Elisabett Foradori i jej wina


W winnym świecie istnieją pewne etykiety-symbole. Któż z nas nie chciałby móc się pochwalić zdegustowaniem do kolacji 20-letniej Sassicai? Kto gdyby mógł sobie na to pozwolić odmówiłby sobie w gwiazdowej restauracji w Paryżku kieliszka DRC? Takich nazw można by wymieniać dziesiątki – Château Lafite, Château d’Yquem, Barca Velha, Opus One…
Jest też druga grupa wspaniałych win. Tutaj na pierwszy miejscu stoi osoba, czy wręcz osobowość, która je stworzyła. Bardzo zresztą podoba się nam to słowo. Za słownikiem PWN „stworzyć” oznacza: sprawić, że coś zaczyna istnieć, powołać do życia. Czy to nie lepiej oddaje proces, w efekcie którego powstaje wino, niż tak zwykle słowa jak: „produkuje”, „wytwarza”, czy wręcz wulgarne „wyrabia”. Możemy wymienić wiele wspaniałych nazwisk stojących za słynnymi butelkami. Wystarczy wspomnieć o Angelo Gai, śp. (niestety) Giuseppe Quintarellim, kolejnym śp. Gastonie Hochar, czy w końcu o bohaterce dzisiejszego wpisu – Elisabett Foradori.
Elisabett, która bez wątpienia jest jedną z największych dam włoskiej sceny winiarskiej zasłynęła przede wszystkiem z prac nad endemicznym trydenckim szczepem: Teroldego. Dość wspomnieć, że badania nad tą odmianą zakończyły się napisaniem przez nią doktoratu, a w wyniku wieloletnich wysiłków udało się jej wyodrębnić kilkanaście starych klonów tej odmiany. Do czasu, nim wzięła Teroldego pod swoje skrzydła, szczep nie cieszył się nadmiernym szacunkiem znawców. Większość produkowanych z niego win masowo zalewała rynek północnych Włoch, a jak to zwykle bywa, za ilością nie szła w parze jakość. Elisabett natomiast postawiła sobie za cel stworzenie eleganckich i znoszących długie starzenie butelek. Mozolne prace rozpoczęła od pierwszego, wypuszczonego w 1984 rocznika. Dwa lata później powstały pierwsze butelki czołowego wina posiadłości – słynnego Granato. W 2002 roku przeszła na biodynamiczne prowadzenie winnicy. Obecnie w samym Trydencie posiada 28 hektarów winorośli, które są obsadzone w 75% przez Teroldego, 15% przez Manzoni Bianco, 5% przez Nosioli i 5% Pinot Grigio. Winnice leżą na historycznym pograniczu Trydentu i Górnej Adygi (czy w tym kontekście raczej Dolnego Tyrolu). Mezzolombardo, gdzie znajduje się winiarnia, to tereny dawnego biskupstwa Trydentu, podczas, gdy leżąca tuż za rzeką Mezzocorona była już we włościach hrabiego Tyrolu. To w tych okolicach, na niewielkiej równinie Campo Rotaliano wciśniętej między okoliczne pasma Dolomitów znajdują się najlepsze tereny pod uprawę Teroldego. Przepływająca przez dolinę rzeka Noce odpowiada zaś za aluwialne gleby, bogate w naniesione przez tysiąclecia wapienie, granity i piaskowce.
Dziś sięgamy po podstawową butelkę Foradori Teroldego Vigneti delle Dolomiti IGT 2012, którą kupiliśmy w Berlinie w cenie 23,60 eur. Winogrona fermentują w cementowych zbiornikach, a następnie dojrzewają w nich przez 12 miesięcy (część dodatkowo jest przepompowywana do beczek). Po nalaniu do kieliszka ma bardzo ciemny, wiśniowy, nieprzezroczysty kolor. W pierwszej chwili nie czujemy owocu, a za to więcej nut leśnych, drzewnej kory, igliwia, lukrecji. Usta dość lekkie, przyjemnie kwaskowe. Tutaj utrzymane pod dyktando wiśni, uzupełnionych w tle o akcenty wędzone, ziele angielskie. W finiszu do tego wyraziste, choć nieagresywne taniny. Zaskakujące, bo wydaje się być wręcz cienkie, ale to tylko pozory, bo jego struktura jest gęsta i powabna. Bardzo dobre.
Sukces, który stał się udziałem Elisabett pozwolił jej rozwinąć kilka innych przedsięwzięć i między innymi nabyć w 2002 roku udziały w winnicy w toskańskiej Maremmie – Ampeleia. Powstała ona w latach 60-tych ubiegłego wieku, w gminie Roccatederighi, 20 kilometrów na północ od Grosseto, a została założona przez szwajcarską parę – Ericę i Petera Maxa Suter. Całość obejmuje obecnie 35 hektarów winorośli. Maremma to jeden z rzadziej odwiedzanych przez turystów regionów w Toskanii. Kiedyś znany był głównie z faktu, że można tutaj było spotkać butteri, czyli toskańskich kowbojów, hodujących konie i bydło, które następnie trafiało na stoły jako słynna bistecca fiorentina. Dziś prawdziwych butteri, którzy wykonują ten zawód od pokoleń została już niestety zaledwie garstka. Sama nazwa Maremma pochodzi prawdopodobnie od hiszpańskiego słowa „marismas” oznaczającego „bagna”, „tereny podmokłe”. Takie ukształtowanie terenu nie sprzyjało rozwojowi osadnictwa, dodatkowo okoliczną ludność co i raz przetrzebiały epidemie malarii. Jednak winiarski boom, który ogarnął toskańskie wybrzeże po sukcesie Supertoskanów z Bolghieri stał się również udziałem kolejnych, położonych bardziej na południe regionów, takich jak choćby Maremma.
Winogrona użyte do stworzenia Ampeleia Kepos 2008 (zakupione w Salute w letniej promocji, cena aktualna to 77 zł za rocznik 2012; rocznik 2013 jest zaś dostępny w Winoblisko w cenie 86 zł) pochodzą z jedną z trzech parceli – Ampelaia di Sotto. Jest to 15 hektarów winorośli obsadzonych przez typowe śródziemnomorskie odmiany (głównie Grenache), położonych najbliżej morza (do wybrzeża jest stąd niecałe 30 kilometrów). Wspomniana odmiana jest dodatkowo uzupełniona o Sangiovese, Carignan oraz Alicante Bouschet. Wino dojrzewa przez 11 miesięcy w cementowych zbiornikach, a następnie przez 7 miesięcy w butelkach. Tutaj kolor jest o wiele jaśniejszy, w tonacji malinowo-czereśniowej. Na pierwszym planie mamy zdecydowaną owocowość – truskawki w śmietanie, maliny, czereśnie, porzeczki. Usta z nutami ziołowymi, palonymi, dymnymi. Do tego dojrzałe wiśnie i wtopione już, łagodne taniny. Bardzo dobre.
Gydyby chcieć znaleźć jakiś wspólny mianownik dla obu tych win, to bez wątpienia byłaby to czystość aromatów. W swojej warstwie zarówno zapachowej jak i smakowej charakteryzują się bardzo ładnie uwypuklonym tematem przewodnim (w Teroldego są to akcenty leśne, w Kepos czerwone owoce). Pamiętajcie też, że to zaledwie jedne z podstawowych etykiet z portfolio Elizabetty Foradori.