Dom Wina i „Ogrody wina” w Warszawie

Po raz kolejny do Warszawy zawitały „Ogrody wina”, a więc salon degustacyjny krakowskiego importera Dom Wina. Przedstawiono nam 35 producentów win, ale i mocniejszych alkoholi z portoflio firmy. Wśród zaprezentowanych krajów znajdowały się Francja, Hiszpania, Węgry, Włochy, Izrael, Argentyna, Portugalia, RPA, Gruzja, Chile, Peru i Nowa Zelandia. Nie sposób opisać wszystkie spróbowane butelki, dlatego opowiemy o tych, które nam najbardziej przypadły do gustu.
Riesling Grand Cru Steinert Domaine Reiflé 2010 (124 zł) – ten alzacki producent szczyci się historią sięgającą 1850 roku. Wino pochodzi z grand cru leżącego nieopodal miasteczka Pfaffenheim, na wapiennej glebie. W nosie o słodkawych mandarynkowych nutach. Dla kontrastu usta wyraźnie kwaskowe, oleiste. W tle również delikatne nuty maślane. Wino o ładnej ewolucji, bardzo dobre-.
De Neuville Crémant de Liore Blanc de Blanc Brut NV (79 zł) – z Alzacji przenosimy się do Doliny Loary i próbujemy musujące wina od dużego producenta Ackerman. Butelka stanowi kupaż Chenin Blanc (60%), Chardonnay (30%) oraz Cabernet Franc (10%). O dobrej kwasowości, chrupkie i świeże. Z nutami cytrusa i ziołowym posmakiem. Dobre+.
De Neuville Muscadet Sèvre et Maine 2012 (55 zł) – tak lubiane przez nas wino ze szczepu Melon de Bourgogne. Przez co najmniej 6 miesięcy dojrzewało na osadzie. Muscadety zazwyczaj nie oszałamiają aromatami, swą siłę czerpiąc z potężnej, kamiennej kwasowości. Przeżyliśmy zaskoczenie, bo butelka ta była bardzo aromatyczna, czuliśmy głównie przejrzałe jabłka. Usta lekko oleiste, a kwasowość jak na Muscadety nie jest wysoka. Dobre+.
Auriola Châteauneuf-du-Pape Laudun Chusclan 2012 (162 zł) – ta rodańska spółdzielnia powstała w 1939 roku, obecnie zresza zaś 250 producentów. Już pozycje z niższej półki były bardzo przyjemne, ale Châteauneuf wyraźnie wybijał się na ich tle. Mimo, że za młody, jeszcze zabity beczką, ale czający się tle owoc (wiśnie i truskawki) oraz drapiące taniny stanowią dobry prognostyk na kolejne lata. Dobre+.
Saso di Sole Brunello di Montalcino 2004 (197, 50 zł) – Brunello o wyraźnej ewolucji. W kieliszku z brunatnymi refleksami. Zapach bogaty: tytoń, czekolada, kawa, dojrzałe ciemne owoce. W nosie gęste, ale za to usta zaskakująco płaskie. Mało ciała i koncentracji. Jednak już ciekawy nos zasługuje na dobre+.
Quota 29 Menhir Salento 2012 (56,50 zł) – ach te wina z dołu włoskiego buta. Za każdym razem na nowo próbujemy je okiełznać. Tym razem właśnie ta butelka przypadła nam do gustu. Wszystko za sprawą dobrych tanin, które nie pozwalają winu przeistoczyć się w sok z winogron. Do tego lekka lotna kwasowość, żurawina i zbutwiałe liście. Ciekawa, niejednoznaczna i dobra butelka.
Yarden Cabernet Sauvignon 2011 (125,50 zł) – mieliśmy okazję spróbować win z tej izraelskiej winnicy na innej degustacji importera. Ten Cabernet ma ładny pieprzny zapach. Usta soczyste, z porzeczkową owocowością i dobrymi taninami. Bardzo dobrze technicznie zrobione wino. Dobre+.
Mount Hermon Moscato (56,50 zł) – to był jeden z hitów degustacji, po który wracały tłumy. Przyjemne miodowo-cytrynowe Moscato, świeże i lekkie, choć odrobinę większa kwasowość zrobiła z tego absolutny strzał w dziesiątkę. Na razie dobre+.
Zeus Huba Szeremley 2003 (155 zł) – ostatni winny strzał tego wieczoru to wino znad Balatonu. Może nie jest to Tokaj, ale i tak ma klasę. Usta z wciąż ładną owocowość, choć brakuje kwasowości. Mamy miód, nuty grzybowe, morelę. Wszystko ładnie poskładane w całość, dojrzałe i nieprzesadnie słodkie. Bardzo dobre.
Degustacja pokazała bogate portfolio importera. Pozostaje mieć nadzieję, że znajdzie się jeszcze wiele okazji aby powrócić do tych win.