Białe wina warte grzechu – Sauvignon, Silvaner, Vermentino, Wachau

Zabiegani pomiędzy pracą, licznymi ostatnio wyjazdami, rodzinnymi uroczystościami i wycieczkami rowerowymi zauważyliśmy, że znów niemal niezauważenie umknęło nam kilka bardzo ciekawych butelek, które zdecydowanie zasługują na to, aby o nich wspomnieć na naszym blogu. Zapraszamy więc na kolejny przegląd pozycji „wartych grzechu” który tym razem obejmuje same białe wina.
Roztapiający się asfalt i temperatury zbliżające się do 30 stopni to czas, gdy nasza winna lodówka zapełnia się kwaskowymi, lekkimi białymi winami. Z Austrii i znad Mozeli zwieźliśmy trochę Grüner Veltlinerów i Rieslingów, ale czasem potrzebujemy odskoczni od tych dwóch ulubionych odmian. Dlatego sięgnęliśmy po szczep, który zwłaszcza latem przebojem podbija polskie tarasy i koce na trawie. O ile jednak możemy się założyć, że 90% wypijanych w ten sposób Sauvignon Blanc pochodzić będzie z Nowej Zelandii, która wyrosła na drugą ojczyznę odmiany, my na przekór temu trendowi otworzyliśmy wino z Trydnetu. Z Tenuta San Leonardo, którą odwiedziliśmy podczas poprzednich wakacji, pochodzi Vette di San Leonardo 2015 (78 zł, importerem do Polski jest DELiWINA). Nie ma w nim nut typowych dla Sauvignon z antypodów, a za to odnajdujemy całe pokłady czystej, górskiej wody, nieco nut trawiastych i agrestowych. W ustach bardzo świeże, ożywcze i rześkie. Kwasowość oczywiście nie jest tak wysoka jak w naszych kochanych Rieslingach, ale też nie możemy na nią narzekać. Bardzo dobre-.
Czerwiec to również sezon szparagowy. Przekonaliśmy się do tego warzywa dopiero kilka lat temu, ale teraz nadrabiamy stracony czas i gości ono w tygodniach swojej dostępności na naszych talerzach niemal co drugi dzień. Zwykle robimy je w najprostszy sposób, czyli przesmażone krótko na patelni, czasem oprószone kozim czy owczym serem, czasem z chorizo lub szynką parmeńską. W tym roku przetestowaliśmy do nich różnorakie wina, ale podium możemy przyznać dwójce z nich.
Od jednego z naszych ulubionych producentów z Rheinhessen pochodzi Wittmann Silvaner Trocken 2015 (47 zł w Enoteka Polska, choć akurat naszą butelkę kupiliśmy w Berlinie). W nosie mamy nuty lekko obitych jabłek, do tego pojawiają się zioła i skórka z cytryny. Na podniebieniu ze sporą dawka mineralności, ale nie tej chłodnej, stalowej, a raczej siarkowej, żywej, iskrzącej. W ustach ładna, wyważona koncentracja. Sporo kwasowości, a w finiszu nieco nut propolisu. Wino samo w sobie świetne, a ze szparagami wprost nieziemsko hedonistyczne. Bardzo dobre-.
W ramach poszukiwania nowych połączeń kilkakrotnie spróbowaliśmy szparagów z Vermentino. Możemy Wam zdradzić, że ten niedoceniany w Polsce szczep świetnie się odnajdował w tej roli, największe zaś brawa należą się jednej pozycji – Arigolas Vermentino di Sardegna 2015 (56 zł, Magia del Vino). Jest przepiękne, bardzo gęste, z nutami gruszek, białych kwiatów, delikatnym musięciem pszczelego wosku. Skoncentrowane, lekko oleiste, a przy tym niesamowicie świeże i mineralne. Idealnie zrównoważone i dalej o dobrej relacji jakości do ceny. Piszemy „dalej”, bo jeszcze kilka miesięcy temu, gdy je kupowaliśmy kosztowało 49,99 zł, taka sama cena pojawia się w Fermencie, który również je polecał. Czy to kwestia nowego rocznika (teraz w sprzedaży znajdziecie 2016), czy reakcja na przychylą opinię w prasie? Chcielibyśmy, aby prawdą była pierwsza opcja… Samo wino bezwzględnie zasługuje na ocenę bardzo dobry.
Traf chciał, że już przyjeździe z Austrii, z winnego festiwalu odbywającego się w Kamptal, Kremstal i Traisental, otworzyliśmy dwie pozycje z nieodległego Wachau. W obu przypadkach było to wina klasy Smaragd (a więc najwyższej kategorii jakościowej tego regionu), ale pochodzące z innej parceli, szczepu i rocznika.
Domäne Wachau to miejscowa spółdzielnia, w rękach której znajduje się ok. 440 hektarów, co stanowi 30% wszystkich winnic Wachau. Wydawać by się mogło, że nie może to wróżyć niczego dobrego. Nic bardziej mylnego, w tym przypadku jest to jeden z bardziej solidnych producentów w regionie. Achleiten do strome cru górujące nad miasteczkiem Waissenkirchen, będące jedną z najsłynniejszych parceli w całym Wachau. Pochodzący stąd Domäne Wachau Riesling Smaragd Alcheiten 2014 jest mineralny, z przeplatającymi się jak w pięknej symfonii akcentami cytryn i moreli. W ustach imponująca struktura, wino jest geste, ale przy tym bardzo soczyste i lekkie. Ma się wrażenie picia górskiej wody, ale zaprawionej, przepuszczonej przez ekstrakt z owoców (gruszki, cytryny, dojrzałe jabłka). Po wszystkich zostaje potężny, kilkuminutowy finisz w którym do głosu dochodzi słoność i kwasowość. Przepiękne. Bardzo dobre+.
Od innej z gwiazd Wachau otworzyliśmy Franz Hirtzberger Grüner Veltliner Smaragd Kirchweg 2012 (34,50 eur w Berlinie). Winnica Kirchweg w miejscowości Wösendorf leży na stosunkowo płaskim terenie, na którym dominuje lessowa gleba. Zapach jest bogaty, pełen nut moreli, wosku, białego pieprzu, wzbogaconych przez odrobinę ziół. W ustach czujemy piękną strukturę i miodowy botrytis. Posmak jest długi, soczysty i słony. Ma się wrażenie, że czas się dla niego zatrzymał, spokojnie można je odłożyć na kolejne 5 lat. Wspaniałe wino, napięte i żywe. Znakomite+.
Choć jak widać po opisywanych winach, obecnie w naszych kieliszkach królują głównie wina białe, to raz na jakiś czas zdarza się nam otworzyć również ciekawe czerwone butelki. Ale o tych winach opowiemy innym razem…