Dorsz/cukinia/jogurt + Grauburgunder z Nahe

Zwykle wymyślając/przygotowując nowe danie wychodzimy od głównego składnika. A więc mamy np. golonkę jagnięcą (jak ostatnio) i skupiamy się na niej a dodatki (które nie grają głównej roli) dobieramy później. Muszą nam pasować, ale każdy może sobie stworzyć inny akompaniament do przewodniego motywu. Dziś wyszliśmy jednak o drugiej strony. Uwielbiamy cukinię i jemy ją na wiele sposobów. Nie było jednak w Winniczku placków z tego warzywa. Tak więc do dzisiejszego dania doszliśmy zaczynając od dodatku – czyli właśnie placuszków z cukinii. Do nich usmażyliśmy polędwicę z dorsza z dodatkiem smażonej papryki Ramiro z szalotką i zimnym sosem jogurtowo-koperkowym. Jest teraz końcówka sezonu na dorsza norweskiego „Skrei”, wiec może uda Wam się jeszcze go dostać – zdecydowanie warto.
Zacznijmy więc od placuszków. Cebulę kroimy w cienkie piórka i szklimy na oliwie z oliwek na wolnym ogniu. Przekładamy do miski. Ścieramy cukinię na grubej tarce i odsączamy z ewentualnego nadmiaru płynu. Dodajemy do cebuli. Siekamy rozmaryn i ścieramy skórkę z cytryny. Dodajemy je wraz z ricottą, białkiem i mąką do reszty składników. Mieszamy. Formujemy małe placuszki i smażymy na oleju na złoty kolor. Wyciągamy łyżką cedzakową i odsączamy placki na papierowym ręczniku. W międzyczasie na drugiej patelni szklimy na oliwie z oliwek posiekaną szalotkę. Dodajemy na patelnię drobno posiekaną paprykę Ramiro i smażymy jeszcze razem z szalotką kilka chwil. Doprawiamy solą i pieprzem, przekładamy do miseczki. Na następnie smażymy posolone i popieprzone filety z dorsza. Sos to już igraszka. Do dobrej jakości jogurtu greckiego dodajemy posiekany koperek, sól i pieprz, całość mieszamy. Na talerzu układamy filet z dorsza, na nim smażoną paprykę, obok układamy placuszki z cukinii i sos jogurtowy.
Zastanawialiśmy się nad winem do naszego dania – potrzebujemy trochę ciała, trochę kwasowości, większą materię, ale też wina, które może być lekko aromatyczne, ale nie przytłacza. Na zakupy wybraliśmy się do Wine&You na Mokotowie. Mały importer i jeszcze mniejszy sklep. Za to świetna selekcja europejskich win (Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Austria) i do tego w znakomitych cenach. Dodatkowo atutem tego miejsca jest swobodna atmosfera i profesjonalizm. Zawsze wchodzimy tam z zamysłem kupna 1-2 butelek, a spędzamy tam pół godziny i 4 butelki stają się naszą własnością. Warto odwiedzić ten sklep!
Po krótkiej naradzie postanowiliśmy połączyć dorsza z placuszkami z wytrawnym Grauburgunderem z Nahe. Pinot Grigio jest szczepem odpowiedzialnym za masówkę z płaskich terenów Veneto. Nie szufladkujmy jednak z niego zrobionych win, gdyż potrafią być naprawdę interesujące i znakomitej jakości – z dobrą koncentracją, ciałem, a także mocniejszym owocowym akcentem. Zwróćcie uwagę szczególnie na wina z Friuli, Trentino, Alto-Adige, niemieckich apelacji czy Alzacji z której to wina są często w stylu off-dry, czyli słodsze i bardziej skoncentrowane.
Postawiliśmy na Grauburgunder Trocken Nahe 2015, Weingut Sinss. Mamy więc północne Pinot Grigio – liczymy na kwas i może trochę cytrusów. Wino jest raczej jasnego koloru, ale ma taką lekko cieplejszą poświatę. Nos jest gesty, pełen słodszych owoców. Pojawiają się też nuty cytrynowe i niedojrzałego banana. Usta o średniej (+) kwasowości, która przyjemnie szczypie w język. Dużo nut niedojrzałej brzoskwini i pomelo. Raczej dłuższy, odświeżający finisz. Zdecydowanie dobre! 87/100 Jak już wspomnieliśmy wino kupiliśmy w Wine&You za 54 PLN.
W kontakcie z jogurtem i placuszkami mamy trochę słodkawych doznań, ale wszystko jest zrównoważone. Przy dorszu zaczyna być już cytrynowo i świeżo. Wydaje się z początku, że może za bardzo, ale potem smaki się „układają” i Grauburgunder wypada bardzo poprawnie! Podobało się nam.
Do następnego!
A&W