Dwa burgundy z Winoblisko

Udostępnij ten post

DSC_0181Wiele razy opowiadaliśmy o naszej miłości do Barolo, pięknych, rozwijających się przez lata win. To, co stanowi o sile tych butelek i co jest esencją otulającej je magii, jest niesamowita i rzadko spotykana możliwość oddawania przez nie niuansów terroir. Próbowanie pozycji pochodzących ze wzgórz odległych od siebie czasem o kilkaset metrów, czy nawet etykiet z różnych części danej winnicy pozwala zrozumieć potencjał drzemiący w Nebbiolo. Co by jednak nie mówić o tym włoskim regionie, to sam pomysł wyodrębnienia poszczególnych cru i osobnego winifikowania pochodzacych z nich winogorn nie jest autorskim pomysłem Piemontczyków. Został on bowiem zaczerpnięty z Burgundii.

Przejeżdżając przez ten region trudno zrozumieć na czym polega jego fenomen. Wzgórza są niewielkie, większość obszaru leży na wysokości 200-400 metrów, a zbocza nie należą do nadmiernie stromych. Sporo winnic wcale nie ma teoretycznie najlepszej, południowej ekspozycji. Również klimat nie należy do szczególnie rozpieszczających winogrodników. Wiosną zagrożeniem są przymrozki (będące problemem choćby w tym roku, wiele winnic straciło nawet 80%-90% przyszłych zbiorów). O sile burgundzkich win stanowi natomiast wapienna gleba i prowadzony od setek lat skrupulatny rejestr najlepszy parceli, słynnych premier oraz grand cru, co pozwoliło wyselekcjonować niewielkie, czasem kilkuhektarowe miejsca, gdzie Pinot Noir albo Chardonnay (dwa miejscowe królewskie szczepy) potrafią dawać niesamowite wina.

Problemem, który wciąż powstrzymuje nas przed odważniejszym zagłębieniem się w gąszcz tych etykiet (użyte słowo nie jest przypadkowe, gdyż Burgundia to ponad 100 wyodrębnionych apelacji AOC, więcej niż 500 wyznaczonych premier cru i 40 grand cru) jest niestety cena. W ostatnich dziesięcioleciach ceny burgundów poszybowały do niebotycznych poziomów. O ile nie jest większym problemem znalezienie etykiet z podstawowych apelacji takich jak AOC Bourgogne w cenie 40-50 zł, to o tyle za wina z wyżej sklasyfikowanych apelacji gminnych, nie mówiąc już o premier czy grand cru, trzeba zapłacić kilkaset złotych. W tym porównaniu Barolo jest na szczęście wciąż bardziej konkurencyjne (choć wzmożone zainteresowanie Chińczyków sprawia, że i tutaj ceny zaczynają niebezpiecznie rosnąć).

IMG_8172Z uwagi na powyższe warto polować na perełki, jaką jest (lub była, bo według strony internetowej importera – Winoblisko – obecnie jest niedostępna) – Domaine Méo-Camuzet Bourgogne Rouge 2011. Kupiliśmy je rok temu w cenie 98 zł. Méo-Camuzet to rodzina posiadająca  łącznie 14 hektarów winorośli, która rozpoczęła wypuszczać butelki pod własnymi etykietami w roku naszych narodzin (a więc w 1985). Posiadają działki na czterech grand cru (Richebourg, Clos de Vougeot, Corton, Échezeaux) i dziesięciu premier cru. Co prawda próbowana przez nas butelka to wino pochodzące ze skupowanych gron, ale naszych skromnym zdaniem to pozycja o świetnej relacji jakości do ceny.

W nosie jak dość gęste, z podsmażanym owocem utrzymanym w tonacji dojrzałych wiśni oraz śliwek. Do tego pojawiają się akcenty umami, ziół, lukrecji. Usta dla odmiany lżejsze. Choć i tutaj owoc jest dojrzały, to jednak świeży, lekki i soczysty. Mamy wiśniową pestkę, pojawia się liść laurowy i pieprzny finisz. Po spędzeniu kilku chwil w kieliszku nabiera większej ogłady i powietrzności. Bardzo dobre-.

Traf chciał, że ostatnimi czasy mieliśmy również okazję odwiedzić Dyletantów, a więc nowy pomysł twórców Winoblisko. Jako, że trafiła się ku temu okazja, skusiliśmy się na wino z nieco wyższej półki – Domaine Tortochot Gevrey-Chambertin Les Corvées 2011. To wino pochodzące z pojedynczego siedliska (które jednak nie ma statusu premier cru), w nosie wydaje się być bardzo zwiewne, leciutkie. Po chwili zdajemy sobie sprawę, że to co można by uznać za nieśmiałość, czy wręcz skrytość, to po prostu bardzo świeży, nienarzucający się wiśniowy owoc. Podobnie układa się w ustach. Owocowość jest elegancka, lekka, ale czysta jak łza, przyprószona roztartymi na pył płatkami róży. Do tego dochodzi znakomita kwasowość i delikatne taniny. Bardzo dobre+.

Pamiętamy jak kilka lat temu nie potrafiliśmy zrozumieć wielkości win z Burgundii. Dziś już zupełnie nie trzeba nas do nich przekonywać. Oby tylko cześciej można było sięgać po te butelki…