Degustacja Rieslingów z dobrewino.pl

Udostępnij ten post

Do 28 maja trwa Riesling Weeks, czyli cykliczna inicjatywa Niemieckiego Instytutu Wina mająca na celu propagowanie tego królewskiego białego szczepu winorośli. W jej ramach sklepy i importerzy organizują rozmaite akcje promocyjne, rabatowe, degustacje i kolacje – szczegóły znajdziecie na stronie wspomnianej organizacji.

Nas do wychwalania win z tej odmiany nie trzeba namawiać, od lat sami jesteśmy zagorzałymi ich orędownikami (na którejś z degustacji z przymrużeniem oka sugerowano nawet, że jesteśmy opłacani zza Odry). Rieslingi dominują na naszych półkach i zjawiają się często w naszych kieliszkach. Nie skupiamy się jednak tylko na tym, co oferują katalogi polskich importerów, sami aktywnie poszukujemy świetnych pozycji bezpośrednio w krajach pochodzenia. Ostatnio w tym celu pognaliśmy nad Dunaj, a już za kilka tygodni będziemy pakowali walizki szykując się na Mythos Mosel. Może więc powiedzieć, że Rieslingów u nas nigdy za wiele.

Dlatego też skorzystaliśmy z zaproszenia importera dobrewino.pl, który postanowił przedstawić kilku blogerom Rieslingi znajdujące się w jego portoflio. Wraz z Sebastianem (Zdegustowany) i Robertem (Winiacz) poddaliśmy je w ubiegły czwartek wnikliwej i drobiazgowej ocenie.

Domäne Wachau to producent-instytucja w tym austriackim regionie winiarskim. Regionie zresztą przepięknym, który momentalnie skradł nasze serca. Bo choć niedawno uczestniczyliśmy w festiwalu winiarskim który odbywał się w Kamptal, Krematal i Traisental, to nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności odwiedzenia również leżącego nieopodal Wachau. Dunaj przebijający się tu przez zbocza Masywu Czeskiego, meandrujący dość wąską doliną wśród stromych skał ukształtował przez wieki świetne terroir do uprawy wina. Ciepłe masy powietrza płynące ze wschodu, od strony Wiednia są wtłaczane w wąską gardziel, wzdłuż której (głównie na lewym brzegu Dunaju, na zboczach o południowej ekspozycji) uprawiane są winorośle. „Uprawiane są” to zresztą zbyt łagodne słowa. Winiarze wyszarpali tu matce naturze wąskie, wiecznie osypujące się tarasy obsadzone rzędami Rieslingów i Grüner Vetlinerów. Widok jest absolutnie oszałamiający, ale chyba jedynie dla turystów. Dla producentów to istna walka, zapomnijcie bowiem o mechanizacji, wszystkie prace wymagają przez nich ręcznego wykonania. To winiarstwo heroiczne (jak pisał kiedyś o Wachau Wojtek Bońkowski) daje jednak oszałamiające rezultaty, a spróbowanie pozycji od któregoś z  czołowych miejscowych winiarzy sprawi, że zakochacie się w tych winach.

Domäne Wachau to spółdzielnia, której członkowie gospodarują łącznie na 440 hektarach winorośli (co daje aż 30% winnic w regionie). Jednak (co przecież rzadko się zdarza) taki rozmach produkcji idzie również w parze z doskonałą jakością win, stawiając ją w czołówce miejscowych producentów. Klasyfikacja winiarska w Wachau wyróżnia trzy stopnie – począwszy od najprostszych Steinfederów, przez Federspiele, aż po majestatyczne Smaragdy. Domäne Wachau Terrasen Federspiel 2015 (53,60 zł) to mieszanka owoców pochodzących z winorośli uprawianych głównie wokół miesteczek Spitz, Dürnstein i Weissenkirchen. W tym winie nie ma co doszukiwać się zbyt wielu nut owocowych. Wachau to ekspresja kamienia i tutaj jest to doskonale widoczne. Wyobraźcie sobie, że do górskiej, krystalicznie czystej wody dosypiecie sproszkowaną skałę odłupaną z któregoś z okolicznych wierchów i zaprawicie to kilkoma kroplami soku z cytryny – takie jest to wino. Do tego czuć w nim szlachetność, lekkie nuty maślane, szparagowe i melonowe. Całość jest strzelista, soczysta i świetnie pokazują to, czym mogą urzec Was wina z tego regionu. Bardzo dobre-.

Na szczęście nie musieliśmy obejść się smakiem i poprzestać na wspomnianym winie, bowiem w zanadrzu mieliśmy jeszcze Domäne Wachau Riesling Kellerberg Smaragd 2012 (112 zł). Winnica Kellerberg wznosi się nad miejscowością Dürnstein, niemal dokładnie za plecami pałacyku będącego siedzibą spółdzielni. Winogrona rosną na glebie bogatej w kwarc, a mikroklimat jest chłodniejszy od innych winnic otaczających Kellerberg. Zapach przypomina nam nuty przypalonego na patelni masła oraz dymu, ale i pszczelego wosku. Wydawać by się mogło, że tak kontrastowe zapachy muszą się ze sobą gryźć, jednak łączą się one w naprawdę przyjemną całość. Na podniebieniu gęste, wręcz lekko oleiste, barokowe. Przy tym jednak pojawia się nieodzowna kwasowość, dawkowana w idealnej, trafionej w punkt ilości. Po chwili, gdy wino się nieco przewietrzy wychodzi również jego granitowość i nuty ziołowe (szałwia). Przepiękna pozycja, którą można spokojnie odłożyć na kolejną dekadę. Znakomite-.

Choć ojczyzną odmiany są Niemcy, to popularność Rieslinga już dawno przekroczyła granice tego kraju i obecnie można go znaleźć w niemalże wszystkich krajach Nowego Świata. Z doliny Clare Valley pochodził Leasingham Bin 7 Riesling 2013 (55,90 zł). Nie wiemy, czy przydarzyłą się nam lekko trafiona butelka, ale choć wino powinno być jak najbardziej w szczycie swoich możliwości (cztery lata to dla Rieslinga tyle co nic), było przygaszone, zamglone i prawie bez owocu. Wanilia i palone masło to jedyne, co potrafiło z siebie wykrzesać. Podobnie, już u kresu swoich dni wydawał się być nowozelandzki Mud House Riesling Waipara Valley 2013 (61,60 zł). W nosie przypominał bardziej Sauvignon Blanc, miał w sobie w sumie nawet ciekawe nuty zielonej trawy i szparagów. Choć stanowiło to pozytywny prognostyk, to usta zepsuły początkowe wrażenie. Były co prawda kwaskowe, ale krótkie i bez koncentracji. Średnie+.

Dopff au Moulin Riesling Reserve Cuvee Europe 2015 (61,60 zł) to wino z Alzacji, które było podawane podczas spotkania założycielskiego Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1959 roku. Mamy tu nuty woskowe i melonowe, w ustach niską koncentrację i pojawiającą się dopiero gdzieś w finiszu kwasowość. Niestety wszystko to bardzo zachowawcze, brakuje w tym winie życia i żwawości. Oczekiwaliśmy jednak czegoś więcej. Dobre.

Honor odmiany uratowały butelki z jej ojczyzny. Weingut Familie Allendorf powstała w 1773 roku, a obecnie jest największą rodzinną winiarnią w Rheingau (ok. 75 hektarów winorośli). Piękne zbocza Rheingau wznoszą się nad Renem w miejscu, gdzie przerywa on na chwilę swoją wędrówkę z południa na północ i natykając masyw gór Taunus płynie przez ok. 30 kilometrów niemal równoleżnikowo. To Rheingau uważa się za ojczyznę Rieslinga i do dziś jest to obok Mozeli najsłynniejszy z niemieckich winnych regionów jeśli chodzi o produkcję win z tej odmiany. Już podstawowy Allendorf Save Water Dring Riesling Trocken 2015 (39,20 zł) pokazał ciekawe oblicze. Mieliśmy dość bogaty nos skomponowany wokół nut miodowych, jabłkowych i gruszkowych. Na podniebieniu potężnie kwaskowe i choć ta kwasowość wydawała się nieco sztuczna i odklejająca się, to nie można mu odmówić soczystości i rześkości. Z przyjemnością spróbowalibyśmy je do krewetek z czosnkiem, wystarczyłoby zamiast cytryny. Pite solo może nieco wystraszyć osoby, które z Rieslingiem jeszcze nie są do końca zaprzyjaźnione. Dobre+. Odrobinę słabiej zaprezentował się Allendorf Save Water Dring Riesling Fruchtig 2015 (39,20 zł). Zapach przywodzi na myśl wodę po kiszonych ogórkach, w ustach mamy sporo cukru ale na szczęście dość dobrze skontrowanego przez kwasowość i odrobinę mineralność. Całość psuje jednak pojawiająca się gdzieś w tle goryczka, przez co butelka sprawia wrażenie niepoukładanej. Średnie+.

Wielu niemieckich i austriackich producentów butelkuje Rieslinga w litrowych butelkach. W ich zamyśle te wersje to stosunkowe proste wina przeznaczone dla celów typowo piknikowych. Zwykle to jednak pozycje, którym naprawdę nie można odmówić solidności. Tak jest choćby w przypadku Allendorf Zechwein Riesling Rheingau Fruchtig 2014 (42,40 zł za butelkę 1-litrową). W zapachu rewelacyjnie przeplatają się nuty słodkich jabłek i gruszek, ale oprószonych mineralnym pudrem. W ustach ta skalistość i krzemienność jest jeszcze silniej zaakcentowana i wzmocniona przez naftę i wosk. Choć wino jest proste i nieco zbyt rozwodnione, to jednak na taras, czy wspomniany piknik to rewelacyjny wybór. Dobre+.

Jesuitengarten to winnica leżąca bezpośrednio nad Renem pomiędzy miasteczkami Winkel i Geisenheim. Jej nazwa zdradza niegdysiejszą kościelną przynależność, znajdowała się ona w posiadaniu kolegium jezuitów w Mainz. Należy do najcieplejszych parceli w Rheingau, pozwalając winogronom na osiągnięcie optymalnej dojrzałości. Allendorf Jesuitengarten Riesling Kabinett Trocken 2013 pochodzi z chłodnego rocznika, gdzie sporo win odznacza się nieco za mocną, agresywną kwasowością. Zapach jest pełny, bogaty z nutami miodowymi, ale w ustach mimo faktycznie mocnej kwasowości, wino gdzieś się rozmywa, umyka sprzed oczu. Czujemy delikatne muśnięcie cytryn zanurzonych w cukrowym syropie, lecz nic więcej się w nim nie dzieje. Czyżby źle przechowywana butelka?

Natomiast Berg Roseneck to winnica usytuowana w miejscowości Rüdesheim, której nazwa nawiązuje do dzikich róż, bujnie rosnących pomiędzy rzędami winorośli. Została ona sklasyfikowana na najwyższym piętrze niemieckiej hierachii winiarskiej jako parcela Grosse Lage. Allendorf Berg Roseneck Grosses Gewächs Riesling 2014 (87,20 zł) ma już naprawdę poważną koncentrację. Mieszają się w nim akcenty mineralne (tutaj zwłaszcza pod postacią soli morskiej), ale i cytrusowe oraz jabłkowe. Na podniebieniu dochodzi do tego trochę moreli i lekkie nuty kiszone. Wino jest bardzo ładnie ułożone, eleganckie i uderzające w szkliwo naszych biednych zębów potężną dawką kwasowości. Szkoda je otwierać już teraz, bo to młodziak i widać, że jeszcze zamknięty w sobie. Dajcie mu co najmniej pięć lat w piwniczce. Bardzo dobre.

Degustacja utwierdziła nas w przekonaniu, w którym żyjemy już od dawna. Szukając świetnych Rieslingów bezpiecznie być tradycjonalistami i stawiać na miejsca, które od lat cieszą się renomą. Tutaj Rheingau i Wachau nie zawiodły. A pozycje od Domäne Wachau przedłużyły nam na chwilę wspomnienia pięknych austriackich Rieslingów, które spróbowaliśmy podczas naszej niedawnej podróży.