Degustacja Côte de Nuits z Winoblisko

Trudno jest napisać post o winach z Burgundii. Zagłębiając się w ten świat czujemy się podobnie jak w naszych pierwszych spotkaniach z butelkami z Barolo. Choć gdzieś tam w tle, zdawałoby się na wyciągnięcie ręki widzimy piękno i złożoność, to wszystko przesłonięcie jest przez grubą szybę elitarności, czy wręcz snobizmu i rozpływa się w mglistych niuansach apelacyjnych reguł. Aby przebić się przez ten mur trzeba cierpliwości i czasu. W przypadku Barolo dopiero po kilku latach czujemy, że wspięliśmy się na przez kilka pierwszych pięter. Gdy myślimy o Burgundii, czujemy się, jakbyśmy stali u stóp Burdż Chalifa w Dubaju.
Nie zdobędzie się jednak szczytu, póki nie zrobi się pierwszego kroku. Z taką myślą udaliśmy się na degustację do miejsca, które w takim wypadku powinno być oczywistym wyborem. Żaden bowiem z warszawskich importerów nie jest kojarzony tak jednoznacznie z czołowymi winami z Burgundii jak Winoblisko.
Tematem spotkania było Côte de Nuits, a więc region leżący na północy Cote d’Or. W odróżnieniu od leżącego na południu Cote de Beaume, które słynie głównie z produkcji Chardonnay, Côte de Nuits to królestwo Pinot Noir (95% upraw) i miejsce skąd pochodzą najsłynniejsze butelki tej odmiany. Kluczem do sukcesu jest mieszanka gleb, która wpływa na to, jak dobrze Pinot oddaje subtelne niuanse między poszczególnymi parcelami i gminami. Znajduje się tutaj 24 z 32 burgundzkich Grand Cru i ponad 130 Premier Cru. Podczas degustacji mieliśmy okazję spróbować siedmiu win reprezentujących sześć gmin Côte de Nuits i pochodzących głównie z tego samego rocznika 2013. Dzięki temu mogliśmy wyłapać różnice w stylistyce poszczególnych butelek biorąc pod uwagę miejsce ich pochodzenia.
Rozpoczęliśmy od Fixin, która jest miejscowością najbardziej wysuniętą na północ. Co ciekawe jeszcze do XVII wieku pochodzące stąd wina były uważane za bardziej prestiżowe od tych z Gevrey-Chambertin (dziś jest zupełnie odwrotnie). Wszystko za sprawą tego, że reprezentowały podobny – mocny, aromatyczny styl. Méo-Camuzet Frère & Soeurs Fixin 2013 (210 zł) ma zdecydowanie owocowy, wiśniowy nos. W taki sam sposób prezentuje się w ustach, gdzie soczystość wiśniowego owocu idzie w parze z mocną kwasowością i delikatnymi taninami. Ma ładną strukturę, choć całość jest też bardzo przestrzenna. Bardzo dobre-. Dobrze pasował do tatara z jelenia ze słoniną, żółtkiem, cebulą, smażonymi grzybami i owocami kaparów.
Wspomniane już Gevrey-Chambertin to największa z gmin w Côte de Nuits jeśli chodzi o produkcję wina (2 miliony butelek). Uprawy zajmują tu ponad 400 hektarów. Pierwsze wzmianki o pochodzących stąd winach sięgają VII wieku, a o ich klasie najlepiej świadczy fakt, że zlokalizowanych jest tu aż 9 Grand Cru. Domaine Dugat-Py słynie nie tylko z wysokiej jakości win, ale i ze sklepienia w piwnicy, które jest pierwszym udokumentowanym gotyckim sklepieniem w Europie. Domaine Dugat-Py Gevrey-Chambertin Vieilles Vignes 2013 (495 zł) pochodzi ze starych 80-letnich krzewów, a wino było starzone w nowych beczkach. Zapach jest niesamowicie skoncentrowany, przeplatają się w nim akcenty wiśni i porzeczek, po chwili dochodzą również nuty kwiatowe. Usta ze zbitymi, wyraźnymi garbnikami i zdecydowanie mocniejszą, bardziej zwartą niż w przypadku Fixin budową. Bardzo dobre. Wino podano do makreli z puree ziemniaczanym, brukselką i emulsją z oliwy. To pokazuje, że charakterystyka Pinot Noir (wysoka kwasowość i mocna owocowość) stanowi dobrego kompana również do takich nieoczywistych połączeń jak ryba.
Idziemy dalej na południe i przechodzimy do Morey-Saint-Denis. Zdaniem prowadzącego degustację Pawła Kitowskiego jest to w tym momencie najbardziej niedoceniana z gmin w Côte de Nuits. Pochodzą stąd wina są zwykle delikatniejsze niż z Gevrey-Chambertin. Spośród 140 hektarów winorośli wyodrębniono 5 Grand Cru. Domaine Arlaud jest prowadzona przez rodzeństwo (dwaj bracia i siostra) zgodnie z zasadami biodynamiki. Domaine Arlaud Morey-Saint-Denis 2013 (245 zł) było najbardziej kwaskowe, najświeższe z dotychczasowej trójki. Młode wiśnie świetnie łączyły się z nutami ziemistymi, pieprznymi. Całość jest wspaniale soczysta, finezyjna i zwiewna. Bardzo dobre+. Po raz kolejny do czerwonego wina zaserwowano nam rybę. Tym razem był to sandacz z porem, szczypiorkiem i śmietanką. Połączenie było w porządku, ale nie tak dobre jak w przypadku makreli, gdzie tłustość mięsa lepiej zgrywała się z owocowością.
Część Chambolle-Musigny leży w niewielkiej niecce, przez co zwykle jest tu chłodniej niż w okolicznych gminach. W efekcie powstają tu najbardziej aromatyczne, leciutkie wina. W przypadku François Bertheau Chambolle-Musigny 2013 (320 zł) do jego produkcji używane są duże, wieloletnie beczki. O dziwo, początkowo owocowość wydawała się najbardziej dojrzała, wręcz konfiturowa. Dopiero z czasem pojawiało się więcej nut kwiatowych. W ustach kwasowość jest niezbyt wysoka, a taniny lżejsze. Całość cieplejsza, bardziej dojrzała, miękka. Bardzo dobre-. Choć samo wino wydało się najmniej ciekawe z dotychczas próbowanych, to zyskało w połączeniu z piersią z kaczki z kapustą i sosem ze zredukowanego porto.
Vosne-Romanée to prawdopodobnie najsłynniejsza z gmin Côte de Nuits. Wszystko za sprawą jednego emblematycznego producenta – Domaine Romanée-Conti, który posiada na wyłączność dwa miejscowe Grand Cru (Romanée-Conti i La Tâche) oraz znaczne parcele w pozostałych słynnych miejscowych winnicach. Ceny pojedynczych butelek sięgają tysięcy euro, a dla wielu fanów wina marzeniem życia jest spróbowanie choć kieliszka którejś z nich. Oczywiście w gminie nie brak i innych cenionych producentów. Jean-Yves Bizot to profesor enologii, który postanowił wykorzystać swoją wiedzę w praktyce i zajął się produkcją win. Obecnie posiada 3,5 hektara winnic. Jego Jean-Yves Bizot Vosne-Romanée (510 zł) powstało przy użyciu 100% nowych beczek, a winogrona nie były pozbawiane szypułek. Czuć to wyraźnie w samym winie, które jest dzikie, nieokrzesane, delikatnie zielone. Do tego mamy nuty pieprzne, ziołowe i ziemiste. W ustach bardzo lekkie (jedynie 11,5% alkoholu!), fantastycznie świeże, porzeczkowe. Owoc jest tu najmniej dojrzały, ale struktura wina jest bez zarzutu. Bardzo dobre+. Świetnie spisało się również w połączeniu ze stekiem z sezonowanej wołowiny Hereford z pieczoną szalotką.
Nuits-Saint-Georges to sporej wielkości miasteczko, od którego nazwę wziął cały region. Winnice znajdują się po jego obu stronach, przy czym te leżące bardziej na północ dają wina o ładnej owocowości, umiejscowione zaś na południe butelki idące w akcenty ziemiste. Bertrand Machart de Gramont Nuits-Saint-Georges Les Hauts Pruliers 2010 (310 zł) to co prawda dalej wino klasy Village, ale pochodzące z jednej, bardzo wysoko cenionej parceli, dodatkowo z bardzo dobrego rocznika, jednego z najlepszych w ostatniej dekadzie. Są tu wyraźne nuty ziołowe (pokrzywa) z dodatkiem akcentów kwiatowych. Podobnie ziołowe w ustach, uzupełnione o intrygującą kwasowość i średnie garbniki. Całość soczysta i żywa. Bardzo dobre. Z tej samej gminy spróbowaliśmy również butelkę Premier Cru – Henri Gouges Nuits-Saint-Georges 1er Cru Les Pruliers 2011 (360 zł). Ma zupełnie inny charakter od poprzednika, w nosie wydaje się przyduszone, zamknięte, z nutami stajennymi. Za to w smaku bardzo świeże, że świetną owocowością, soczyste i kwaskowe. Bardzo dobre+.
Opowieści które podczas degustacji snuł Paweł pozwolił nam rzucić nowe światło na to, dlaczego podświadomie tak trudno nam przekonać się do win z Burgundii. Winiarze przekonani o własnej wyjątkowości, bardzo zamknięci, niechętni nie tylko turystom, ale czasem osobom, które chciałyby ich wina importować to jakże inny świat od otwartych, radosnych Włochów, którzy po kilkugodzinnej degustacji traktują cię często niemal jak członka rodziny. Choć nie sposób nie doceniać wspaniałych win, które wychodzą spod ręki burgundzkich producentów, to trudno zapomnieć o (naszym zdaniem niepotrzebnej) aurze elitarności, którą chcą roztaczać. Czy wrócimy do win z Burgundii? Pewnie tak i to niejednokrotnie, bo wpisują się one w lubiany przez nas styl. Czy jednak kiedyś będą one w stanie zdetronizować w naszych sercach piemonckie Barolo? Zdecydowanie nie.