Bordeaux w Wejman Wine Barze

Dla szerszej publiczności Bordeaux to mało wdzięczny temat. Po pierwsze, nie są to wina łatwe, a wszystko co się z nimi wiąże owiane jest kultywowaną przez lata aurą tajemniczości i elitarności. Po drugie, wymaga doświadczenia i czasu by nauczyć się je doceniać. Po trzecie, proces jego odkrywania nie należy do najtańszych.
Marta szczerze przyznaje, że do Bordeaux ma ograniczone zaufanie. Nie dlatego, że go nie docenia, ale wręcz przeciwnie: próbuje zrozumieć realia zorganizowanej winnej przedsiębiorczości. Ja przygody z każdą butelką z tego regionu traktuję wyjątkowo i przyznam, że lubię jej wielkoświatową aurę. Podczas czwartkowej degustacji w Wejman Wine Barze przytrafiła się kolejna okazja by się z nią zetknąć.
Podczas degustacji prowadzonej przez charyzmatycznego, ale i niezwykle sympatycznego Tommaso Pezzato, przedstawiciela firmy SAMAZEULIH&CIE – spróbowaliśmy siedmiu win sprzedawanych przez tego eksportera.
Château Recougne blanc 2013 AOC Bordeaux Supérieur (46 zł) – jedyne białe wino tego wieczoru. Kupaż Semillon i Sauvignon Blanc. Lekkie, świeże, o niskiej kwasowości, ale z ciekawą słoną nutą, która nadała butelce nieco blasku. Mamy tu też nuty tropikalnych owoców i słomy. Przy 30 stopniach na dworze byłoby hitem, nas tymczasem nie powaliło.
Le Carmenère de Château Recougne 2011 AOC Bordeaux Supérieur (66 zł) – dość nietypowy jak na Bordeaux kupaż Carmenere (85%) i Merlot (15%). W związku z tym, że pierwszy ze szczepów dojrzewa bardzo późno, tylko najcieplejsze roczniki mają szansę powstania w ilości ok. 10 tyś. butelek. Zdecydowanie owocowe (porzeczki) ale i pieprzne. W smaku nieco nut syropowych, drzewnych i tytoniowych. Taniny bardzo suche, słabo zintegrowane. Koncentracja mogłaby być lepsza.
Château Recougne rouge 2010 AOC Bordeaux Supérieur (56 zł) – kupaż 75% Merlot, Cabernet Franc i Cabernet Sauvignon. Owocowość wybucha z kieliszka. Mamy tu wiśnie, maliny, ale też nuty apteczno-ziołowe. Beczka zaznaczona jest subtelnie i objawia się delikatnym posmakiem wanilii. Ładne taniny, choć jak to w Bordeaux mocno zarysowane.
Château Recougne ‘Vieilles Vignes‘ 2010 AOC Bordeaux Supérieur (67 zł) – powstaje ze starych 40-50 letnich krzewów. Zapach typowy bardziej dla Rioja – herbatniki, wanilia, masło. Dopiero po kilku minutach pojawiają się bardziej wyraźne nuty ciemnych owoców. Za bardzo przechylone w stronę beczki, mało harmonijne.
Comte de Sénéjac 2011 AOC Haut-Médoc (80 zł) – kupaż pół na pół Merlot z Cabernet Sauvignon. Winogrona z każdej parceli tego producenta winifikowane są osobno. Owocowość umiarkowana, również beczka lepiej wtopiona. Bardzo ładnie zbudowana, elegancka butelka. Takie Bordeaux lubimy!
Château Mille Roses 2010 Margaux (144 zł) – tutaj 55% Caberneta Sauvignon i 45% Merlota. Z roku na rok udział CabSa zwiększa się, w związku z coraz wyższymi temperaturami. Powstaje z jedynie 4 ha upraw i dojrzewa w baryłkach 12-14 miesięcy. Przy nim wchodzimy na inny poziom doznań. Mamy nuty papryki, czarnej porzeczki, zioła, pieprz, a nawet karmel. Kwasowość jest łagodna, wino delikatnie słodkawe. Całość jest wielowymiarowa, niejednoznaczna. Warto poczekać na nie jeszcze kilka lat.
Château Boutisse 2005 St Emilion Grand Cru (146 zł) – 88% Merlot, 12% Cabernet Sauvignon, 1% Cabernet Franc. 80% wina fermentuje normalnie w stali, reszta już w fazie fermentacji znajduje się w beczkach. Powstaje z tego piękne wino o aromatach cygara, tytoniu, czekolady, wędzonych śliwek i dymu z ogniska. Początkowo wychodzi sporo alkoholu, ale po kilku minutach ustępuje. Wino jest gęste, esencjonalne, głębokie, dojrzałe. Warte swojej ceny.
Bordeaux to mgła. Mgła, z której stopniowo staramy się wydobywać poszczególne fragmenty układanki. Powoli powstaje z nich obraz: elegancki, złożony, trudny do uchwycenia i opisania.