Austria – narty i wino

Kapryśmy los czasem krzyżuje nawet najlepiej zaplanowane wyjazdy…
W zeszłym roku postanowiliśmy z przyjaciółmi, że w lutym zorganizujemy wypad do Austrii na narty. Z niecierpliwością wypatrywaliśmy wyjazdu, kompletowaliśmy sprzęt narciarski, podglądaliśmy trasy wyciągów. Pech chciał, że w połowie stycznia podczas meczu piłki nożnej w amatorskiej lidze Robert nabawił się kontuzji. Początkowo wydawało się, że to tylko w miarę niegroźne skręcenie kolana, więc wszyscy trzymaliśmy kciuki za szusowanie po stokach. Niestety, po kolejnych wykonanych badaniach czar prysł – okazało się, że z więzadłami nie jest najlepiej, a nasada kości piszczelowej jest złamana.
Jak się domyślacie efekt był taki, że Robert przeszedł przymusowy kurs chodzenia o kulach i życia w ortezie, przed nim długa rehabilitacja, a narty zostały w domu…
Skoro jednak wszystko mieliśmy już zapłacone, zdecydowaliśmy się przyjechać do Sölden. Podczas gdy Marta ze znajomymi zdobywa kolejne stoki, ja korzystając z przymusowego nadmiaru wolnego czasu i ograniczonej mobilności, mam okazję przyjrzeć się nieco bliżej austriackiemu winiarstwu z perspektywy typowej górskiej miejscowości i lokalnych supermarketów.
Wybór win na ich półkach nie nazwałbym imponującym, ale z drugiej strony reprezentowane są praktycznie wszystkie najważniejsze austriackie regiony (Dolna Austria, Wachau, Kamptal, Burgenland). Oczywiście nie dostaniemy tutaj butelek od najlepszych producentów, najdroższe butelki zatrzymują się na granicy do 10 euro, ale spróbujemy w tej cenie znaleźć godne polecenia pozycje.
Zaczynamy od Grüner Veltlinera od znanej austriackiej spółdzielni – Domäne Wachau. Wina w Polsce są dostępne m.in. w sieci sklepów Piotr i Paweł. Tam za około 49 zł można trafić na bardzo przyzwoitą etykietę Terrassen (już przez nas ocenianą). My zaś zdecydowaliśmy się spróbować linii Wachau Klassik: codziennych win przeznaczonych do sprzedaży w delikatesach i marketach. Można wybierać pomiędzy trzema winami klasy Steinfeder (zastrzeżonej dla najlżejszych, najprostszych win z Wachau, z zawartością alkoholu do 11,5%): Grüner Veltlinerem oraz Zweigeltem (w wersji różowej i czerwonej). Oprócz tego pod tą marką produkowane są też wyższe jakościowo wina Federspiel: ponownie Grüner Veltliner oraz Riesling, a także te same odmiany w najbardziej skoncentrowanej wersji Smaragd. Domäne Wachau Grüner Veltliner Federspiel 2015 (6,99 eur) w nosie pachnie melonem i ziołami. Później dochodzą do głosu również akcenty brzoskwini. Usta jeszcze nie do końca ułożone (wino pewnie zaledwie pare tygodni temu powędrowało do butelek). Warto byłoby je spróbować za kilka miesięcy, choć nawet teraz jest atrakcyjne, ziołowe i potoczyste. Dobre+.
Kolejne wino to reprezentant regionu Kamptal, którego nazwa pochodzi od rzeki Kamp wpadającej do Dunaju niedaleko Krems. Podobnie jak w Wachau dominują tutaj dwie białe odmiany – Riesling oraz Grüner Veltliner. Willi Bründimayer to uznany producent, należący do ścisłej czołówki austriackiego winiarstwa. Ze swojej winiarni w Langelois co roku wypuszcza znakomite butelki, w Polsce dostępne w Centrum Wina (obecnie w sklepie internetowym Winezja jest na nie promocja) i Autrovinie. Willi Bründimayer Grüner Veltliner 2014 (8,99 eur) to najprostsza etykieta producenta, którą nawet nie znajdziecie na jego stronie internetowej. Czy to jednak oznacza, że wino jest słabe? Nic z tych rzeczy. To świetny, rasowy Veltliner. Z akcentami jabłek, melona, i charakterystycznym ziołowym tłem. Usta bardzo kamienne, skaliste, chłodne, wręcz ascetyczne, ale z długim cytrynowo-pieprznym finiszem. Bardzo dobre-.
Jako reprezentanta czerwonych win wybraliśmy Zweigelta z Burgenlandu. Nie mamy na miejscu szczęścia do lokalnych Zweigeltów, czy Blaüfrankischów. Z kilku spróbowanych w restauracjach butelek żadna nie zapadła nam w pamięć. Były owszem smaczne, ale brakowało im jakiejś „kropki nad i”. Natomiast Hennes Reeh Andauer Zweigelt 2014 (7,99 eur) to już zupełnie nie nasze klimaty. Jeśli przy okazji degustacji węgrzynów z Lidla narzekaliśmy, że tamtejsi winiarze zbyt hojnie używają beczki, to niniejszym musimy to odszczekać. Ten Zweigelt smakuje, jakby było tu 200% nowej beczki. Pachnie przypalonym waniliowym budyniem i po otwarciu był strasznie męczący, po jednym łyku mieliśmy dosyć. Trochę lepiej prezentuje się następnego dnia, gdy zwłaszcza w ustach chrupkim wiśniom udaje się odrobinę rozbić ten beczkowy mur. Może trzeba by je podać z jakimś stekiem, pite solo męczy. Średnie+.
Ten wyjazd podtrzymał nasze zdanie o austriackim winiarstwie. Jesteśmy absolutnie zachwyceni białymi winami, których czystość i krystaliczność idealnie trafia w nasze gusta. Co do czerwonych, to choć wierzymy w ich potencjał, chyba nie było nam po prostu dane tego doświadczyć.
Cała historia z kontuzją Roberta miała jeden pozytyw, Marta ulitowała się i rezygnując z jednego dnia białego szaleństwa, zabrała nas na wypad do ukochanych Włoch, a konkretnie do nieodległego włosko-austriackiego Südtirolu (czyli inaczej mówiąc Alto Adige), gdzie odwiedziliśmy producenta wspaniałych białych win – Cantina Terlano. Relacja niebawem na blogu…