Colares – ocalić od zapomnienia

Udostępnij ten post

To była jedna z najbardziej hipsterskich degustacji w jakich wziąłem udział. Bo przyznajcie się – kto z Was jednego dnia spróbował 6 win z Colares? Tym razem za sprawą niesamowitej ekipy ABC Wina wziąłem udział wieczorze poświęcony winom z tego niemal już zapomnianego zakątka winiarskiego świata.


Colares – historia

Apelacja położona jest na północ-zachód od Lizbony, nieopodal przylądka Cabo de Roca, najdalej na zachód wysuniętego punktu na mapie Europy. Patrząc na dzisiejszą sytuację aż trudno uwierzyć, że jeszcze w XIX wieku miejscowe wina cieszyły się naprawdę dużą popularnością. Wówczas winnice zajmowały tutaj obszar kilkuset hektarów, a jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku miejscowa spółdzielnia wytwarzała 100 mln litrów wina rocznie. Dzisiaj winnic znajdziemy tutaj zaledwie 30 ha. Skąd ten drastyczny spadek?

Zacznijmy od tego, że sama uprawa miejscowych winorośli w Colares jest niezwykle wymagająca. Już samo posadzenie sadzonek jest niezmiernie skomplikowanym procesem. Miejscowa gleba składa się bowiem z kilkumetrowej warstwy piasku (chão de areia) oraz położonej niżej gliny (chão rijo). Plusem takiego podłoża jest to, że nigdy nie dotarła tutaj filoksera, ta mszyca bowiem nie jest w stanie przejść pełnego cyklu życiowego w piaszczystej glebie. Jednak druga strona medalu jest taka, że aby młode sadzonki mógłby się ukorzenić, winiarze muszą przy ich sądzeniu dokopać się do tej wspomnianej warstwy gliny. Wymaga to nie tylko posiadania specjalnie wyhodowanej kilkumetrowej długości sadzonki, ale też wykopania całkiem sporego dołu, co przy sypkim piasku na powierzchni jest naprawdę karkołomnym zadaniem.

By przetrwać silne wiatry, które wieją na portugalskim wybrzeżu, winnice są prowadzone tutaj niziutko przy ziemi, niemal płożąc się na niej. Dodatkowo winiarze osłaniają krzewy drewnianymi płotkami. Jednak latem robi się znowu za ciepło, a piasek nagrzewa się tak, że winogrona mogłyby zostać poparzone. Część płotków jest więc rozbieranych, a pozyskane patyki są używane do podniesienia konarów winorośli kilkadziesiąt centymetrów nad grunt.

Z czasem coraz mniejsza ilość winiarzy miała wystarczająco samozaparcia, by uprawiać winorośle w takich ekstremalnych warunkach. Dodatkowo również deweloperzy upatrzyli sobie ten kawałek wybrzeża i stopniowo wykupywali winnice w celu budowy kolejnych apartamentowców.

Na szczęście w tej smutnej historii jest też promyk nadziei, bo w ostatnich latach o dziwo pojawiło się kilka nowych hektarów nasadzeń, a przecież i dzisiejszy świat winiarski lubi wina z takich zapomnianych miejsce.

Ramisco – wiekowa odmiana

Lokalną gwiazdą jest odmiana ramisco, jeden z bardziej unikalnych szczepów na świecie. Z uwagi na to, że do Colares nigdy nie dotarła filoksera, jest to jedna z niewielu odmian, która nie jest szczepiona na amerykańskich podkładkach. Można więc powiedzieć, że zachowała ona swój pierwotny, historyczny charakter. Nie wiadomo bowiem tak naprawdę jak na winogrona i w konsekwencji powstające z nich wina wpłynęła konieczność szczepienia sadzonek ma podkładkach z amerykańskich winorośli, które są odporne na filokserę.

Ramisco charakteryzuje się małymi owocami, które jednocześnie mają stosunkowo gruba skórkę. Przez to powstające z nich wina są wyjątkowo taniczne, jak również bardzo aromatyczne, z typowymi nutami kwiatów i ciemnych owoców. Nie bez przyczyn odmiana bywa porównywana z piemonckim nebbiolo i ma podobny (olbrzymi) potencjał dojrzewania.

Spróbowane wina

Lés-a-Lés Arinto de Pedra e Cal Arinto Bucelas 2018

Zaczęliśmy co prawda nie od Colares, ale od apelacji Bucelas, która leży niedaleko, na północy-wschód od Lizbony i słynie z białych win z odmiany arinto. Tutaj wino dojrzewa na osadzie przez 8 miesięcy w używanych beczkach. Aromat jest bardzo delikatny, nieco wycofany, za to dużo dzieje się na podniebieniu. Jest tu sporo akcentów woskowych, ale też cytryn, a także ciekawy, słonawy posmak. Ten miks mocnej kwasowości i słoności jest świetny, a dodatkowo gdy wino się ociepla pojawia się również odrobina jabłkowej skórki oraz zielonych orzechów. Bardzo dobre+ (91/100).

Adega Viúva Gomes Colares Branco 2018

Jeśli chodzi o białe wina już z samego Colares, to powstają one głównie z odmiany malvasia, nie mającej jednak nic wspólnego ze szczepami noszącymi tę samą nazwę, a znanymi z Włoch, czy Słowenii. Producent jest jednym z bardziej znanych w regionie, z historią sięgającą początku XIX wieku. Wino fermentowało i dojrzewało kilka miesięcy w stalowych zbiornikach. Pachnie dojrzałymi gruszkami i mirabelkami, a podobnie smakuje w ustach. Jednak tego owocu nie ma w sumie tak wiele, na pierwszy plan wychodzą akcenty sosu sojowego, bulionu, generalnie sporo tutaj smaku umami. Dodatkowo z przepięknym, charakternym, ponownie słonym finiszem. Znakomite- (92/100).

Fundação Oriente Malvasia de Colares 2015

Fundação Oriente to niegdysiejszy właściciel koncesji na biznes kasynowy w Makau, a obecnie fundacja, która zaangażowana jest w wiele projektów, w tym jak się okazuje w winiarstwo w Colares. Nie wybudowali oni jednak swojej winiarni, a owoce przetwarzają we wspomnianej regionalnej spółdzielni (Adega Regional de Colares) – tak też robi zdecydowana większość miejscowych producentów. W tym przypadku wino dojrzewało przez 6 miesięcy w dużych beczkach. Co ciekawe w spółdzielni beczki są nie jak to zwykle bywa dębowe, a mahoniowe (wspomnienie z czasów, gdy Brazylia była portugalską kolonią). W porównaniu do poprzednika aromatycznie dzieje się tutaj znacznie więcej, obok wosku, mamy też morele, brzoskwinie, mandarynki i skórkę z limonki. Również na podniebieniu nie tak surowe, jest tu więcej owocu, a kwasowość jest nieco bardziej miękka, łagodniejsza. Bardzo dobre- (89/100).

Adega Regional de Colares Arenae Ramisco 2012

W końcu przyszedł czas na wino od wspomnianej spółdzielni. Mamy tutaj mocne wiśnie, a także żurawinę, pieprzność, goździki i tulipany. W ustach bardziej ziołowe, ale też pojawiają się nuty leśne, ziemistość i ziołowość (jałowiec). Do tego mocno kwaskowe, z dalej żywymi garbnikami i mocną kwasowością. Jak na najtańsze z czerwonych win degustacji okazało się nadzwyczaj smaczne, warto też dodać, że jest to bieżący będący w sprzedaży rocznik, co tylko pokazuje ile czasu potrzebuje ramisco by nabrać ogłady. Znakomite- (92/100).

Antonio Bernardino Paulo da Silva Colares Ramisco „Chitas” 2010

To dość spory producent, który posiada aż 9 ha własnych winnic, a dodatkowo dzierżawi jeszcze kolejne parcele. Pachnie podobnie do poprzednika (co zresztą charakterystyczne – wszystkie spróbowane ramisco miały podobny profil zapachowy). Za to w ustach tym razem mamy więcej morskiego charakteru, jodyny, a nawet malin. Prostsze od poprzednika, ale na przykład kwasowość dalej jest świetna, a mamy tu przecież wino mające ponad dekadę. Bardzo dobre (90/100).

Casal Sta. Maria Ramisco Colares 2012

Niesamowita jest historia winiarni Casal, nieodłączenie związana z życiem barona Bodo von Bruemmera. Jego życiem można by zresztą obdzielić kilka żywotów. Urodził się w 1910 roku w niemieckiej rodzinie, która w obawie przed rewolucją rosyjską uciekła w 1918 roku z Kurlandii, a po krótkim pobycie w Wielkopolsce ostatecznie osiadła w Szwajcarii. Tam został on bankierem, a po tym jak w latach 60-tych XX wieku wyleczono u niego raka trzustki (!), postanowił zrealizować swoją pasję, osiadł w Portugalii i zajął się hodowlą konia arabskich. Niestety, po latach sukcesów konie zachorowały, a jakby tego było mało zdrowie barona się pogorszyło, a w 1994 roku zmarła jego ukochana żona. Gdy w 2006 roku przeszedł on kolejną ciężką operację, przed którą lekarze nie dawali mu zbyt wielkich szans, w wieku 96 lat postawił zająć się produkcją wina. Baron zmarł w spokoju w wieku 106 lat, a dziś jego dzieło kontynuuje jego syn Nicholas.

Wino spędza 24 miesiące w dużych, 3000-litrowych mahoniowych beczkach, a następnie tyle samo czasu w 225-litrowych już dębowych, francuskich baryłkach. Pachnie wiśniami, czy wręcz wiśniową nalewką, do tego jest mocno kwaskowe, bardzo taniczne, lekko leśne, ziemiste. Czuć dużo elegancji i klasy, mnóstwo koncentracji, ale też wino jest jeszcze bardzo ściśnięte, młodziutkie (choć takie stwierdzenie wydaje się absurdalne gdy mówimy o 10-letniej pozycji). Znakomite- (92/100).

Casal Sta. Maria Ramisco Colares 2006

Tutaj wreszcie wydaje się, że mamy wino w swoich idealnym stadium rozwoju. Owocowość jest piękna, malinowo-truskawkowa, jest też trochę lotnej kwasowości, która dodatkowo podbija ten owoc. Całość mimo sporego nasycenia jest zwiewna i eteryczna, w ustach pojawiają się drobnoziarniste garbniki, świetna soczystość, a kwasowość wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć. Smakuje na znacznie młodsze niż ma na papierze, ale to tylko pokazuje jak niesamowitym szczepem jest ramisco. Znakomite+ (94/100).

Quinta dos Pesos Carcavelos 1991

Carcavelos, to apelacja, którą dotknęła jeszcze smutniejsza historia niż Colares. Położona praktycznie zaraz na wschód od Cascais i słynnej Torre de Belém została praktycznie wchłonięte przez rozrastające się miasto. Kiedy słynęła z win o podobnych charakterze do Colares, ale dzisiaj praktycznie nie znajdziemy tu winnic. Jedynie niektórzy producenci posiadają beczki powstających tu również win wzmacnianych w stylu porto, które trafiają na rynek. Tu mamy nuty fig i orzechów, ale też cytryny i karmel. Na podniebieniu zaskakująco świeże i choć alkohol jest wyczuwalny, to znajdziemy tu również sporo soczystości. Raczej nie pijamy takich win, ale to było zaskakująco smaczne. Znakomite (93/100).


Chciałoby się powiedzieć – spieszmy się kochać Colares, tak szybko odchodzą. Mamy jednak nadzieję, że przyszłość nie będzie dla nich taka czarna. W końcu w dzisiejszych czasach im wino rzadsze, dziwniejsze, tym lepiej. To może być (i oby była) szansa dla Colares.