Domaine du Tariquet w Kruliq Wine&Art

Dawno, dawno temu żył sobie treser niedźwiedzi… Nie martwcie się, wbrew pozorom nie zamierzamy uraczyć Was żadną bajką. Ale taki jest bowiem początek historii, gaskońskiej winnicy Domaine du Tariquet, której wina niedawno mieliśmy okazję degustować w Kruliqu. O tej opowieści można by nakręcić dobry film, dlatego nim przejdziemy do samych win, warto ją choć trochę przybliżyć.
Nasz bohater – Artaud, wychował się w wiosce Ercé u podnóży Pirenejów. Lokalni chłopi znaleźli wąską specjalizację swojej działalności, zajmowali się właśnie tresurą niedźwiedzi. Artaud podróżował wraz ze swoimi oswojonymi bestiami po całym świecie, przez wiele lat żył za oceanem, w Stanach Zjednoczonych, a na stare lata postanowił wrócić do Francji. Wtedy też zakochał się w posiadłości Tariquet i postanowił ją wykupić. Niestety wykonywany przez niego zawód nie był zbyt dochodowy i Artaud nie posiadał wystarczających funduszów. Dlatego po pomoc zwrócił się do swojego syna, który został w Stanach i pracował jako barman. Tak więc Jean Pierre wraz z ojcem zakupili winnicę Domaine du Tariquet.
Jean Pierre wrócił do ojczyzny dopiero w 1914 roku. Jako patriota ruszył na front I wojny światowej, gdzie został ranny i stracił pamięć. Pozostawał w szpitalu we Francji aż do 1922 roku i dopiero wtedy wsiadł na statek do Nowego Jorku. Okazało się, że jego żona Pauline przez te wszystkie lata cierpliwie czekała na swojego ukochanego, codziennie wypatrując go na statkach przypływających z Europy. Wkrótce małżonkowie zdecydowali o ponownym powrocie do Francji. Tam też urodziła się ich córka, Hélène.
W tym czasie we Francji dorastał również potomek hiszpańskich emigrantów, Pierre Grassa. Pod koniec lat 30-tych osiadł w Bordeaux i zarabiał jako fryzjer. Jego dotychczasowe życie przerwała kolejna z wielkich wojen XX wieku. Powołany do wojska, wraz ze swoim batalionem trafił do niemieckiej niewoli. Szybko z niej uciekł i przyłączył się do partyzantów, którzy operowali w południowo-zachodniej Francji. Wtedy też poznał Hélène, w której się zakochał i po wojnie para postawiła w końcu winnicę Tariquet na nogi.
Początkowo, jak większość miejscowych winiarni, skupiali się na produkcji armaniaków (wódki destylowanej z wina). Jednak w 1982 roku (jako pionierzy w okolicy) rodzina Grassa postanowiła produkować również białe wina. Obecnie roczna produkcja jest naprawdę potężna – 8-9 mln butelek.
Tariquet Classic 2014 (40 zł) – podstawowe wino producenta stanowiące kupaż 45% Ugni Blanc (odmiana tożsama w włoskim Trebbiano), 35% Colombard, oraz po 10% Sauvignon Blanc i Gross Manseng. Było to pierwsze z win Tariquet, które weszło do produkcji (choć przez lata skład ulegał zmianom). Jest bardzo owocowe (mango, marakuja) z dodatkiem nut trawiastych, agrestowych. W ustach o wysokiej kwasowości, lekkie, świeże i bardzo orzeźwiające. Butelka którą warto mieć w lodówce w ciepły, letni dzień. Dobre.
Tariquet Sauvignon Blanc 2014 (45 zł) – 100% Sauvignon o ekspresji mniej tropikalnej, niż odpowiedniki choćby z Nowej Zelandii. Na pierwszy plan wychodzą tutaj elementy ziołowe, agrest, biała porzeczka. Mamy też charakterystyczne siano i świeżo skoszoną trawę. Dobrze kwaskowe z długim posmakiem. Dobre+.
Tariquet Chardonnay 2014 (45 zł) – jak wiecie nie przepadamy za tym szczepem, zwłaszcza w jego beczkowych interpretacjach. Tutaj co prawda 1/3 wina dojrzewa w beczkach, ale dodają mu one ciała, jednocześnie nie obciążając butelki waniliowymi nutami. Czujemy gruszę, jabłko, melona i zioła. Zapach nie jest nadmiernie rozłożysty, ale przyjemnie owocowy. Beczkowa wanilia wychodzi dopiero gdy wino zaczyna się ocieplać. Ma więcej struktury niż poprzednicy, ale nadal utrzymane jest w lubianym owocowym nurcie. Dobre+.
Tariquet Reserve 2013 (55 zł) – tutaj beczki już nie żałowano. Wino jest mieszanką Gros Manseng (40%), Chardonnay (30%), Sauvignon Blanc (20%) oraz Semillion (10%). Każdy ze szczepów winifikowany jest oddzielnie, dojrzewa przez 6 miesięcy w beczkach i dopiero później są one blendowane. Następnie wino przez kolejne 12 miesięcy układa się w butelkach. Nos jest zaskakujący – miodowo-kwiatowy. Do tego melon, zioła i morele. Usta delikatnie kwaskowe, ponownie z miodowym posmakiem. Ciekawe, bardzo dobre-. Polecane do kremowych serów i makaronu z rydzami podsmażanymi na maśle.
Tariquet Prèmieres Grives 2013 – słodkie wino z późnego zbioru (1-10 października) ze szczepu Gros Manseng. Nazwa pochodzi od drozdów (grives), które upodobały sobie dojrzałe, pełne cukru owoce winogron. W nosie o zapachy cytryn karmelizowanych w miodzie. Usta o zachowanej kwasowości z dodatkiem fig, słodkich moreli, miodu. Idealny balans słodyczy i kwasowości. Chciałoby się spróbować je do foie gras, albo miękkich serów. Bardzo dobre-.
Pomimo masowej produkcji, butelki z Tariquet pokazały, że są bardzo równe i mają dobrą jakość. Importerem win jest DELiWINA, butelki dostępne m.in. w Kruliq Wine&Art.