Colle Massari – świetna Toskania w Star Wines

Jeszcze dobrze nie uporządkowałem myśli i doznań smakowych po świetnej degustacji win od La Rioja Alta, a już od Star Wines otrzymałem zaproszenie na kolejną prezentację, która dla mnie osobiście ostatecznie przebiła nawet tą pierwszą. Na Narbutta zawitał producent z Toskanii – Colle Massari. Choć od naszej ostatniej wizyty w tym regionie minęło już prawie półtorej roku, obraz cyprysów, miasteczek przycupniętych na szczytach zielonych wzgórz i rzędów winorośli, wciąż mamy przed oczami. Dla tych, którzy śledzą naszego bloga, powinno też być wiadome, że obok butelek z Piemontu wina z Toskanii są dla nas absolutnym topem włoskiego winiarstwa. Tym razem mieliśmy dodatkowo okazję spróbować ich z dwóch rzadziej degustowanych apelacji – Montecucco oraz Bolghieri.
Najpierw kilka słów o tej drugiej, której w zasadzie nie trzeba zbytnio przedstawiać. Takie nazwy jak Sassicaia czy Ornellaia sprawiły, że region stał się sławny na długo przed tym, nim zyskał obecne apelacyjne ramy. Jego położenie – w bliskiej odległości od morza, na południe od Livorno – sprawiło, że Sangiovese (a więc flagowy toskański szczep) sprawdzał się tutaj nie tak dobrze jak odmiany bordoskie. Z tego powodu jest to królestwo Supertoskanów, co zresztą zostało odzwierciedlone w przepisach apelacyjnych. Oficjalnie DOC Bolghieri powstało w 1994 roku. Jeśli chodzi o czerwone wina, to dopuszczone jest używanie szczepów: Sangiovese (ale nie więcej niż 70%), Cabernet Sauvignon (od 10-80%), Merlot (do 80%) oraz kilku innych, lokalnych odmian. W ostatnim czasie w Bolghieri nastał swoisty boom na zakup winnic. Wielu liczących się producentów z innych włoskich regionów za punkt honoru postawiło sobie posiadania w swoi portfolio win z Bolghieri. Ponadto niewątpliwy sukces będący udziałem tego miejsca, skierował na niego uwagę zagranicznego kapitału. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, doprowadziło to do obsadzania winoroślami wszelkich możliwych miejsc, bez oglądania się na to, czy mają one odpowiedni potencjał. Czas pokaże w jaki sposób taka praktyka będzie wpływała na jakość produkowanych tu win.
Przy swoim potężnym kuzynie, Montecucco jawi się jak Kopciuszek. Jest położony w regionie Maremma, pomiędzy Scansano, a Montalcino. Gdy w 1998 roku apelację powoływano do życia, wina były tu produkowane przez dziesięciu winiarzy na 100 hektarach. Obecnie działa uż ponad 70 producentów, a obszar upraw winorośli wzrósł do 800 hektarów. Kariera Montecucco wzniosła się na fali popularności innych nadbrzeżnych toskańskich regionów. Gdy w takich miejscach jak Bolghieri praktycznie zabrakło już powierzchni na nowe parcele, uwaga inwestorów skupiła się na mniej zbadanych regionach. Na tutejszy klimat decydujący wpływ ma leżący nieopodal masyw wygasłego wulkanu Monte Amiata. Zbiera on wilgotne powietrze, które następnie spływa w dół i łagodzi gorące toskańskie lato. W połączeniu z suchymi, kamienistymi glebami miejscowe terroir stanowi świetny klimat do uprawy winorośli. Dominują czerwone wina (z białych najpopularniejsze jest Vermentino). Jeśli zaś chodzi o czerwienie to wina mogą być produkowane jako Montecucco Sangiovese (które ma status DOCG) oraz Montecucco Rosso (DOC). Obie wersje pojawiają się również jako kategoria Riserva. W Montecucco Sangiovese udział „tytularnego” szczepu musi stanowić minimum 90%, a wina powinny być starzone co najmniej 12 miesięcy w beczce oraz 4 miesiące w butelce (24 miesiące beczki oraz 6 miesięcy w butelce w przypadku Riservy). Dla Montecucco Rosso udział Sangiovese to co najmniej 60%, a wina mogą być w wypuszczane na rynek we wrześniu następnego roku po zbiorach (dla Riservy okres starzenia to 12 miesięcy beczki i 6 miesięcy butelki).
Colle Massari to organiczna winnica, która posiada 110 hektarów winorośli. Dominuje Sangiovese, ale dodatkowo uprawiane jest Cillegiolo, Montepulciano oraz Cabernet Sauvignon, a także Vermentino i Greco bianco.
Melacce Vermentino 2013 (49 zł) – winogrona zostały wytłoczone w niskiej temperaturze, następnie przez 3 miesiące wino dojrzewa na osadzie w stalowych zbiornikach i kolejne 2 miesiące w butelkach. Jest bardzo świeże, a do tego wyczuwamy delikatny woskowy posmak, akcenty mineralne i siano. Usta przyjemnie kwaskowe, żywe, ale wino nie ma zbyt dużo ciała. Świeże, choć trochę płytkie. Dobre.
Irisse Vermentino 2012 (64 zł) – to ten sam szczep, ale tutaj dla odmiany przez 12 miesięcy dojrzewał w dębie. Następnie wino przez 6 miesięcy odpoczywało w butelkach. Już poważniejsze, gęstsze, ziołowe i woskowe, z lekko słonym posmakiem. W ustach dobra kwasowość i lekka mineralność. Dobre+.
Gròttolo Motecucco Rosato 2012 (45 zł) – mamy tu Sangiovese, Cillegiolo oraz Montepulciano w różowej wersji. W nosie dziwne, gumowo-warzywne. Usta delikatnie truskawkowe, bardzo leciutkie, z wyczuwalnym cukrem resztkowym, landrynkowe. Średnie-.
Rigoleto Montecucco Rosso 2013 (49 zł) – stanowi kupaż Sangiovese (70%), Cillegiolo (15%) oraz Montepulciano (15%). Podczas winifikacji przez 10 miesięcy połowa wina dojrzewała w stali, a połowa w używanych beczkach. Nie zachwyca, w nosie jest liściaste, zielone, niezbyt czyste. Usta nieokrzesane, wiśniowe, z niskimi taninami i kwasowością. Dobre-.
Colle Massari Motecucco Rosso Riserva 2012 – podobny jak w poprzedniej butelce skład (Sangiovese jest tu nieco więcej kosztem pozostałych odmian), ale wino najpierw przechodzi dodatkową fermentację malolaktyczną, a później na 18 miesięcy trafia do stali i beczek. W nosie podobne do poprzednika: zielone i liściaste. Za to usta lepsze, soczyste, ładnie wiśniowe i lekko malinowe. Mocniejsze, wysuszające ale bardzo żywe taniny. Dobre+.
Poggio Lambrone Montecucco Sangiovese Riserva 2010 (160 zł) – na koniec tego rozdania mamy 100% Sangiovese, ze starych 45-letnich krzewów. Przez 18 miesięcy wino dojrzewa w 400-litrowych beczkach. To już inna klasa, w nosie ma więcej nut dojrzałych, likierowych owoców (wiśni i śliwki), trochę dymu, igliwia. Usta świeże, najpierw gładkie ale później, w finiszu wychodzą taniny. Bardzo dobre-.
Grattamaco to posiadłość w Bolghieri zakupiona przez rodzinę Tipa w 2002 roku. Obecnie zajmuje obszar 50 hektarów (z tego 25 hektarów to uprawy winorośli).
Grattamco Vermentino Bolghieri 2012 (120 zł) – wyprodukowane z owoców z 20-letnich krzewów. Połowa wina dojrzewa w stali, a połowa w beczkach (przez 6 miesięcy). Nos bardzo ciekawy, lekko słodkawy, jest trochę wanilii, plaster miodu, zioła. W ustach niska kwasowość, a całość trochę płytka w stosunku do tego, co zapowiada zapach. A wino przecież nie jest tanie. Dobre.
Bolghieri Rosso 2013 (95 zł) – oparte o Caberneta Sauvignon (60%) z dodatkiem Caberneta Franca (20%), Sagiovese i Merlota (po 10%). Przez 1o miesięcy było starzone w barriques. W nosie fajny, gęsty owoc, ale i dużo papryki, pieprzu, żwiru. Usta początkowo wydają się słodkawe, ale zaraz pojawia się kwasowość. Wino z przytupem, z akcentami wiśni, śliwki, malin. Dobre, zwarte taniny. Bardzo dobre.
L’Alberello Bolgieri Rosso Superiore 2010 (195 zł) – powstało z winogron z pojedynczej, 2-hektarowej winnicy prowadzonej w systemie „alberello”, co oznacza, że krzaki winorośli sadzone są na gliniastej glebie i znajdują w pewnej odległości od siebie, aby każdy z nich mógł rosnąć na kształt małego drzewka. Wydajność jest utrzymywana na poziomie kilograma owoców z krzaka. Wszystkie prace na winnicy są prowadzone ręcznie. Wino dojrzewa 18 miesięcy w beczce, a następnie przez rok w butelce. Stanowi kupaż 70% Cabernet Sauvignon, 25% Cabernet Franc i 5% Petit Verdot. W nosie gęste, skupione, z dojrzałym śliwkowym owocem, akcentami umami i krwistego befsztyka. Usta świetnie skoncentrowane, balsamiczne. Mamy tu podsmażane śliwki z dodatkiem czarnej porzeczki. W finiszu zarysowane taniny, ale całość jest soczysta i świeża. Piękne wino, które można by niemal kroić nożem. Znakomite-.
Pioggio di Sotto to najnowszy klejnot będący w posiadaniu rodziny, zakupiony w 2011 roku. Sama winnica powstała w 1989 roku, na południowy-wschód od Montalcino i obejmuje obszar 16 hektarów obsadzonych przez Sangiovese.
Rosso di Montalcino Poggio di Sotto 2008 (230 zł) – przyznam się, że po poprzedniej butelce myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Jak bardzo się myliłem…. Weźmy pod uwagę, że w teorii to tylko Rosso, a więc młodszy i mniej rozwinięty brat Brunello. Stąd dojrzewa ono „jedynie” 24 miesiące w 300-litrowych beczkach oraz 6 miesięcy w butelkach. Przypominam, że dwa lata dojrzewania w beczce jest wystarczające już dla Brunello. Tak naprawdę trudno mi ubrać w słowa wrażenia, które doświadczyłem przy kieliszku tego wina… W nosie było wspaniałe, niesamowicie dojrzałe, z akcentami soczystych wiśni, ale i lakieru do paznokci, dymu. Usta o idealnie zbalnsowanej kwasowosci, z wtopionymi taninami. Jednak to, co wywarło na mnie największe wrażenie to świetny, czysty owoc. W tym winie absolutnie wszystko było na swoim miejscu, każdy element był przemyślany i na najwyższym poziomie. Najlepsze wino, jakie miałem okazje pić tego roku i jedno z najlepszych jakie w ogóle piłem w życiu. Jak więc smakuje Brunello!? Arcydzieło-.