ale też mnóstwo krystalicznej mineralności, wysoką kwasowość i długi, surowy finisz. Pelle Makowicza Tokaj 2021 (91/100). To już czyste hárslevelü, choć odmiana zwykle daje wina bardziej krągłe, to tutaj mamy wydanie raczej powściągliwe, oparte o mineralny kręgosłup, z jedynie niewielkim dodatkiem jabłek i kwiatów. Całość zachowuje też świetną soczystość i kwasowość. Pelle Borange Hárslevelü 2022 (92/100) to jedno z niewielu dostępnych w Tokaju win macerowanych. Pachnie jak babciny, jabłkowy kompot, a w ustach zachwyca pomarańczową skórką, pigwą, jaśminem i herbacianymi taninami. Ze świetną energią i piękną, naprężona strukturą. Jedno z win, które tego dnia smakowały mi najbardziej.
Spróbowałem też dwóch win słodkich. Pierwsze z nich to Pelle Zsofia Cuvée Tokaj 2021 (90/100). Mimo delikatnej podwyżki, to dalej jedno z najlepiej pozycjonowanych cenowo słodkich win z Tokaju (w Rafa Wino znajdziecie obecnie rocznik 2019 w cenie 76 zł 68 zł). Mamy tutaj późny zbiór owoców furminta, hárslevelű i sárgamuskotály o woskowo-maślanym charakterze. Całkiem pełnym ciele, ale też kwaskowym, niemal cytrynowym finiszu. Warte spróbowania. Bardziej świeże oblicze zaprezentował Pelle Tokaj Szamorodni 2021 (91/100). Zbudowany na morelowej owocowości, z dodatkiem cytryn w syropie, gruszek, z miodowym finiszem.
Tokaj Nobilis
Z Mád przenosimy się do Bodrogkeresztúr, bo tam swoją winiarnię ma jedna z najlepszych ekolożek w Tokaju (a tych jest w regionie całkiem sporo) – Sarolta Bárdos. To również niewielkie przedsięwzięcie (ok. 7 ha upraw), a uprawy skupiają się na dwóch winnicach: Barakonyi i Csirke-mál.
Wina od Sarolty również znajdziecie w ofercie Rafa Wino.


Tego dnia prezentowała ona swoje cztery wina, a zacząłem od Tokaj Nobilis Furmint 2022 (89/100). To jej podstawowa etykieta z tej odmiany, dojrzewającej przez 3 miesiące na osadzie, w połowie w beczkach, w połowie w stalowych kadziach. Rocznik 2022 był dość wymagający, gorący i suchy. Tu odsyłam Was choćby do komentarza, jaki przekazała nam odnośnie panujących wtedy warunków Judit Bodó. Wino to jest całkiem świeże, jabłkowo-gruszkowe w nosie, a wyraźnie cytrynowe w ustach.
Tokaj Nobilis Barakonyi Hárslevelű 2020 (91/100) to już pozycja z pojedynczej winnicy, gdzie znajdziemy jabłkową skórkę, trochę białych kwiatów, ale też mieneralność i długi, kredowy finisz. Bardzo eleganckie, wciąż też młode wino.
Tokaj Nobilis Sárgamuskotály 2022 (88/100) ma półwytrawny charakter i dla mnie stanowi pozycję, która najwięcej radości sprawi otwarta w promieniach już ciepłego, wiosennego słońca. Mamy tu bowiem kwiaty, morele, ale też ładną soczystość i przyjemny balans między kwasowością, a cukrem. Tokaj Nobilis Amicus 2017 (91/100) to tak naprawdę wino klasy szamorodni, Sarolta zresztą powiedziała, że nowe roczniki będą już miały tę nazwę na etykiecie. Słodyczy jest całkiem sporo (cukier na poziomie ok. 100 g). Owoc idzie w kierunku gruszek i moreli, ale w ustach na pierwszy plan zaczyna wychodzić kwasowość – tak z wiekiem dzieje się w większości słodkich win z Tokaju. W finiszu pojawia się też trochę grejpfrutowej goryczki.