Argentyna w używanej beczce

Udostępnij ten post

Wina z pojedynczych parceli, fermentacja na dzikich drożdżach, dojrzewanie w cemencie i tysiąc innych zmian w myśleniu o powstawaniu wina jest również udziałem Argentyny. Dzięki uprzejmości sommeliera Macieja Sokołowskiego i zainteresowaniu poznańskich pasjonatów wina miałem okazję pokazać w Tasting Room w stolicy Wielkopolski kilka butelek reprezentujących argentyńską nową falę. Powiem tyle – było grubo.

Poniżej opisy degustowanych win (notki degustacyjne napisał Maciej Sokołowski):

Enolog Matias Michelini to człowiek-instytucja w Argentynie. Pionier nowego podejścia, który ponad wszystko stawia ekspresję terroir. Ten sauvignon dojrzewa pod florem, który Micheliniemu udało się wzbudzić tylko trzy razy, w 2010, 2012 i właśnie w 2019 roku. Trzyma je 20 miesięcy w 500 litrowych beczkach. Wino nazwał imieniem swojej babki – włoscy emigranci są bardzo rodzinni.

„Aromaty rumianku, zielonych oliwek i curry. Piękna kwasowość i struktura.”

Winiarnia Zuccardich to mogul, ale o jej odmienione, nowoczesne oblicze zadbał najmłodszy z rodu Sebastian Zuccardi. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego co robi, z jaką dbałością i kreatywnością podchodzi do winifikacji. W tym wypadku nadał chardonnay zupełnie inną ekspresję niż ta, która stereotypowo kojarzyła się z Argentyną. Wina powstało na dzikich drożdżach, dojrzewało w cementowych jajach i używanych 500-litrowych beczkach. Tylko 5 000 butelek i aż 97 punktów od Parkera.

„Wyjątkowa ekspresja argentyńskiego chardonnay. Bliżej mu do Chablis niż typowego Nowego Świata. Kredowe, cytrynowe, chłodne.”

Zacznę od tego, że w Argentynie semiilon był historycznie białym odpowiednikiem malbeka. Zmieniło się to, kiedy w latach 90. cała Argentyna zaczęła produkować i pić ciężkie czerwone wina. Ale teraz wraca jak książę na białym, nomen omen, koniu i znów zachwyca. Tym bardziej w rękach Germana Masery, który zdążył już otrzymać tytuł najzdolniejszego enologa młodego pokolenia przyznany przez brytyjskiego krytyka winiarskiego Tima Atkina. W zależności od rocznika, część winogron jest wyciskanych i od razu fermentuje w używanych beczkach, a część pozostaje w kontakcie ze skórkami przez kilka dni. Ostatecznie powstaje wino o jubilerskiej precyzji i bardzo limitowanej liczbie butelek, niewiele ponad 1 200 egzemplarzy.

„Wybitne semillon w swojej kategorii. Mocno terroirystyczne, pokrzywowo-melisowe, z miętowym finiszem. Oleiste i soczyste.”

Hrabia Piero Incisa della Rocchetta porzucił toskańską tradycję dziadka, który z powodzeniem wylansował koncept supertoskana Sassicai i wybrał wietrzny, surowy i bezkresny krajobraz argentyńskiej Patagonii. Znalazł tu działki ze starymi krzewami pinot noir, w tym przypadku jak sugeruje nazwa wina, z 1955 roku. Piero wybrał reżim biodynamiczny, ogranicza interwencję do minimum, winifikuje wino w amforach, cementowych jajach i używanych beczkach. Nawet wosk okalający szyjkę butelki pochodzi od patagońskich pszczół. Robert Parker zaszalał i dał aż 99 punktów.

„Patagoński pinot noir, elegancki i niskoalkoholowy, ale treściwy i korzenny jednocześnie.”

Flagowe wino duńskiego enologa Hansa Vinding-Diers (jego ojciec Peter robi wino na Sycylii w znanej winnicy Montecarrubo). Hans to uśmiechnięty, zadowolony z życia człowiek, który musi czerpać mnóstwo satysfakcji z tego co robi. Pewnie dlatego, że wszystkim efekty jego pracy bardzo się podobają. W Patagonii kupił parcele obsadzone winoroślą jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku. Wino Noemia pochodzi z 1,5 hektarowej działki, fermentuje w fudres i stalowych tankach, posiada certyfikat Ecocert. Tylko 6 000 butelek.

„Jedwab. Dawno nie piłem tak atłasowego wina. Miękki, ale nie pluszowy owoc, drobnoziarnista tanina. Cudowny patagoński malbec.”

Winnica, która jest dość popularna w Argentynie, ale swoją popularność zawdzięcza niezbyt drogim winom, winifikowanym bardzo uważnie, ostatnio coraz mocniej i pewniej kierująca się w stronę winnego świata, który nie wymaga nadmiernej ingerencji. I nagle bum! Na rynku pojawia się wino Los Amantes, malbec z 1-hektarowej parceli, dojrzewający w cemencie, fudres i przez rok w butelkach, a Tim Atkin nie ma żadnych wątpliwości – 100 punktów. Autor tego wina, młody enolog Federico Gambetta, mówi że zawsze szuka w winach ekspresji miejsca, a nie typowości szczepu. Zastanawiam się czasem nad tym co powiedział i wiem, że to nie jest proste.

„Pierwszy rocznik tego wina i od razu 100 pkt od Tima Atkina. Nie dziwię się! W kontrze do poprzednika, owoc nieco skryty pod pokładami węgla drzewnego, ziemi, ziół i dymu. Usta potężne, z cudowną kwasowością, rasową taniną i mięsistym wypełnieniem. Wino robi wrażenie już dziś, ale ma potencjał na kolejne 10 lat.”

Wspólny projekt dwóch wielkich argentyńskich enologów Davida Bonomi (główny enolog w legendarnej argentyńskiej winnicy Norton) i Ediego del Popolo (odpowiada za wina u Susany Bilbo). Właściwie od początku istnienia winnica jest na ustach krytyki i pasjonatów wina. Wysoka jakość, niewielka liczba butelek, sprzedaż tylko en primeurs, to wszystko powoduje że mamy do czynienia z argentyńskim jednorożcem. Jubileus to jedno z dwóch flagowych butelek winnicy (drugie to Le Craie), dojrzewające w niewypalanych francuskich beczkach, fermentujące na własnych drożdżach. Tylko 1 200 butelek.

„Malbec w stylu bordoskim. Liść tytoniu, liść porzeczki i kwasowy czerwony owoc – malina, czerwona porzeczka, żurawina. Mimo upływu lat… jeszcze przed pikiem. Gigant!”

Andreas Vignoni przez lata był „twarzą” Vina Cobos, ekskluzywnej winnicy firmowanej przez Paula Hobbsa, który wespół z Michelem Rollandem, postrzegany jest jako współautor technologicznych przemian w winiarstwie argentyńskim w latach 90. Hobbs pozostał w mainstreamie, a Vignoni postanowił „wybić się na niezależność” Wespół z kolegami, którzy odeszli z Cobos, założył własną winnicę, Raquis. Monasterio to „vino icono”, w którym proponuje blend szczepów, jedyny jaki piliśmy tego wieczoru. To jednocześnie nazwa subapelacji w Gualtallary, położona na wysokości 1 500 m. Wino dojrzewało w używanych beczkach i cemencie, nie było klarowane ani filtrowane. W pierwszym roczniku powstało 700 butelek.

„Ciekawe zestawienie dojrzałego leśnego owocu z papryką, chili i porzeczką. Usta chłodne, kamienne, lekko słone i przyjemnie ziołowe.”

Gerardo Michelini, brat Matiasa i jego żona Andrea Mufato, enolog, zawsze powtarzają, że najważniejsza w winie jest czystość, mineralność i finezja. La Cautiva to jedno z najciekawszych wcieleń malbeka, docenionych przez Roberta Parkera, który w tym roczniku dał tej etykiecie aż 96 punktów. Wino ponoć podobne do syrah z Cornas. Niestety nasz egzemplarz tego wieczoru już w fazie schyłkowej, rosołowej, niknącej za horyzontem.

„Coś poszło nie tak w procesie dojrzewania, bo za szybko przekwitło. Fani trzeciorzedowych akcentów suszonej śliwki i skóry byli jednak zachwyceni.”

Na deser wino słodkie z jedynej bodaj w Argentynie działki na której rośnie petit manseng. Roberto de la Mota, kolejny gigant argentyńskiej enologii od zawsze chciał robić wina w stylu bordoskim. Zamarzył mu się Sauternes z Mendozy z semillon, ale tam w suchym klimacie o szlachetną pleśń bardzo trudno. Stanęło zatem na petit manseng. Do tej pory powstały tylko dwa roczniki tego wina. W każdym po około 1 200 butelek. Niewiele osób wie, że Bodegę Mendel założyli polscy Żydzi, rodzina Sielecki, którzy wyemigrowali do Argentyny w dwudziestoleciu międzywojennym.

„Interesujące słodkie wino z odmiany petit manseng. Ujmuje aromatami herbaty z pigwą, z dużą ilością miodu lipowego. Miła kwasowość przełamuje słodycz i zachęca do drugiego łyku.”

Degustacja w Poznaniu była okazją do spróbowania pewnie ułamka tego co dziś dzieje się na argentyńskiej scenie winiarskiej. A dzieje się dużo i ciekawie. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się pokazać kolejne wina polskiej publiczności. Vamos Argentina, carajo!