Füleky – Tokaj zawitał do 13Win

Wina z Węgier zdobywają w Polsce coraz większą popularność. Najlepszym barometrem nie są nawet pojawiające się coraz częściej degustacje, czy sięganie po nie przez dyskonty. Obserwujemy ten proces, słuchając naszych znajomych (niezwiązanych z „branżą”), którzy coraz częściej pytają nas o te wina, częstują nimi na imprezach, czy informują, że kupili jakąś ciekawą butelkę. Tej „modzie” uległo (i dobrze!) 13Win, gdzie na półki przed samym końcem poprzedniego roku trafiły wina od dwóch producentów z Tokaju – Füleky oraz Holdvolgy. Dziś chcemy Wam przedstawić trzy Furminty z kolekcji pierwszego z nich.
Nim przejdziemy jednak do samych win, pozwólcie, że opowiemy o regionie, z którego pochodzą. Wina z Tokaju są w Polsce znane od wieków (nie jest to bynajmniej przesada), pijano już w Rzeczpospolitej szlacheckiej, która była głównym importerem tych trunków. Sytuacji sprzyjała geografia, z Warszawy do Tokaju, leżącego przy samej dzisiejszej granicy węgiersko-słowackiej, mamy bowiem zaledwie 560 kilometrów, a z Krakowa już tylko 340 kilometrów. Nawet w ówczesnych czasach nie były to odległości robiące straszne wrażenie. Później przyszły czasy komunizmu, który odcisnął piętno na obu naszych krajach i spowodował ogromny upadek węgierskiego winiarstwa. Dopiero w latach 90-tych zaczęły zachodzić zmiany na lepsze.
Na Pogórzu Tokajskim winnice leżą na poziomie pomiędzy 100-250 metrów, zajmują obszar ok. 6 tysięcy hektarów. W regionie dozwolona jest produkcja jedynie win białych z odmian: Furmint, Hárslevelű, Sárgamuskotály, Zéta, Kabar oraz Köverszőlő. Historycznie sława Tokaju została zbudowana dzięki winom słodkim, jednak w ostatnich latach coraz większe sukcesy osiągają wina wytrawne. Powodów tej zmiany jest kilka. Po upadku komunizmu lokalni producenci odważnie ruszyli z inwestycjami wydatnie wspomaganymi przez zagraniczny kapitał. Gdy na początku XXI wieku zmodernizowane winiarnie wypuściły pierwsze roczniki win z nowo obsadzonych czy też zakupionych parceli, najpierw w kryzys gospodarczy wpadły Węgry, a zaraz potem kolejne europejskie kraje zaczęły się zmagać z recesją. Słodkie Tokaje, które nie były winami tanimi, nagle traciły kolejne rynki zbytu. Do tego nałożyła się globalna tendencja spadku konsumpcji win ultra słodkich, na którym miały one dodatkowo groźnego (a przy tym tańszego i znacznie bardziej rozpoznawalnego na świecie) konkurenta ze strony francuskich Sauternes. Winiarze chcąc przetrwać musieli znaleźć nowe drogi rozwoju. Pomysłów było kilka, najpierw zwrócili się oni w kierunku win nieco lżejszych, ale wciąż słodkich. Szybko jednak okazało się, że jest to droga donikąd. Tokaje 3- czy 4-puttonowe zwykle przegrywały z tymi najsłodszymi (jeśli konsumenta stać na Tokaja 3-puttonowego, to zazwyczaj stać go na dopłacenie 20-30% aby nabyć te bardziej prestiżowe). Kluczem do rozwiązania powstałego klinczu okazało się zdecydowane pójście w stronę wytrawności.
Nie było to jednak takie proste. W regionie od wieków produkującym wina z dużą zawartością cukru, a dodatkowo z gron dotkniętych szlachetną pleśnią nie przywiązywano zbyt wielkiej uwagi do precyzyjnego wyznaczenia momentu zbiorów, tak aby owoce były już dojrzałe, ale nie przejrzałe. Cukier był w stanie zamaskować niedostatki wina, a dodatkowo łagodził on potężną kwasowość z jakiej słynie Furmint (główna z odmian używanych w regionie). Produkcja wina wytrawnego wymaga natomiast olbrzymiej precyzji i planów jak sobie z taką kwasowością poradzić. Pomysłów było kilka i w efekcie wytrawne Furminty chadzają obecnie kilkoma drogami. Jedną z nich jest wytwarzanie win lekkich, mocno kwaskowych, drugą zbieranie winogron dojrzałych (ale bez pleśni) i wsadzanie wina do beczek lub zachowanie części wytworzonego cukru w celu wyprodukowania wina delikatnie półwytrawnego. Prawie każdy z winiarzy ma nieco inny pomysł, stąd taka różnorodność win tokajskich.
Naszą degustację rozpoczynamy od podstawowego wina producenta – Füleky Furmint 2014 (49,20 zł). Wino nie było starzone w beczkach, zachowując owocowy styl. Pachnie z jednej strony wiosenną łąką, z drugiej delikatnymi nutami miodowymi i morelowymi. Do tego można wyczuć dojrzałe jabłka i gruszki. Usta zwiewne, mniej skoncentrowane niż zdaje się sugerować zapach. Bardzo ładnie rozpięte między znaczną kwasowością, a długim mineralnym posmakiem. Prawie 8 gram cukru resztkowego nieco zaokrągla całość. Bardzo dobre-.
Sama winiarnia Füleky została założona w 1998 roku. Obecnie posiada 25 hektarów upraw w kilku tokajskich gminach, a z niektórych parceli robi osobne etykiety. Przykładem jest Füleky Furmint Mestrevölgy 2015 (88,56 zł). Tu mamy wino wytworzone w zupełnie innym stylu. Owoce pochodzą z lessowej gleby, wino dojrzewa przez pół roku na osadzie w małych, nowych beczkach. Efekt jest taki, że otrzymujemy Furminta w którym akcenty beczkowe są wyraźnie wyczuwalne. Mamy więc odrobinę nut orzechowych, trochę wanilii, ale na szczęście wszystko to nie przesłania kwaskowych jabłek, które skrywają się za tą zasłoną. W ustach beczki jest znacznie mniej, pierwsze co odczuwamy to zdecydowana, bezkompromisowa kwasowość. Do tego delikatne akcenty gruszek, moreli i słony, mineralny finisz. Wydaje się, że powinno jeszcze trochę poleżakować, otwarte za rok będzie lepiej zintegrowane, a i nuty beczkowe powinny nieco lepiej wtopić się w materię wina. Dziś zamiast pić je solo, warto dobrać odpowiednie danie, nam do głowy wpadł kurczak w sosie maślano-śmietanowym. Dobre+.
Ostatnia z próbowanych etykiet to już wino z wyraźnym cukrem resztkowym. W Füleky Tokaji Pallas Late Harvest 2012 (59,04 zł) jest go bowiem już nieco ponad 100 gram. Nie czuć tego bynajmniej w nosie, gdzie w pierwszej chwili dochodzą do głosu delikatne nuty utlenienia. Po chwili zapach się oczyszcza, a na pierwszym planie ukazują się słodkie nuty propolisu, mirabelki i kandyzowane morele. W ustach dość świeże, lekkie, nieprzesadnie skoncentrowane. Tu znowu pojawia się delikatne orzechowe utlenienie w połączeniu z suszonymi morelami, a wino kończy się kwaskowym, dość długim finiszem. Choć jest to zaledwie wstęp do poważniejszych tokajskich słodyczy, to sama butelka jest przyjemnie pijalna. Dobre+.
Spróbowane butelki pokazały trzy oblicza win z Tokaju, jakże odmienne w swoim wyrazie. Mamy więc lekkie wino codzienne, mocniejszego, beczkowanego zawodnika i delikatną słodycz. Bogactwo win z Tokaju jest ogromne i warto się w nie zagłębić, a te pozycje mogą być do tego świetnym początkiem.