Dobogó – mocne uderzenie na początek roku

Udostępnij ten post

Słuchając Attili Domokosa, który zawitał do Warszawy na zaproszenie Roberta Mielżyńskiego, gdzieś z tyłu głowy pojawił się mały dysonans. Trudno było bowiem uwierzyć, że za winami Dobogó stoi potężna rodzina Zwack (jednocześnie będąca właścicielami słynnego węgierskiego likieru Unicum), kiedy jego postawa i podejście wskazywały na doświadczenie, że mamy do czynienia z niewielkim, rodzinnym wręcz producentem.

Rzeczywiście ta powstała w 1995 roku winiarnia jest nieduża, areał winnic to zaledwie 5 hektarów. Attila jako winemaker rozpoczął pracę w Dobogó w 2003 roku, a siedem lat później został również współwłaścicielem firmy. Od samego też początku zdecydował o mocnym postawieniu na produkcję wytrawnych Furmintów, które w ciągu ostatnich lat stają się nową wizytówką regionu.

Winnice Dobogó zlokalizowane są w okolicach miasteczka Mád, na słynnych parcelach Betsek, Szent Tamás i Úrágya. Co ciekawe, oprócz świętej białej trójcy tokajskich odmian – Furminta, Hárslevelű i Sárgamuskotály, Attila zdecydował o uprawie Pinot Noir (mieliśmy okazję spróbować tej czerwieni – opis znajdziecie poniżej). Równie interesujace było też spojrzenie Attila na poszczególne, minione roczniki. Powiedział, że nie ma dobrych i złych lat, są tylko te proste i trudniejsze. Stwierdzenie to jest o tyle zaskakujące, że zdarzają się okresy, gdzie stracił on nawet 70% zbiorów jak w 2014 roku.

Dobogó nie spieszy się z wypuszczaniem na rynek nowych roczników, a obecny dostępny w sprzedaży wytrawny Furmint pochodzi z 2016 roku. W dobie, gdy nowe butelki są najczęściej wypuszczane zaledwie kilka miesięcy po zbiorach, jest to godna podziwu wstrzemięźliwość i danie konsumentom szansy na zakup wina rzeczywiście gotowego do otwarcia.

Bieżące dostępne w sprzedaży roczniki w ofercie Roberta Mielżyńskiego znajdziecie w cenie 79 zł w przypadku wytrawnego Furminta (2016 i 2015) i 272 zł dla Aszu (2011).

Pionowa degustacja wytrawnych Furmintów

Degustację rozpoczęliśmy od serii wytrawnych, podstawowych Furmintów. Powstają one w ten sam sposób – po delikatnym wyciśnięciu soku dojrzewają przez kilka miesięcy we francuskich, włoskich i węgierskich beczkach (roczniki różnią się jedynie proporcją nowych baryłek do tych używanych), ale bez battonage, czyli bez mieszania pozostającego w dębie wina. Następnie przed wypuszczeniem na rynek Furminty długo, nawet ponad 2 lata dojrzewają w butelkach.

Dobogó Furmint 2018

Jak na tak młodziutkie wino aromat jest już ładnie rozbudowany, pachnie dojrzałymi jabłkami, gruszkami czy nawet mango i mandarynkami. Furmint to szczep o kwasowości mogącej się równać z tą znaną choćby z mozelskich Rieslingów i tutaj ukazana jest ona w pełnej krasie, skrząca się, intensywna, strzelista. Finisz mineralne, stalowy. Znakomite- (92/100).

Dobogó Furmint 2017

Ten rocznik niesie w sobie jeszcze więcej egzotyki i słodkiego owocu, zapach jest intensywniejszy, mocniej zarysowany, pełniejszy. Dominują morele, brzoskwinie, z dodatkiem delikatnych białych kwiatów i wosku. Za to w ustach wciąż kwaskowe, choć w końcówce pojawia się pewna suchości. Bardzo dobre (90/100).

Dobogó Furmint 2016

To właśnie ten rocznik jest obecnie dostępny w sprzedaży. Świeże owoce powoli przeistaczają się w aromaty skórek jabłek, mirabelek, z delikatnymi odcieniami suszonego siana, pszczelego wosku i ziół. Kwasowość nie jest tak agresywna jak w młodszych winach, ładnie wtapia się w całą strukturę, całość nabiera większej ogłady. Dopiero w finiszu ponownie wybrzmiewa ta ostra, kamienna mineralność. Wino pozostaje bardzo wyraziste, stanowcze. Znakomite (93/100).

Dobogó Furmint 2007

Attilia wspomina, że 2007 rok był najgorętszym jaki pamięta (nawet 2017 był jego zdaniem chłodniejszy), a temperatura w połowie sierpnia przekroczyła 41-42C. Byliśmy ciekawi, jak przetrwał Furmint z takiego trudnego rocznika, zwłaszcza, że po huraoptymistycznych prognozach na temat potencjału dojrzewania tej odmiany, krytycy winni stają się ostatnio nieco bardziej wstrzemięźliwi. Już złoty kolor udowadnia, że mamy do czynienia ze znacznie starszym winem. Zaczyna się nutami poobijanych jabłek, potem dochodzi nieco orzechów i sporo pszczelego wosku. W ustach oleiste, z niską kwasowością, ale dalej mocno zaznaczoną mineralnością i bardzo wytrawnym, surowym posmakiem. Może już nie tak sprężyste, ale wciąż żywe. Bardzo dobre (90/100).

Pionowa degustacja 6-puttonowych Aszú

Wiecie, jak powstają słynne wina Aszú? Proces ten wcale nie jest prosty. Najpierw z mieszanki owoców w pełni zdrowych (bez szlachetnej pleśni Botrytis cinerea), jak i takich już dotkniętych botrytisem produkowane jest wino bazowe, zwane Mylitta. W czasach już słusznie minionych wielu winiarzy nie przykładało zbytniej uwagi do jego jakości, wychodząc z założenia, że wysoki poziom cukru w Aszú zniweluje ewentualne braki, czy wręcz wady wina. Attila ma diametralnie inne podejście, bardzo dbając o jakość Myllity. Następnie zbierane są ręcznie już same zbotrytyzowane grona, które są w dalszej kolejności rozgniatane, przerabiane na pastę i dodawane do fermentującego wina bazowego. Proporcja pasty Aszú w stosunku do wina bazowego przekłada się na tzw. liczbę puttonów w winie i co za tym idzie ostateczny poziom słodyczy.

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2016

Poza poziomem cukru i kwasowości, roczniki słodkich win Attili różnią się też proporcjami użytych szczepów. W 2016 roku był to głównie Furmint, uzupełniony o niewielką ilość Hárslevelű. Jest jeszcze młodziutkie, niepoukładane, mocno cytrusowe. Pięknie skoncentrowane, ze wspaniałą materią i ponad 9 gramami kwasowości, które świetnie kontrują 160 gram cukru. Grzechem jest otwieranie tej butelki przed 2030 rokiem. Znakomite (93/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2015

W tym roczniku do Aszú trafił też Sárgamuskotály, co przełożyło się na bardziej egzotyczny, słodszy aromat. Pachnie brzoskwiniami w zalewie cukrowej, miodem i kwiatami. Wydaje się słodsze od poprzednika, choć oczywiście kwasowości również nie brakuje. Hedonistyczne, przyjemne, ale dość pluszowe, niezbyt złożone. Bardzo dobre+ (91/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2014

To pierwsze ze spróbowanych słodkich win, gdzie zaczynają się pojawiać elementy świadczące o ewolucji – suszone morele i suszona skórka pomarańczowa. Do tego mamy nieco orzechów, ale już w ustach więcej cytrusów i ponownie mocną, wyrazistą kwasowość. Całość jest bardzo elegancka, widać, że wszystkie elementy zaczynają znajdować swoje miejsce. Znakomite+ (94/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2012

Mimo, że cukru mamy aż 200 gram, to kwasowość jest na poziomie „zaledwie” 7 gram. Czuć to na podniebieniu, gdzie to jednak słodycz dominuje. Wino jest bardzo nasycone, pachnie suszonymi morelami, grzybami, słodkimi gruszkami, miodem. Nie tak świeże jak 2014, ale wciąż nie jest to Aszu zaklejające podniebienie cukrem. Bardzo dobre (90/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2011

O rok starsza butelka ma zupełnie innych charakter. Obok już nieodłączonych w winie o takim wieku nut miodu, suszonych moreli i brzoskwini pojawia się przyjemna cytrynowość. Podobnie w ustach, to jabłka i cytrusy odgrywają pierwszoplanową rolę, a całość jest świetnie zachowana, nie posunięta w latach. Znakomite+ (94/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2010

W tym wyjątkowo deszczowym roku Attila stracił całość gron Hárslevelű i Sárgamuskotály, stąd nietypowo wino powstało w 100% z Furminta. Pomimo 200 gram cukru mamy też 12 gram kwasowości, w aromacie zaś zamiast moreli i miodu dominują słodkie jabłka, gruszki, skórka z cytryny. Na podniebieniu szaleńczo kwaskowe, niesamowicie energetyczne, praktycznie zatopione w czasie, bez oznak ewolucji. Przepiękne wino. Arcydzieło- (95/100).

Dobogó Tokaji Aszú 6 Puttonyos 2006

Rok 2006 uchodzi w Tokaju za jeden z najlepszych w ostatnich latach. Również Attila przyznaje, że praktycznie wszystko było wówczas idealne. W składzie tym razem ze sporym udziałem Muscata, którego jest tu 20%. Również koncentracja cukru jest niesamowita, bo sięga 230 gram, przy aż 13,7 gramach kwasowości. Choć w nosie aromaty zmierzają już w stronę suszonych owoców, skórki pomarańczowej, herbacianego suszu, to w ustach wino jest wręcz lekkie, zwiewne, intensywnie kwaskowe, nieco maślane. Może przetrwać wieki. Arcydzieło (96/100).

Jeszcze trzy ciekawostki

Do świetnego risotto z truflami mogliśmy spróbować dwóch dodatkowych win:

Dobogó Úrágya Furmint 2018

Dopiero od niedawna Attila zdecydował się na wypuszczanie Furmintów z pojedynczych siedlisk. Ta butelka ze słynnej parceli Úrágya jest dopiero pierwszym zabutelkowanym rocznikiem. Na winnicy dominuje czerwona glina o dużej zawartości wapienia, a nachylenie sięga 15 stopni. Parcele Dobogó leżą zaraz obok tych należących do prekursora produkcji wytrawnych win w Tokaju, legendarnego Istvána Szepsy. Wino jest jeszcze ekstremalnie młodziutkie i na razie bardzo zamknięte. Pachnie mineralnie, z jedynie delikatnym muśnięciem jabłek i gruszek. W ustach przyjemnie woskowe, ze świetną koncentracją i napiętą strukturą. Piękne, ale wrócilibyśmy do niego najwcześniej za 3-4 lata. Znakomite- (92/100).

Dobogó Pinot Noir 2015

Nasadzenia Pinota Attila rozpoczął w 2005 roku, bazując na czterech różnych burgundzkich klonach odmiany. Wino pachnie czerwonymi porzeczkami, ale jest też mocno ziemiście, liściaste. Na podniebieniu utrzymane w podobnym, nieco rustykalnym charakterze. Tokajskie terroir daje o sobie znać w mineralnym posmaku. Autentyczne i smaczne, choć nie jest to jakieś wielkie wino. Bardzo dobre (90/100).

A do pleśniowego sera z Alto Adige zaserwowano nam prawdziwą perełkę:

Dobogó Tokaj Essencia 2018

Tokajska esencja, to szalenie rzadki (i niebywale drogi) trunek, w zasadzie bowiem trudno nazywać go winem. Gdy ręcznie zebrane grona dotknięte szlachetną pleśnią, przeznaczone do produkcji win kategorii Aszú czekają na przerobienie na pastę, pod wpływem ciężaru z owoców wycieka niewielka ilość soku. Zwykle jest on dodawany do Aszú, ale czasem producent zatrzymuje niewielką część, poddaje je powolnej fermentacji (trwającej nawet kilka lat) i w symbolicznych, aptekarskich wręcz ilościach, butelkuje. Esencja przywieziona przez Attilę w malutkiej buteleczce ma aż 750 gram cukru, 19 gram kwasowości i jedynie 0,5% alkoholu. W zasadzie nie jest to ciecz, ale rodzaj półpłynnego nektaru, o konsystencji przypominającej miód. Fenomenalnie skoncentrowana, smakuje jak esencjonalny syrop ze słodkich gruszek, moreli i miodu, z posmakiem herbaty Earl Grey. Ma się wręcz wrażenie picia (albo może raczej sączenia) jakiejś boskiej ambrozji. Trudno poddać je ocenie, bo Essencia wymyka się wszelkim klasyfikacjom. To czysty hedonizm.

Degustacja przeprowadzona przez Attilę była niemal jak iluminacja. Nie pijamy zbyt wiele win z Tokaju, zdarza się nam więc odrobinę zapomnieć jak wspaniałe to mogą być butelki. Dobogó nam to przypomniało z całą, niesamowicie przyjemną i arcysmaczną, mocą.