Czerwona Korsyka od Clos Canarelli

Sławek Chrzczonowicz w 2018 r. przed naszym wyjazdem na Korsykę, przestrzegał że to będzie miłość od pierwszego wejrzenia, a że sam był tam „miliony” razy, spodziewaliśmy się, że raczej nie oszukuje. Sama podróż przez korsykańskie drogi (wyspę objechaliśmy wokół) zapewnia niezapomniane wrażenia. Wąziutkie ulice, wspaniałe widoki: raz na błękitne morze, innym razem na poszarpane góry (albo i na jedno i drugie), wszechobecna zieleń, słońce – tego się zwyczajnie nie da zapomnieć. Gdy kilka dni temu znów naszło nas na wspominki, postanowiliśmy otworzyć jedno z ostatnich już z przywiezionych win z Korsyki.
Mimo wszystko nie udało się nam dotrzeć do Clos Canarelli, choć była to jedna z winiarni, którą bardzo chcieliśmy odwiedzić. Ale umawianie się na wizyty z korsykańskimi winiarzami to temat na osobny wpis, chyba w żadnym innym miejscu nie mieliśmy z tym tyle problemów. Na szczęście, będąc na miejscu stosunkowo łatwo zaopatrzyć się w wina od czołowych producentów. My takie szybkie zakupy zrobiliśmy w Bastii dosłownie przed samym zaokrętowaniem się na powrotny prom na kontynent.
Yves Canarelli prowadzi swoją 25-hektarową winnicę w południowej części wyspy, w apelacji Corse Figari. Jest to zresztą najdalej na południe położona francuska apelacja winiarska. Winnice położone są na stosunkowo płaskim (jak na Korsykę) terenie, na bogatej w minerały gleby będącej mieszankę granitów i aluwialnych osadów. Jest tu dość wietrznie, co w przypadku słonecznego klimatu jaki mamy na wyspie, może powodować dodatkowe problemy związane z szybkim wysuszaniem się podłoża.
Sam Yves odkąd w 1993 roku przejął rodzinny interes, jak wielu winiarzy tego pokolenia, odważnie postanowił na rdzenne korsykańskie szczepy. Zdecydował również o przejściu na uprawę biodynamiczną, co nastąpiło w 2006 roku (ten trend na wyspie jest zresztą bardzo popularny), jego wina fermentują bardzo powolnie na rdzennych drożdżach, a do butelek trafiają bez filtracji.
Swoją międzynardową karierę Yves rozpoczął od bardzo docenianych białych win z Vermentinu (Vermentino), ale i mało znanej odmiany Biancu Gentile. My zaś mieliśmy przyjemność spróbować jego czerwieni zrobionej w 80% z Niellucciu (odmiana stanowi najprawdopodobniej klon Sangiovese), które uzupełnia 15% Syrah oraz 5% Sciaccarellu. Wino dojrzewa około 16 miesięcy w dużych beczkach.
Clos Canarelli Corse Figari Rouge 2016 (cena ok. 25 eur, wina producenta niestety nie są dostępna w Polsce)
Pachnie jeżynami, dojrzałymi wiśniami, ale i śliwkami, aronią. Dużo tu również ziół, śródziemnomorskiej makii, ziela angielskiego, olejków eterycznych. Usta bardzo żywe, soczyste, świeże, intensywne. Kwasowość jest świetna, a w finiszu znajdziemy również mocne, żywe, ale już kulturalnie wygładzone taniny. Świetnie poukładane wino, niby niezbyt skomplikowane, ale perfekcyjnie rozrysowane w głowie winiarza i odwzorowane w butelce. Po kilku godzinach pojawia się również sporo nut leśnych (igliwie, ściółka, grzyby). Znakomite (93/100).
Nie spodziewamy się, aby tak niszowe wina jak pozycje z Korsyki były szerzej reprezentowane nad Wisłą. Jeśli jednak gdzieś traficie na te etykiety, koniecznie musicie ich spróbować, gdyż mają swój niepowtarzalny, nieco nieugładzony, zadziorny styl. Łatwo się w nich zakochać od pierwszego… łyku. W Polsce nieliczne wina z Korsyki znajdziecie w ofercie Winkolekcji i DELiWINA.