Burgenland ze SlowGuide

Opisując Wam wizytę na VieVinum wskazałem, że moim tegorocznym celem było lepsze poznanie win z Burgenlandu. Wróciłem z Wiednia przekonany, że ten region ma mnóstwo do pokazania. Okazuje się też, że okazji by lepiej przyjrzeć się tym winom nie za granicami kraju, bowiem kilka tygodni temu świetna degustacja etykiet z tego austriackiego regionu (zorganizowana przez SlowGuide) odbyła się w Warszawie.
Tytułem krótkiego przypomnienia zacznijmy od szybkiego podsumowania miejscowego terroir.
Burgenland – klimat i ukształtowanie terenu
Burgenland położony jest we wschodniej części Austrii, w bezpośredniej bliskości Kotliny Węgierskiej, skąd przypływają ciepłe i susze masy powietrza. Stąd też jest to najcieplejszy region kraju i dlatego tak świetnie udają się tu czerwone wina, które w decydującej mierze odpowiadają za sławę regionu. Obecnie winnice Burgenlandu zajmują obszar 11,7 tysięcy ha (w całej Austrii jest ich 44,7 tysięcy ha), a czego ponad połowę upraw stanowią czerwone odmiany winorośli.
Dodatkowo dla jego północnej części istotną rolę odgrywa również Jezioro Nezyderskie. Mimo rozległego obszaru jest ono wyjątkowo płytkie (maksymalnie 2 metry głębokości), stąd szybko się nagrzewa, odgrywając zwłaszcza wiosną i jesienią rolę naturalnego kaloryfera dla położonych nieopodal winnic.
Burgenland to w przeważającej mierze delikatnie pofałdowany teren. Nie znajdziecie tu aż tak wybitnie stromych winnic jak te znane z Wachau, Kremstal, czy ze Styrii. Jedynie na zachodnim i północno-zachodnim brzegu jeziora teren wznosi się nieco bardziej, a winnice zajęły tutaj wapienne stoki Leithabergu (Gór Litawskich). Dla odmiany tereny na wschód od jeziora są niemal płaskie, stepowe, z piaskowo-żwirowym podłożem.

Degustację poprowadził Georg Schweitzer, dyrektor zarządzający organizacji Wein Burgenland, która zajmuje się promocją regionu.
Spróbowane wina:

A-NOBIS Grande Cuvée Sekt Extra Brut 2013 (niedostępne w Polsce, 75 euro)

Zaczęliśmy (jakże by inaczej) od wina musującego. Powstaje ono w winiarni Norberta Szigetiego, którego nie powinno się mylić z większym i bardziej rozpoznawalny producentem o tym samym nazwisku, który jak na złość również skupia się na winach musujących. W składzie znajdziemy 60% chardonnay oraz 40% pinot noir, wino nie było dosładzane przed finalnym zakorkowaniem, a zachowany po fermentacji cukier kształtuje się na poziomie 2 gr. Pachnie bardzo apetycznie, wyraźnie drożdżowo, ale również z dodatkiem cytryn i kwaskowych jabłek. Na podniebieniu ze świetnym, kremowym musowaniem, tutaj akcentów drożdżowych jest nawet więcej niż w nosie. Posmak intensywnie kwaskowy, mineralny, ale jednak dość krótki. Całość sprawia naprawdę solidne wrażenie, choć w kontekście ceny można by oczekiwać większej złożoności. Bardzo dobre+ (91/100).

Erbhof Nährer Ried Steinriegl Neuburger 2021 (niedostępne w Polsce, 8 euro)

Neuburger to rdzennie austriacka odmiana niegdyś popularna w Dolinie Wachau, ale dobrze sobie radzącą również na wapiennych glebach Leithabergu. Ten producent pochodzi z St. Georgen, miasteczka położonego bezpośrednio na zachód od Eisenstadt, stolicy tego subregionu. Dostajemy tutaj typowe aromaty odmiany, a więc sporo dojrzałych jabłek i gruszek, a nawet nieco mirabelek. Aromat jest mocny, pełny, słodkawy. Podobnie kształtuje się w ustach, gdzie pojawia się również przyjemna maślaność, mocna struktura i soczyste wykończenie. Tylko kwasowość trochę nie nadąża za tak ekspresyjnym ciałem. Bardzo dobre- (89/100).

Arkadenhof Mandl-Brunner Ried Berngraben Welschriesling 2021 (niedostępne w Polsce, 6,50 euro)

Nie raz pisaliśmy o tym, że nawet w niższych rejestrach cenowych wina z Austrii prezentują dobrą jakość. Tutaj mamy kolejne potwierdzenie tej tezy i to dodatkowo w wydaniu odmiany, która zdaniem wielu daje zwykle wina płaskie i nieciekawe. Tymczasem aromat jest bardzo ekspresyjny, tropikalny, nawet lekko oranżadowy, ale w ustach do tej rozbuchanej owocowości dochodzi też mocna kwasowość, która zwłaszcza w posmaku oczyszcza całą paletę. Rześkie, świeże i radosne wino. Bardzo dobre (90/100).

Kirchknopf Chardonnay Kalk & Schiefer Leithaberg 2021 (niedostępne w Polsce, ok. 12,50 euro)

Zostajemy na winnicach Leithabergu, ale tym razem przechodzimy do chardonnay. W przypadku tego wina fermentacja miała miejsce w beczkach (o wielkości od 500-2000 litrów), a dojrzewania na osadzie trwało 8 miesięcy. W tak młodej pozycji te nuty beczkowe naturalnie są wyraźnie obecne pod postacią wanilii i orzechów. Do tego znajdziemy też sporo dymu, ale też mango i ananasa. Struktura jest bardzo przyjemna, w ustach odzywa się solidna kwasowość, ale wino potrzebuje czasu, by beczka wtopiła się w strukturę. Bardzo dobre (90/100).

Esterházy Chardonnay Sankt Margarethen Leithaberg 2020 (wina producenta znajdziecie w ofercie Centrum Wina, ta butelka kosztuje w Austrii 14,50 euro)

Węgierska rodzina Esterházy była niegdyś jednym z najbardziej znaczących rodów monarchii Habsburgów, a i dzisiaj pozostaje jednym z największych właścicieli ziemskich w Burgenlandzie. Co jednak istotne, mimo sporej skali (ponad 60 ha winnic) Weingut Esterházy prezentuje solidny, godny polecenia styl. Tutaj mamy ich wino kategorii Ortswein (wino gminne). Podobnie jak poprzednik, również to chardonnay fermentuje spontanicznie w beczkach, tym razem 500-litrowych (z tego 20% nowych). Dalsze 9-miesięczne dojrzewanie odbywa się w kontakcie z osadem, a przez pierwsze dwa miesiące jest on wzburzany co najmniej raz tygodniu. Mimo, iż użyto tutaj mniejszych beczek, to jednak o 12 miesięcy dłuższe dojrzewania w butelkach przełożyło się na znacznie lepiej zintegrowane wino. Akcenty waniliowo-maślane wciąż są obecne, ale stanowią jedynie tło dla jabłkowo-gruszkowego owocu. Do tego mamy sporo przypraw i odrobinę cytrynowej skórki. Na podniebieniu ponownie z dobrą, naprężona strukturą, a także odpowiednio zarysowaną kwasowością. Świetnie wykonane. Bardzo dobre+ (91/100).

Migisch Mister Zweigelt 2019 (niedostępne w Polsce, 28 euro)

Najpopularniejsza czerwona odmiana Austrii jest oczywiście bardzo popularna w Burgenlandzie (zwłaszcza jego północnej części). Tutaj mamy producenta pochodzącego z niedawno powołanej do życia apelacji Rosalia, która ma co prawda specjalizować się w różach. Zweigelt to odmiana super świeża i owocowa, ale niestety niektórzy producenci wciąż czują pokusę umieszczania jej w beczkach, co naszym zdaniem jest zupełnie niepotrzebne. Tutaj również wino spędziło 12 miesięcy we francuskich i amerykańskich beczkach. To zweigelt w stylu macho, mocno nasycony, pełny aromatów ziemistych, leśnych, śliwek i jesiennych liści. Do tego dochodzą też wyraźne, wysuszające garbniki. Z czasem trochę się cywilizuje, ale jednak to antypody lubianego przez nas stylu. Dobre+ (88/100).

PMC Münzenrieder Neubruch Zweigelt 2019 (niedostępne w Polsce, ok. 25 euro)

Również drugi z zaprezentowanych zweigeltów został przedstawiony w podobnej stylistyce. Pochodzi on ze wschodniego brzegu Jeziora Nazyderskiego, apelacji Neusiedlersee i dojrzewał przez 12-15 miesięcy w 500-litrowych beczkach. Sporo w nich akcentów podsuszanych owoców (wiśnie i śliwki), do tego znajdziemy zioła, dym z jesiennego ogniska. Usta pełne ciemnych owoców, słodkawe, ale brakuje w tym winie jakiejś lepszej energii. Dobre (87/100).

Ernst Ried Goldberg Bluafränkisch Reserve 2020 (niedostępne w Polsce, 18 euro)

Po drugą kluczową dla Burgenlandu czerwoną odmianę udaliśmy się do Mittleburgenlandu, a więc matecznika bluafränkischa. W tym wydaniu początkowo wino jest delikatnie liściaste, ale wraz z dostępem powietrza nabiera też mocniejszych akcentów owocowych (wiśnie). Usta dość szczupłe, mocno kwaskowe, z nutami pieczonego mięsa, dymu i suszonych liści. Smaczne, choć odstaje od butelek od najlepszych producentów apelacji. Dobre+ (88/100).

Grenzlandhof Reumann Ried Hochbaum Bluafränkisch Reserve 2019 (niektóre wina producenta znajdziecie w ofercie Austrovin, 13 euro)

Pozostaliśmy w Środkowym Burgenlandzie, ale to wino okazało się bardzo dziwne. Wydaje się rozwodnione, pozbawione mocniejszej owocowości. Owszem ma ładną kwasowość i solidne garbniki, ale pomiędzy tymi dwoma elementami zionie pustka. Średnie+ (85/100).

Stiegelmar Ried Goldberg St. Laurent 2019 (niedostępne w Polsce, ok. 18 euro)

Na szczęście, druga połowa czerwonych win znacznie poprawiła wrażenia jakie pozostały po zweigeltach i bluafränkischach. Już ten st. laurent z miasteczka Gols (północno-wschodni brzeg Jeziora Nezyderskiego) wysoko zawiesił poprzeczkę. Mamy tutaj bowiem bardzo elegancki aromat spod znaku suszonej żurawiny, wiśni, leśnego igliwia i ściółki. W ustach pięknie wiśniowe, ale z dodatkiem pomarańczowej skórki, czereśni i czerwonych porzeczek. Intensywnie kwaskowe (ten kwas nawet delikatnie odstaje), soczyste i chrupkie, zakończone drobnoziarnistymi taninami. Momentalnie stawia do pionu, bardzo lubimy takie energetyczne, nawet lekko nieugładzone wina. Znakomite- (92/100).

Juris Ina’mera Reserve 2019 (niektóre wina producenta znajdziecie w ofercie , 31 euro)

Od kolejnego winiarza z Gols spróbowaliśmy jego mieszanki opartej na odmianach bordoskich – 40% caberneta sauvignon i 30% merlota, ale uzupełnionych o bluafränkischa. Wino dojrzewa najpierw przez rok w nowych baryłkach, a następnie przez 6 miesięcy w dużych beczkach. W zapachu mamy wyraźne porzeczki (nawet crème de cassis), sporo pieprzu i rozgrzanego żwiru. Na podniebieniu dochodzą do tego akcenty skórzane, suszone śliwki, czarna herbata. Do tego, przy sporej koncentracji pojawia się solidna, odświeżająca kwasowość i całkiej wypolerowane garbniki. Eleganckie, a przy tym nienachalne wino. Znakomite (93/100).

Gesellmann Bela Rex 2018 (niektóre wina producenta znajdziecie w ofercie Austrovin, 35 euro)

Gesellmann to jeden z najlepszych producentów apelacji Mittelburgenland, a Bela Rex to jedno z jego flagowych win – to zapowiadało duże wrażenia. W składzie znajdziemy po połowie merlota i caberneta sauvignon. Każda z odmian dojrzewa najpierw osobno przez 25 miesięcy w małych baryłkach, a po zmieszaniu jeszcze dodatkowe 6 miesięcy już w dużych beczkach. W aromacie bardzo podobne do poprzednika, również tutaj dominują porzeczki oraz żwir, ale dochodzi też pieczone mięso, sporo umami i leśnej ściółki. W ustach tłustawe, jeżynowo-porzeczkowe, ale też herbaciane i ziemiste. Kwasowość jest wyższa niż u poprzednika, ale garbniki świetnie soczyste i żywe. Rewelacyjnie zrównoważone, ale też jeszcze młodziutkie, do odłożenia na kilka lat. Znakomite+ (94/100).

Kollwentz Steinzeiler 2017 (niedostępne w Polsce, 59 euro)

Weingut Kollwentz to naszym zdaniem najlepszy producent apelacji Leithaberg, wytwarzający wina absolutnie światowej klasy (i w związku z tym również odpowiednio wyceniane). Ta etykieta to głównie bluafränkisch ze starych krzewów z winnic Point i Setz uzupełniony o odrobinę zweigelta i caberneta sauvignon. Producent nie zdradza szczegółów dojrzewania, ale można się domyślać, że wino dojrzewa przez dłuższy czas w baryłkach (jak większość pozycji tego winiarza). Aromat jest początkowo wycofany, potem pojawiają się dojrzałe wiśnie i śliwki, a także duszone wołowe mięso. Świetnie poukładane w ustach, wszystko jest tutaj na swoi miejscu – znakomicie skoncentrowany owoc, wysoka kwasowość, soczyste, eleganckie garbniki. Wino kompletne, dość pełne, ale zupełnie nie przejrzałe, czy ospałe. Arcydzieło- (95/100).

Feiler-Artinger Traminer Beerenuaslese 2020 (wina producenta znajdziecie w ofercie Wino i kieliszki, 12 euro)

Wspomniane już kilkakrotnie Jezioro Nezyderskie dzięki unoszącym się wokół jego brzegów mgłom stanowi świetny mikroklimat dla produkcji słodkich win (wilgoć stymuluje powstawanie szlachetnej pleśni). Ich przegląd zaczęliśmy od wina z zachodniego brzegu, z miasteczka Rust. Cukier resztkowy jest na poziomie 154 g, aprzy 5,3 g kwasowości. Bardzo apetyczne, pełne słodkich moreli, gruszek, rozpuszczonego na patelni masła, ale też przypraw i białego pieprzu. W ustach intensywne, tropikalne, smakując marmoladą pomarańczową, miodem i szafranem. Całość przymilna, barokowa, można by narzekać na delikatny niedostatek kwasowości, ale to byłoby już w zasadzie czepialstwo. Znakomite- (92/100).

Preschitz Beerenauslese 2020 (niedostępne w Polsce, 8 euro)

Przy drugiej pozycji przeskakujemy na północy brzeg jeziora, tym razem do mieszanki welschrieslinga oraz chardonnay. W porównaniu do poprzednika mniej skoncentrowane (cukru też jest mniej, bo 120 g), ale za to mocniej kwaskowe (niemal 7 g). Mamy tu słodkie jabłka i gruszki, trochę miodu, całość jest jednak dość prosta, choć dzięki wspomnianej kwasowości przyjemnie żywa i soczysta. Dobre+ (88/100).

Haider Muscat Ottonel Trockenbeerenauslese 2018 (wina producenta znajdziecie w ofercie Rafa-Wino, 23 euro)

Ponownie idziemy w górę z cukrem, bo aż na poziom 179 g. Wyraźnie można odnaleźć w tym winie aromaty szczepowe, a więc przede wszystkim kwiaty oraz winogrona, do tego sporo indyjskich przypraw oraz suszonej herbaty. Przyjemne, ale nie zostawia po sobie nic bardziej charakterystycznego. Dobre (87/100).

Zantho Trockenbeerenauslese 2019 (wina producenta znajdziecie w ofercie Wino i kieliszki, 19 euro)

Zantho to marka kooperatywy z apelacji Neusiedlersee, ale zarządzanej przez świetnego miejscowego winiarza Josefa Umathuma. Tutaj stworzył on coś nieprawdopodobnego, słodkie wino z gron grüner veltlinera z 324 g cukru resztkowego i pond 8 g kwasowości. Efekt jest piorunujący, mamy tu bowiem mnóstwo miodu, wosku, brzoskwiń, ale i dojrzałych cytrusowych owoców (cytryny, mandarynki oraz limonki). To właśnie te cytrusy nadają mu też odpowiedniej sprężystości i energii. Oleiste, półpłynne, niesamowicie esencjonalne, ale absolutnie nie sposób się nim znudzić. Arcydzieło (96/100).
No właśnie, czy w ogóle austriackimi winami można się znudzić? Obecnie to chyba najczęściej pojawiający się kraj w naszych kieliszkach, więc od czasu do czasu odczuwamy przesyt, ale po takiej degustacji wracamy ponownie naładowani i święcie przekonani, że mało jest miejsc oferujących taką różnorodność i jakość jak właśnie Austria.