Caprese inaczej

Każdy ma jakieś swoje ulubione, szybkie, sezonowe dania po pracy. Tylko jak często jesteśmy w stanie jeść to samo… Może chociaż jakaś mała wariacja? Teraz dostaniemy świetne pomidory – wchodzimy w ich najfajniejszy moment, kiedy są rzeczywiście dojrzałe i słodkie (w szczególności te malinowe o dużym kalibrze). My lubimy caprese i robimy ją w domu w sezonie naprawdę często – ale ile można 😉 W prostej kuchni właściwe wszystko zostało już powiedziane, jednak można urozmaicać. Trzeba cos zmieniać, ale nie koniecznie odkrywać Amerykę. A więc dziś danie, które powstało spontanicznie, czyli Caprese inaczej. Rzeczywiście, nie jest tak szybkie do przygotowania jak klasyk, ale warto spróbować. Tym razem pomidor będzie w formie sosu, a jego miejsce pomiędzy plastrami mozzarelli zajmie grillowany bakłażan.
Drobno posiekaną słodką cebulę szklimy na oliwie z oliwek. W tym czasie dużego malinowego pomidora (albo dwa mniejsze) musimy sparzyć i oczyścić z gniazd nasiennych. Siekamy w grubszą kostkę i dorzucamy do cebuli. Gotujemy/smażymy tak długo, aż sos się zredukuje, ale będą w nim cały czas większe kawałeczki pomidora. Doprawiamy solą i pieprzem. Gdy sos dochodzi, grillujemy plastry bakłażana. Przed położeniem na grilla smarujemy je oliwą doprawioną solą, pieprzem oraz przeciśniętym przez praskę czosnkiem (lub granulowanym). Kilka minut obróbki termicznej z każdej strony wystarczy. Sos możemy lekko przestudzić. Układamy dowolną konfigurację plastrów mozzarelli, bakłażana oraz sosu. Posypujemy podartymi/posiekanymi liśćmi bazylii i polewamy najlepszą oliwą extra vergine.
Gdy wracałem z pracy, skanowałem sobie zawartość lodówki i skombinowałem to ekstremalnie proste danie. Nie starczyło czasu na jakieś specjalne podejście do wina. W tej samej lodówce stało kupione w Centrum Wina Trebbiano d’Abruzzo, więc otworzyliśmy, aby na tarasie akompaniowało naszej nowej formie caprese. Trebbiano to najpopularniejszy biały szczep Abruzji oraz całych Włoch. Zwykle są to proste wina z nutami cytryny i winogron. Czasem eksplorują trochę mineralnych rejonów. To testowane przez nas pochodzi o jednego z największych producentów regionu Cantina Tollo. Nie liczyliśmy więc na żadne ekscesy – raczej przyjemne, codzienne wino. Rocznik 2015 – czyli świeżość w kieliszku. Valle D’Oro Trebbiano d’Abruzzo DOP 2015, Cantina Tollo ma złoty kolor z ładnymi cytrynowymi refleksami. Nos trochę perfumowany z wybijającymi się nutami białych kwiatów oraz wapiennym wykończeniem. Raczej aromatyczny. Usta łagodne z lekko mineralną, słodkawo-kwiatową nutą. Kwasowość średnia, wystarczająca. Pikantny finisz o nutach białego pieprzu. Fajnie się to pije i nawet nie jest nudne 83/100. Cena wina to 36 PLN, ale teraz w sklepach Centrum Wina jest na nie 20% rabatu, więc to już gdzieś ma sens.
Z bakłażanowym caprese poszło bez jakiejś specjalnej rewelacji. Momentami robiło się cięższe i bardziej aromatyczne. Gdy dochodził kęs pomidorów, stawało się bardziej kwiatowe. Lekka Valpolicella mogłaby lepiej się sprawdzić, w szczególności, gdybyśmy skropili delikatnie całość starzonym octem balsamicznym.
Traf tak chciał, że następnego dnia w sklepie Starwines zobaczyliśmy całkiem nowe wina z Abruzzo. Przybyła dostawa od uznanego producenta – La Valentino. Czemu nie spróbować jego Trebbiano w konfrontacji z Cantina Tollo? Rocznik też 2015, cen jednak z goła inna – 45 PLN, ale Starwines ma małe marże. OK -degustujemy Trebbiano d’Abruzzo 2015 DOC, La Valentino . Kolor bardzo jasny – dosyć zwyczajny. Nos niestety mdły, pełen białych kwiatów i nieznośnych stalowych nut. Usta kompletnie bez wyrazu. Znowu nadciągają mdłe klimaty białych kwiatów. Strasznie jednowymiarowe i po prostu niesmaczne. Tak zwyczajnie, po ludzku. No niestety sabo. Rzadko mamy aż tak radykalne oceny, ale to niestety niewypał 77/100. Postaramy się zdegustować wyższe butelki tego producenta, jednak chyba niezbyt niechętnie. Naszym zdaniem jakość winiarza poznaje się po podstawowej etykiecie.
Tak czy owak – nie pozwólmy na nudę! (choć to tylko zwykły posiłek po pracy 🙂 )
Do następnego!
A&W