Ekskluzywna Argentyna, czyli wina z najwyższej półki

Udostępnij ten post

Dziś subiektywny przegląd najwyższej cenowo argentyńskiej półki. Win drogich (ze wskazaniem na bardzo drogie) jest w Argentynie dużo, a wielu winiarzy nie ma większego problemu żeby pompować ceny, chcąc pewnie organizować ekspedycję na Marsa albo nawet dalej.

Paradoks argentyńskich cen

Z czego to wynika? To oczywiście nieco bardziej skomplikowana sprawa. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało w Argentynie, która biednieje z roku na rok, mieszka wciąż całkiem pokaźna ilość osób abstrakcyjnie bogatych. Sporo jest choćby „starych pieniędzy”, fortun przechodzących z pokolenia na pokolenie, które od czasu do czasu lubią się napić wina za kilkaset dolarów za butelkę. Argentyńskie wina premium dobrze sobie radzą także na rynkach w Brazylii i Stanach Zjednoczonych, gdzie popyt na „górną półkę” jest duży i wysoka cena nie jest przesadną przeszkodą w zakupach. Poza tym argentyńskie winnice, bardzo często wspierane są przez zagraniczny kapitał, który również kontroluje albo przynajmniej ma dobre relacje z dużymi międzynarodowymi sieciami dystrybucyjnymi, dzięki czemu dysponuje gwarancją dotarcia do zamożnego klienta (ekskluzywne hotele, restauracje, kasyna etc.). Wreszcie, nie można zapominać o ego samych winiarzy. Skoro Amerykanie mogą, Europejczycy robią to od zawsze, to my też, prawda? Prawda.

I jeszcze jedno, zanim zacznę pisać o winie. Rozchwianie argentyńskiej gospodarki powoduje również dygot kursu dolara. I to nie jednego. Poza kursem oficjalnym i czarnorynkowym, jest mnóstwo innych kursów, gdyż rząd Argentyny wprowadza dla poszczególnych sektorów gospodarki (i tylko przez określony czas) tymczasowe reżimy wymiany. Mamy zatem dolar soja (dla producentów soji), czy dolar tecno (dla firm technologicznych), a nawet dolar Coldplay (kiedy Chris Martin i jego koledzy przyjechali do BsAs na serię koncertów). Na potrzeby tego tekstu przeliczam ceny w argentyńskich peso na dolary po kursie nieoficjalnym (nazywanym tu dolar blue). Kiedy zacząłem pisać ten tekst kurs dolara wynosił 492 pesos. Kiedy go skończę na pewno dolar będzie kosztował więcej…

To będzie chyba najprostsze. Bo może to wyglądać na przykład tak. Przyjeżdża taki wybredny winomaniak z Polski do Argentyny, idzie na ulicę Corrientes, gdzie na pewno usłyszy od przechodzącego cinkciarza „cambio, cambio” i posłusznie wymieni przywiezione ze sobą dolary. Jeżeli nie zostaje oszukany, to z reklamówką pełną argentyńskich pesos ruszy na zakupy ekskluzywnych win…

Patagonia jest w cenie

Południowe rubieże argentyńskiego winiarstwa coraz częściej są areną kolejnych debiutów nowych drogich win albo podwyżek cen etykiet wytwarzanych tu od dawna. Najbardziej spektakularnie wygląda to, co robi Hans Vinding-Diers. To duński enolog spowinowacony z rodziną Marone Cinzano, urodzony w RPA, ale dorastający we Francji. Obecnie prowadzi on Bodegę Noemia w prowincji Rio Negro. Jego pinot noir kosztuje prawie 600 dolarów – to tyle, że sprzedaje go wyłącznie w butelkach magnum albo zestawie dwóch butelek w dwóch rocznikach. Nawet dzieląc tę cenę na pół, to i tak dość sporo. Jego cabernet sauvignon to wydatek rzędu 315 dolarów, a flagowy malbec kosztuje 180 dolarów. 

Co roku sporo się dzieje w portfolio Bodega Chacra, stworzonej przez conde Piero Incisa della Rocchetta. Flagowy pinot noir 32 (1932 to rok, w którym posadzono winorośla, z których pochodzi sfermentowany sok z winogron w tych butelkach) sprzedawany jest za mniej więcej 180 dolarów. Trochę się z księcia niektórzy śmieją, bo jeszcze kilkanaście lat temu sprzedawał tego pinota niewiele ponad 7 tysięcy butelek, a dziś już ponad 10 tysięcy. Jak on mnoży krzaki z 1932 roku? Nie wiem. W ofercie Bodega Chacra znalazła się nowa linia win Sin Azufre (czyli bez dodatku sulfitów), czyste syrah, malbec, pinot noir i trousseau. Każde z nich kosztuje około 160 dolarów. Najdroższe chardonnay, robione przy współpracy człowieka z Burgundii Jean Marca Roulota, to wydatek rzędu 120 dolarów. 

W przypadku win z peryferii winiarskiej Patagonii, w prowincji Chubut, z największym przytupem cenowym wprowadza swoje wina na rynek winnica Casa Yague. Cena ich nowych win czerwonych (pinot noir i cabernet franc) i najdroższego białego (beczkowe chardonnay) wynosi około 120 dolarów za butelkę.

Mendoza ma się całkiem nieźle

Wydaje mi się, że dziś uosobieniem luksusowej, drogiej Mendozy jest Viña Cobos, winnica założona dwadzieścia lat temu przez znanego amerykańskiego enologa Paula Hobbsa. Od samego początku chodziło mu o produkowanie drogich, „dużych” win. I udało się. Na szczycie ich oferty znajdują się dwie butelki, czysty malbec Cobos i cabernet sauvignon Volturno (z domieszką malbeka i cabernet franc). Każda po 190 dolarów. Smakują jak szalik od Ermenegildo Zegna. Oczywiście gdyby był winem.

Nie można oczywiście tracić z oczu najsilniejszych marek mainstreamowych w Argentynie. Catena Zapata (w Polsce niektóre etykiety w ofercie Vininovy) ma w portfolio wino o nazwie Catena Zapata Estiba Reservada, za które w najlepszych rocznikach sprzedawca może nawet „zaśpiewać” 290 dolarów. Filozofia robienia tego wina podobna jak u Paula Hobbsa, przewaga cabernet sauvignon plus odrobina cabernet franc, do tego dużo nowej francuskiej beczki i wychodzi nam tłusty, pękaty bordos. Do tego sprzedawany jest w takim śmiesznym filcowym wdzianku. Nie wiem dlaczego. Penetrując imperium Cateny nie można zapomnieć o projekcie Laury Cateny, która wysoko w Andach realizuje projekt Domaine Nico, poświęcony tylko i wyłącznie pinot noir. Na najdroższą etykietę Le Paradis trzeba wydać ok. 190 dolarów.

Mi bardziej podoba się to co robi Sebastian Zuccardi (w Polsce niektóre etykiety w ofercie M&P). Na najwyższej półce ma sporo win z pojedynczych parceli (w cenach od 120 do 325 dolarów), ale jego filozofia jest mi bardzo bliska. Raczej nie w stronę „too much”, bardziej w kierunku win bardziej kwasowych, smuklejszych, lżejszych. Jego cabernet sauvignon Los Membrillos, uważam za jedno z najciekawszych i najbardziej eleganckich win jakie tu próbowałem. Niestety, trzeba mieć w portfelu 130 dolarów i uniknąć drżenia ręki podczas ich wydawania.  

Na co wydać worek pieniędzy? 

Jest na co. Projekt PerSe to przedsięwzięcie znanych enologów Davida Bonomi z Bodega Norton i Edgardo del Popolo z Susana Balbo Wines. Wina tylko na zapisy, trudne do dostania normalnie w sklepie i oczywiście drogie. Dwa wina flagowe Jubileus i Le Craie, które w roczniku 2021 dostało od Tima Atkina MW 100 punktów, po 200 dolarów. Tyle samo punktów dostało od niego debiutujące na rynku wino Jardín de Hormigas Los Amantes 2021 z winnicy Altos Las Hormigas i od razu łup – 160 dolarów. 

Drogie wina produkują w Argentynie Francuzi. W Bodegas Caro (w Polsce niektóre etykiety w ofercie Vininovy), które stanowi joint venture rodziny Rothschildów i Catena Zapata, pierwsza etykieta kosztuje 100 dolarów. Natomiast koncern Louis Vuitton Moët Hennessy sprzedaje wino Cheval de los Andes za około 80 dolarów. W segmencie premium bardzo chciałaby się znaleźć rodzina Bemberg (tym razem to Argentyńczycy niemieckiego pochodzenia), do której jeszcze niedawno należał browar Quilmes, jeden z największych w Argentynie. Piwo zostało sprzedane, a uzyskany kapitał zainwestowali w wino. Za najbardziej ekskluzywne etykiety odpowiada dziś jedna z gwiazd argentyńskiej enologii Daniel Pi. Najdroższa, o nazwie Pioniero, to koszt około 90 dolarów.

Innym tuzem argentyńskiego winiarstwa jest Santiago Achával, który razem z włoskim enologiem Roberto Cipresso, prowadzi winnicę Matervini. Achával sprzedał swego czasu swoje udziały w znanej winnicy Achaval Ferrer, rosyjskiemu oligarchowi Jurijowi Scheflerowi, właścicielowi marki wódki Stolichnaya (ten ostatni na pewno z dystrybucją żadnych problemów nie ma). Na najdroższe flaszki od Matervini trzeba wydać po około 100 dolarów za egzemplarz.

W tą wyliczankę można bawić się dalej, ale to chyba nie ma już sensu. Warto jeszcze wspomnieć o najdroższych winach od Karima Mussi, Susany Balbo, Michela Rollanda, z winnic Trapiche czy Mendel (tu ciekawostka, bo założonej przez familię Sieleckich, rodzinę polskich Żydów, która wyemigrowała do Argentyny jeszcze przed II wojną światową). Za duże pieniądze można również kupić zupełnie niezwykłe wina z Bodega Weinert, która sprzedaje stare roczniki jeszcze z ubiegłego wieku.

Można, ale czy trzeba?

Nie wiem. Naprawdę. To trudne pytanie, na które pewnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak wiele zależy nie tylko od zasobności naszego portfela, ale też od gustów, oczekiwań i wreszcie wrażliwości na cenę. To trochę dla mnie zbyt skomplikowane żeby móc to rozstrzygać. Cenami w tekście też nie trzeba się za bardzo przejmować, bo sytuacja w Argentynie nie sprzyja raczej poczuciu stabilności. Współzależność kursu dolara i wskaźnika inflacji ma to do siebie, że rozwija się bardzo dynamicznie. Obie te wartości rywalizują ze sobą, gonią się nawzajem, co powoduje że raz można poczuć się prawdziwym krezusem, żeby po kilku miesiącach uważnie oglądać każdą monetę, którą chce się wydać. Dlatego ceny win mogą być raz wyższe, innym razem niższe, a wszystko zależy od szaleństwa argentyńskiej ekonomii. Również dlatego nikt tu nie narzeka na nadmiar nudy, ale akurat w tym wypadku zazdrościć nie ma czego.