Dwa wina z Francji

Udostępnij ten post

Regularnie prowadzone przez Sławka Chrzczonowicza w Winkolekcji seminaria (ilość przekazywanej fachowej wiedzy nie pozwala ich bowiem nazwać jedynie degustacjami), poza niewątpliwymi walorami edukacyjnymi sprawiają, że coraz łaskawszym okiem spoglądamy na wina z Francji. Pomaga również fakt, że ursynowski Leclerc, ma świetną i szeroką selekcję francuskich butelek. Dlatego gdy raz na jakiś czas (wciąż jednak rzadko) mamy chwilowo dość butelek z Półwyspu Apenińskiego lub niemieckich Rieslingów, nasze oczy zawracają się ku winom spod niebiesko-biało-czerwonej flagi.

_DSC5791Langwedocja to jeden z tych regionów, który mimo niewątpliwego potencjału, wciąż nie może wzbić się ku prawdziwej wielkości. Od dobrych kilkunastu lat wróży się jej karierę, jednak w świadomości konsumentów wciąż są to peryferie francuskiego winiarstwa. Domaine St-Blaise La Crosse 2011 (cena ok. 40 zł) to wino z oferty wspomnianej Winkolekcji wyprodukowane w dużej strefie IGP Pays d’Herault. W kieliszkach mamy kupaż Syrah, Merlot i Carignan. Ma bardzo ciemny, nieprzezroczysty, atramentowy kolor. Pachnie oszałamiająco – ciemnych owocem (czujemy jeżyny, jagody) oraz zielem angielskim. Usta wydają się nieco zbyt mało skoncentrowane, jednak to tylko pozory. Zaraz pojawiają się świeże taniny i ponownie wyraźne nuty ciemnych owoców, uzupełnione dodatkowo o umami, ziemistość i akcenty mięsne. Soczyste, bardzo pijalne, wręcz nieprzyzwoicie hedonistyczne wino z długo utrzymującym się finiszem. Bardzo dobre-.

_DSC5793Wraz z kolejną butelką, którą mieliśmy okazję pić w ten weekend, opuszczamy Langwedocję i ruszamy na wschód do Doliny Rodanu, a konkretnie ku północnej jej części. Miesiąc temu opowiedzieliśmy Wam o Hermitage, słynnym wzgórzu obejmującym jedynie 130 hektarów winorośli. Wokół niego, czerpiąc nieco ze sławy swojej „matczynej” apelacji rozłożyła się Crozes-Hermitage AOC. Jest znacznie większa, bo obejmuje już ponad 1400 hektarów, stając się tym samym największą w Północnym Rodanie. Oczywiście dominuje tutaj wciąż Syrah, które jest jedynym dozwolonym czerwonym szczepem. W blendzie dopuszcza się jego uzupełnienie o 15% Marsanne i Roussanne. Obie białe odmiany można również butelkować razem już bez dodatku Syrah (jednak białe wina stanowią jedynie 10% lokalnej produkcji). W Leclercu zaopatrzyliśmy się w butelkę Cave de Tain Sélection „Galets” Crozes Hermitage 2013 (49 zł). Cave de Tain do potężny producent, który posiada 1000 hektarów winorośli w apelacjach Hermitage, Crozes Hermitage, Saint Joseph, Cornas i Saint Peray. Dość powiedzieć, że na swojej stronie chwali się, że produkuje 50% win pochodzących z Crozes Hermitage. Jak zaś prezentuje się butelka od takiego potentata? To Syrah pachnie wiśniami i porzeczkami. W tle przewija się, na szczęście mało wyraźna, podwórkowa nuta. Usta lekko zbudowane, tu mamy więcej śliwek, a wszystko okraszone delikatnie ziołowym posmakiem. Do tego dość wyraźne taniny. Nieskomplikowane, niedopowiedziane, trochę rozczarowujące. Dobre.

Robert: Nie sądziłem, że dojdzie do takiej chwili, gdy po winie z Francji (Domaine St-Blaise La Crosse 2011), otwierając z kolei Judeka Vittoria Frappato 2014 z Almy, skądinąd przecież wino obiektywnie dobre, będę odczuwał pewien niedosyt. Może to chwilowy przesyt Włochami, może tęsknota za winami nieco chłodniejszymi, z niższym poziomem alkoholu? Grunt, że w wyniku tego trafiamy na kolejne smakujące nam butelki, choć z dwóch wskazanych powyżej znaczenie lepiej prezentuje się wspomniany St-Blaise.

Marta: Już dawno nie piłam wina, które tak po prostu, zwyczajnie mi smakowało. Nad Domaine St-Blaise La Crosse 2011 nie musiałam się nadmiernie zastanawiać, czy zadumać. Popijałam je podczas zwykłej sobotniej krzątaniny w domu i już dawno te weekendowe porządki nie były tak przyjemne. Crozes-Hermitage może nie było kiepskie same w sobie, po prostu trafiło na złą butelkę do porównania i nie wytrzymało tej próby.