Festiwal Vinho Verde – Atlantika

Temperatura w słońcu sięgała co najmniej 35 stopni Cesjlusza. Nawet mocny wiatr wiejący znad Atlantyku i docierający wzdłuż ujścia Tagu do Belém nie dawał większej ulgi. Po obejrzeniu magicznej Torre de Belém i zwiedzeniu przepięknego Monasteiro dos Jeronimos mieliśmy już tylko siły, by rozgladać się za miejscem w cieniu i chwilą odpoczynku. Trafiliśmy do leżącej kilka kroków od wspomnianego klasztoru i polecanej w przewodniku – restauracji A Floresta de Belém. Pozwolimy sobie tutaj na małe wtrącenie – jesteśmy wielkimi fanami przewodników z serii Rough Guides, korzystamy z nich podczas naszych wszystkich podróży i poza świetnymi opisami miejsc i zabytków, ich największym atutem jest selekcja polecanych restauracji, które rzeczywiście stoją na opisanym poziomie.
Wracając do naszej historii niemal natychmiast po zajęciu stolika wiedzieliśmy, marzyliśmy o orzeźwieniu. A skoro Portugalia i lato, to nie mogło być inaczej niż Vinho Verde. Nie mieliśmy siły i ochoty na dłuższe analizowanie karty, dlatego zamówiliśmy podstawową butelkę za 6 euro. Na pewno po części był to efekt chwili, kombinacji naszego samopoczucia, pogody i miejsca, ale spróbowany wtedy kieliszek zimnego zielonego wina i wierzcie nam, że do dziś go pamiętamy!
Dziś, w ukochanej Warszawie, temperatury nieubłaganie zbliżają się do 30 stopi Celsjusza, rozpoczyna się więc sezon na Vinho Verde nad Wisłą, które po Prosecco jest chyba najbardziej rozpoznawalnym winnym „brandem” w kraju. Odnosimy co prawda wrażenie, że wciąż największą popularnością (podobnie zresztą jak w przypadku wspomnianych włoskich musiaków) cieszą się zielone wina o znacznej zawartości cukru, a szkoda, bo esencją Vinho Verde jest ostra jak brzytwa kwasowość, która orzeźwia w upalne dni i sprawia, że świetnie sprawdzają się one w połączeniu z rybami, czy owocami morza. Najlepsze butelki powstają z pojedynczego szczepu – Alvarihno, który jest słynny ze swojego mineralnego charakteru.
Dziś po tym wprowadzeniu zabieramy Was na „mini” Festiwal Vinho Verde zorganizowany przez Atlantikę, podczas którego zrezygnowaliśmy z degustowania bardziej komercyjnych butelek, a skupiliśmy się na klasowych producentach – Quinta de Solaheiro oraz Anselmo Mendesie.
Rozpoczęliśmy od teoretycznie mniej uznanego producenta jakim jest Soalheiro. Jest to jedna z niewielu winnic, które produkuje z Alvarinho wino musujące. Soalheiro Alvarihno Espumante Bruto 2015 (120 zł) to butelka produkowana metodą klasyczną, w nosie mamy akcenty ziołowe i melonowe ze skalistym, mineralnym tłem. Uta wyraziście kwaskowe, bardzo czyste i świeże. Butelka w której próżno szukać charakterystycznych choćby dla szampanów nut drożdżowych, jednak w zamian oferująca nieskazitelne, kamienne orzeźwienie. Dobre+. Solaherio Allo Verde 2o14 (49 zł) to kupaż dwóch najbardziej charakterystycznych dla Vinho Verde odmian – Alvarinho oraz Loureiro. Niestety ten rocznik ma już najlepszy czas za sobą. Obecnie co prawda posiada jeszcze dość ładny, ziołowy nos, jednak w ustach zdecydowanie brakuje mu werwy, a ponadto razi niezbyt przyjemny i goryczkowy finisz. Średnie+. O wiele lepiej prezentowała się Solaherio Allo Verde 2o15 (49 zł). Mamy tu mirabelki, gruszki i jabłka. Usta wdzięczą się długim, wyraźnie
kwaskową, świeżą końcówką. Mimo niezbyt obfitego ciała, przemawiają do nas akcenty mineralne i skaliste. Dobre+.Po tym wstępie, przeszliśmy do naprawdę poważnych butelek. Soalheiro Alvarinho 2015 (80 zł) to etykieta dobrze przez nas znana, którą mieliśmy już okazję kilkakrotnie próbować. Nowy rocznik również nie zawodzi. Co ciekawe jest bardziej intensywne od poprzedników, mamy akcenty ananasa, gruszki, skórki cytrynowej, jabłek. Za to w ustach mamy to charakterystyczne wrażenie jakby do kieliszka dolano kilkanaście
kropel słonej, morskiej wody. Wino napięte, naprężone, z drgającą w ustach, wibrującą kwasowością. Bardzo dobre-. Zupełnie nie zrozumieliśmy co przyświecało producentowi, podczas tworzenia Soalherio Alvarinho Docil 2015 (85 zł). Niemal 50 gram cukru resztkowego jest wyraźnie wyczuwalne, zarówno z tropikalnym nosie jak i w egzotycznych, słodkawych ustach. Jednak w efekcie butelka zupełnie zatraciła charakter odmiany. Może była to próba dotarcia do mniej wyrobionych konsumentów, szkoda. Średnie.
Po Solaherio przyszedł czas na prawdziwego króla Alvarinho, jak nazywany jest Anselmo Mendes. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych portugalskich winemekerów zasłynął, jako mistrz winifikacji tej odmiany, by w kolejnych latach poszerzyć swoją produkcję o wina z Douro czy Dão. Oprócz doradzania w wielu winiarniach, Anselmo prowadzi również swoją firmę, gdzie nie boi się stosować innowacyjnych praktyk.
Już podstawowe wino, Mendes Passaros Verde 2015 (42 zł) miało wyrazisty, chłodny, kamienny nos. Do tego w ustach dochodziło eleganckie ciało, kwasowość i słonawy finisz. Proste, ale jakże przyjemne. Dobre+. Muros Antigos Escolha Verde 2015 (39 zł) to znów wino bardziej egotyczne, które choć w nosie ma sporo tropikalnego owocu, to w ustach razi płytkością. Brakuje mu ciała i wypełnienia. Średnie+. Idące dalej Muros Antigos Avesso 2015 (39 zł), a więc kupaż Loureiro i Alvarinho, jest już przyjemniejsze. Co prawda w nosie lekko landrynkowe, ma sporo owocu (jabłka, gruszki, cytryny, marakuja), ale w ustach dominuje już intensywna, mocna kwasowość. Czuć odrobinę dysharmonii, ale i tak butelka na ocenę dobrą. Muros Antigos Alvaringo Verde 2015 (79 zł) to poważny zawodnik. Mocna kwasowość, cytryny, zioła i przyjemna koncentracja, czegóż chcieć więcej? Dobre+. Wydawało się nam, że osiągnęliśmy już szczyt, ale najlepsze wino wieczoru było wciąż przed nami – Contacto Alvarinho Verde 2015 (135 zł), to naszym zdaniem crème de la crème, siódme niebo, zredukowana do metafizycznego źródła esencja odmiany. Jeśli chcecie dowiedzieć się, co fani wina określają jako mineralność wystarczy, że spróbujecie łyk z tej butelki. Bardzo dobre+.
Kolejne wina to już twórcze interpretacje Alvariaho, którymi bawi się Anselmo. Mendes Parcela Unica Alvarinho 2014 (215 zł) było starzone przez dziewięć miesięcy w 400-litrowych francuskich beczkach. W efekcie mamy butelkę, w której odnajdziemy akcenty kiszonej kapusty, ale i wanilii, tostów oraz ziół. Intrygujące wino, które łączy mineralny charakter odmiany z beczkowym zacięciem. Jeśli już nas znacie, to wiecie, że nie lubimy win, w których beczka jest zbyt dominująca, stąd nasza ocena – dobre. Podobne dojrzewanie jest udziałem Mendes Curtimenta Alvarinho 2014 (180 zł). Jednak tym razem beczka wydaje się być lepiej zintegrowana. Problemem jednak przy wszystkich beczkowanych winach Anselma jest trudność z udźwignięciem ciężaru tych waniliowo-tostowych nut wina przez niezbyt rozbudowaną strukturę butelki. Curtimenta oceniamy na dobre-.
Jeśli chcecie spróbować esencji Vinho Verde, nie szukajcie nadmiernie skomplikoiwanych butelek. Naszym zdaniem o wiele lepiej wypadły, prostsze, niebeczkowane, a za to bardziej świeże butelki. Pozostaje też pytanie, czy polski rynek jest już gotowy na takie poważne Vinho Verde, gdy przyzwoite butelki dostępne (co jakiś czas) w dyskontach mają znacznie przystępniejsze ceny…