Argentyńskie chardonnay, a echo serca

Chardonnay kojarzy się dziś z obciachem. Nie wszystkim i nie zawsze, ale rozumiem dlaczego. Głębokie zmiany jakie nastąpiły w strukturze konsumpcji ściągnęły je z cokołu i chardo stało się jednym z wielu, przestając być pierwszym wyborem konsumentów, a tym bardziej punktem odniesienia dla oceanu różnorodności, który zalał świat białych win. I bardzo dobrze, bo dzięki temu ekspresja chardonnay nabrała zupełnie innej dynamiki. Dzięki temu stało się ciekawsze niż kiedykolwiek wcześniej. Moim skromnym zdaniem, dzieje się tak na pewno w przypadku etykiet z Argentyny.
Dlaczego?
Może dlatego, że chardonnay przekracza kolejne granice, te geograficzne i intelektualne. Pcha się coraz bardziej na południe Argentyny i rośnie już nie tylko w Rio Negro, ale jeszcze dalej, w prowincji Chubut, gdzie ekstremum goni ekstremum. Dlatego, że powstają z niego wina z pojedynczych parcel czy w miejscach położonych coraz wyżej w Andach. Dlatego, że winifikuje się wina spod floru albo przetrzymane dłużej na skórkach (również pomarańczowe). Dlatego, że winiarze rezygnują często z nowych beczek, żeby chardonnay wlać do cementowych basenów albo gigantycznych fudres. Może wreszcie dlatego, że za nową falę wina z chardonnay odpowiada awangarda enologów argentyńskich, żeby wymienić choćby Sebastiana Zuccardi, Alejandro Vigila, Alejandro Sejanovicha, Philipa Caraguela czy Germana Maserę, uznanego ostatnio przez Tima Atkina MW za najzdolniejszego enologa młodego pokolenia.





Ta wyliczanka nie musi wywoływać od razu zawału serca wśród fanów wina, ale może choć odrobinę szybszy puls? Na to po cichu liczę.
Chardonnay raz poproszę…
Jak mogłaby wyglądać degustacja nowych, intrygujących chardonnay z Argentyny? Może tak, choć to wybór subiektywny i dyskusyjny. Sam jestem pełen wątpliwości, bo jednak z wielu fajnych etykiet musiałem zrezygnować.

Otronia Bloque 3 & 6 2020 (Chubut)

Bodega Otronia to winnica położona na rubieżach winiarskiej Patagonii. Dalej na razie się nie da. Po 20 miesiącach trzymania chardonnay w fudres dostajemy miks jabłek, gruszek i brzoskwiń oparty na kwasie. Czystą ekspresję chłodu i wiatru. Wino jest napięte, pełne energii, siły. Świetna zachęta do podróży nie tylko w przestrzeni, ale też w czasie. Gdyby móc je spróbować dajmy na to za pięć lat, mogłoby być jeszcze ciekawiej.

Casa Yague 2019 (Chubut)

Casa Yague to jeden z najnowszych przykładów winnic, które wkraczają na dziewicze peryferia argentyńskiej Patagonii. Śnieg, mróz i wiecznie wiejący wiatr. Zimno i do domu daleko. Chardonnay w dwóch odsłonach, z drewnem i bez drewna. To fermentowane w stalowym tanku rześkie, świeże, gdzie dominuje owoc i kwas. Właściciele Casa Yague nie mogą zapomnieć o swojej wizycie w Burgundii, która śni im się po nocach.
Mainque 2021 (Rio Negro)

Patagońska Bodega Chacra, założona przez wysoko urodzonego Piero Incisa della Rocchetta, słynie przede wszystkim ze swoich pinot noir. Książę nie byłby jednak sobą gdyby nie sięgnął po coś równie nobliwego i nie chciał robić chardonnay w stylu burgundzkim. Efekt gwarantuje mu współpraca z enologiem z Mersault Jean-Marc Roulot’em. Jak sam twierdzi chce robić wina „elektryczne”, pełne energii, oparte na wysokiej kwasowości, słone. Stąd wczesny zbiór oraz fermentacja w cemencie i używanym drewnie. Obecnie ma w portfolio trzy chardonnay, pierwsze wino Chacra, drugie Mainque i od niedawna entry level Barda. Mi najbardziej smakuje to drugie, ale warto próbować wszystkiego.
Clos Abanicos 2021 (San Jose)

Jesteśmy w Mendozie i próbujemy wina z autorskiego projektu Philipa Caraguela, na co dzień enologa w Bodega Atamisque. Mi to chardonnay przypomina trochę europejskie klimaty, wina kruche, kwasowe, delikatne, ale jednocześnie pełne, pachnące, głębokie. Wino jest bardzo tradycyjne, nikogo niczym nie zaskoczy, ale mieści się w nowym zredefiniowanym mainstreamie. Gdyby się dało, piłbym często.
Convicciones 2017 (Gualtallary)

Michelini y Mufatto czyli Gerardo Michelini i Andrea Mufatto wspięli się ze swoim chardonnay na wysokość prawie 1600 m.n.p.m., gdzie wciąż rosną stare krzaki. Wino spędza pięć dni na skórkach, a potem fermentuje w 500 litrowych beczkach. W beczce spędza 18 miesięcy. Efekt? Wino jest balsamiczne, w nosie pełne kwiatów, owoców, jest duże, okrągłe. Luis Gutierrez, w imieniu Roberta Parkera, ocenia bardzo wysoko.

Botanico Zuccardi 2021 (Tupungato)

Nowość od Sebastiána Zuccardi, który zasłynął już lata temu zrobieniem innego chardonnay o nazwie Fosil. Owoce, z których robi Botanico, rosną na wysokości prawie 1400 m.n.p.m. Fermentują w betonowych jajach i dużych używanych beczkach, na drożdżach naturalnych. Efekt przypomina trochę wina z Chablis, który dla wielu argentyńskich enologów i konsumentów jest ważnym punktem odniesienia. Jest czyste, eleganckie, pełne równowagi. I ta kropla soku z cytryny na mecie. Bardzo ładne.

Cosmic Amber Naranjo 2022 (Maipu)

Chardonnay organiczne, wegańskie, pomarańczowe. Wiele osób się pewnie wzdrygnie, kiedy przeczytają taką zbitkę przymiotników, ale zapewniam, zupełnie niepotrzebnie. Winnica Krontiras, należy do Constantino Krontirasa, z pochodzenia Greka, a jak robić wino podpowiada mu Panos Zouboulis, grecki enolog. Siedem miesięcy maceracji na skórkach i efekt jest przeciekawy. Wino jest bogate, gęste, pachnie mandarynkami. Podobno też konfiturą z quinoto, tylko że ja nie wiem jak pachnie quinoto. Znakomite.
Agua 2022 (Gualtallary)

Wina z Nodo to wina od winiarzy bez winnic, czyli ze skupowanych gron. Guillermo Carnevali, Cristian Angelan i Matias Macias (enolog Finca Ambrosia) poszli na całość i zrobili chardonnay będące blendem win fermentowanych w betonowych jajach, fudres, używanych beczkach i odrobiny chardo spod floru. Kremowe, pełne energii, niezwykle pijalne.

Volare de Flor NV winnica PerSe (Gualtallary)

PerSe to projekt, o którym wspominałem już kilkukrotnie w tekstach o winach argentyńskich. To wspólne dzieło Edy del Popolo, enologa na co dzień odpowiedzialnego za wina Susany Balbo i Davida Bonomi, enologa innego argentyńskiego giganta Bodegi Norton. Jedyne białe wino, które produkują to chardonnay spod floru, produkowane w barbarzyńsko niewielkiej liczbie 450 butelek (i to małych 37,5 cl). Pełne aromatów rancio, migdałów, w ustach pełne, głębokie, słone. Pierwsze skojarzenie to oczywiście wina z francuskiej Jury. Dla jego twórców to wino nostalgii, przeszłości, szczęśliwego dzieciństwa. Myślę, że każdy z nas może odnaleźć w nim coś za czym tęskni.
To mogłaby być fascynująca degustacja. Wielość stylów, filozofii, pomysłów i tylko jeden kraj i jedno chardonnay. Czy byłoby nudno?