Francja z Biedronki

Udostępnij ten post

Biedronka nie zwalnia tempa, w pierwszych dniach lutego na dyskontowych półkach można było wybierać spośród win z Półwyspu Iberyjskiego (o trzech butelkach, które nam smakowały możecie przeczytać w tym poście), natomiast już od poprzedniego tygodnia do sklepów zawitały butelki z Francji. Nowa oferta to 18 win (6 białych, 2 różowe oraz 10 czerwonych). Zaskakujące jest, że tym razem najdroższa pozycja (Châteauneuf-du-Pape) kosztuje aż 54,99 zł. Czyżby dyskont zamierzał rzucić rękawicę Lidlowi w wyższej kategorii cenowej? Zobaczymy, czy będzie to jednorazowa akcja, czy jednak początek trendu. Szczerze powiedziawszy chcielibyśmy, aby Biedronka śmielej zapuszczała się w nieco wyższe rejestry cenowe, bowiem w kategorii win do 30 zł naprawdę trudno jest znaleźć wiele ciekawych butelek.

Przechodząc jednak do spróbowanych win, to udało się nam wyłowić trzy godne polecenia. W przypadku Domaine des Gillières Muscadet Côtes de Grand Lieu sur lie Grande Réserve 2015 (19,99 zł) gdyby wino trafiło na półki tak za dwa miesiące, gdy za oknem przygrzewać nam już będą pierwsze promienie wiosennego słońca, albo jeszcze lepiej za miesiące cztery, gdy dopadać nas będą pierwsze upały, byłoby winem wprost idealnym (dopadła nas już tęsknota za cieplejszymi dniami). Choć na dobrą sprawę i w siarczysty mróz lubimy takie szczupłe, kwaskowe wina, to nie jesteśmy przekonani czy szerszy odzew będzie tak samo pozytywny. Ten Muscadet jest dość surowy, oparty na wyraźnej kwasowości i w zasadzie niewiele więcej można o nim powiedzieć. Dopiero po dłuższej chwili pojawia się trochę jabłek. Taki ascetyczny style trzeba polubić. Dobre.

Dolina Rodanu (zwłaszcza zaś jej południowa część) to miejsce lubiane przez dyskonty, stanowiące rezerwuar butelek odznaczających się dobrą relacją ceny do jakości. Apelacja Côtes du Rhône-Villages obejmuje swoim zasięgiem tereny 20 gmin, których nazwy mogą być wskazana na etykietach win (choć po prawdzie dzieje się tak bardzo rzadko i jedynie w przypadku tych najbardziej rozpoznawalnych jak Plan de Dieu, Rasteau, Visan czy Valréas).  Wina oznaczone jako Côtes du Rhône-Villages muszą zawierać w sobie minimum 50% Grenache, uzupełniane o Syrah i Mourvedre (do 20% każde) oraz Cinsault, Counoise, a także białymi lokalnymi odmianami. Apelacja obejmuje nieco ponad 3300 hektarów, z których w 96% powstają czerwone wina.  W stosunku do prostszego Côtes du Rhône, wymogiem jest obniżenie zbiorów z maks. 52hl/hektar do poziomu 42 hl/hektar. W Pasquier Desvignes Côtes du Rhône-Villages 2015 (19,99 zł) na pierwszym planie mamy podsmażane wiśnie i konfiturę z truskawek, ale tuż za rogiem czai się odrobina zieloności i szypułek. W ustach dość lekkie, soczyste, choć brakuje nieco lepszej struktury. Finisz bez pazura i dodatkowo odrobinę zbyt suchy. Proste, nieskomplikowane ale przy tym mające w sobie sporą dawkę pijaności. Dobre.

Jedną z tych droższych butelek, które tym razem zawitały do Biedronki jest Château de Bensse Médoc Cru Bourgeois 2013 (39,99 zł). Czy warto wysupłać z portfela cztery dychy? Zależy od tego, czy w Bordeaux szukamy sporej dawki waniliowej beczki. My osobiście wolimy butelki skierowane w owocową stronę, lżejsze i bardziej soczyste. Lepsze jest po dłuższej chwili, gdy nuty beczkowe opadają i wychodzi więcej porzeczek, kwaskowatych wiśni i nut ogniskowych, ale jednak w tle wciąż wyczuwalna jest wanilia. Ostatecznie wypada całkiem nieźle, zwłaszcza biorąc pod uwagę strukturę i w sumie niezłe odwzorowanie charakteru regionu. Dobre+.

Wśród bieżącej oferty znajdziecie też butelkę różu, który smakował nam poprzednim razem – Masion Fortant Lux Royal 2016 (21,99 zł).

Najnowsze wina spodobały się nam bardziej niż selekcja butelek z Półwyspu Iberyjskiego, choć szczerze powiedziawszy nie są to pozycje zachwycające, po które specjalnie wybralibyśmy do któregoś ze sklepów Biedronki.