Argentyna przestaje się bać

Udostępnij ten post

Brak zmiany często powodowany jest strachem. To strach przed niepowodzeniem, przed odpowiedzialnością, przed niewiadomą. Myślę, że ludzie wina w Argentynie przestali się bać. Dlatego, moim zdaniem, to rynek który już dzisiaj jest hiper ciekawy, interpretujący nowoświatowe stereotypy na nowo.

O strachu mówi wielu winiarzy i tych awangardowych, i tych mainstreamowych. Matias Michelini, bodaj jeden z najlepiej rozpoznawalnych enologów argentyńskich, który chyba najdobitniej akcentuje swoje wolnościowe ambicje, wprost mówi o tym, że rewolucja technologiczna w świecie wina, jaka dokonała się w latach 90-tych, doprowadziła Argentynę na skraj krawędzi, za którą rozpościerał się już tylko ocean nudy. Rewolucja ta wyniosła rzecz jasna argentyńskie wina na poziom techniczny wcześniej niespotykany. W swojej masie zaczęły powstawać wina czyste, pachnące, bardzo skoncentrowane, ale jednocześnie takie same, nudne, na dłuższą metę męczące. Zresztą wtedy cały świat zakochał się w takich winach, zatem dlaczego akurat Argentyńczycy mieliby nie czerpać z tego trendu zysków i korzyści? Opamiętanie przyszło pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. To na pewno efekt zmian w mega trendach na światowym rynku wina, na które Argentyńczycy są bardzo czuli. Pomimo, że stereotypowo postrzega się ich jako egocentryków, zadzierających nosa wszędzie i zawsze, to za tym wyobrażeniem o nich kryją się ludzie, którzy lubią wyglądać przez okno, bo są ciekawi świata i tego co się dzieje dookoła. Nałożenie na to wszystko filtru ich silnego indywidualizmu, który jest nierozłączną cechą argentyńskiego DNA, prowadzi do wniosku, że różnorodność, musiała prędzej czy później rozsadzić dotychczasowe status quo. Oczywiście nie jest tak, że nagle ta rzeczywistość stała się diametralnie inna, lepsza, choć na pewno bardziej kolorowa.

Po pierwsze, po drugie, po trzecie…

Po pierwsze, nie ustające kłopoty ekonomiczne kraju, na pewno odważnych decyzji nie ułatwiają (przypomnę tylko najbardziej dojmujący wskaźnik, czyli inflację, która w Argentynie przekroczyła już w skali roku poziom 100 proc.). Wino jest tu poważnym biznesem, gdzie problemy maceracji na skórkach czy fermentacji w betonowych jajach, są naprawdę drugorzędne, a górę bierze excel i wynik finansowy na koniec dnia.

Po drugie, według niektórych szacunków, 80 proc. winnic w Argentynie nie należy do Argentyńczyków. Jeżeli to prawda, to myślę, że to często może być kolejną przeszkodą w projektowaniu i dokonywaniu zmian.

Po trzecie wreszcie, mainstream wciąż trzyma się mocno. I nie ma w tym nic dziwnego. Pokolenie „srebrnych głów” ma najgrubsze portfele i nieraz z ich ust słyszałem, że „ja żadnego wina z criolla pić nie będę!” Założę się, że w wyścigu o ich względy, w 8 na 10 przypadków, wygra Rutini, Catena Zapata czy Salentein (nie bez przyczyny właśnie w Argentynie okopał się Michel Rolland i ma się całkiem dobrze).

Po czwarte… strach, obawa, niepokój nigdy nie zostaną w pełni zastąpione odwagą, wizjonerstwem, pewnością siebie. To jasne jak słońce. Faktem jednak jest, że drzwi świata starego myślenia, zostały uchylone, a okno ktoś też już zdążył otworzyć. Jest przeciąg. I bardzo dobrze.

Tworzywo

Argentyna to malbec. Nic tego skojarzenia nie zmieni i pewnie nikomu na walce z tym stereotypem specjalnie nie zależy. Zmiana polega na tym, że malbec występuje dziś już w bardzo wielu wcieleniach. To nie tylko duży, ciężki i napakowany zawodnik, do jakiego byliśmy dotąd przyzwyczajeni. To też owocowe, świeże, energetyczne wina, które nie widziały beczki (spróbujcie win od Mundo Reves, Sierra Lima Alfa, nowych etykiet Matiasa Riccitellego). To wina wysoko z gór i parcel blisko oceanu. To wina z Patagonii, gdzie jest cholernie zimno i północy Argentyny, gdzie też bywa cholernie zimno (szczególnie w nocy). Pomysłów na jego nowe oblicza jest naprawdę sporo. Tym bardziej, że Argentyna cieszy się bardzo szybkim potencjałem dojrzewania winorośli. Nowe nasadzenia pojawiają się w czasem zupełnie niespodziewanych miejscach i dają dobre wina już po dwóch-trzech latach (dobry przykład to cabernet sauvignon Amar y Vivir od Matiasa Etcharta z Salty, kompletny odjazd).

Nie tylko malbec

Wina czerwone to nie tylko malbec. Rośnie udział bonardy, lżejszego, ale podobnego do malbeka szczepu (dobry typ to wino babci Emmy od Zuccardiego) i cabernet sauvignon, o którym mówi się, że poza Bordeaux i Napą, to właśnie w Mendozie znajduje najlepsze dla siebie siedlisko. Wydaje mi się, że jest w tym sporo przesady, ale jednocześnie przyznać muszę, że wino Volturno z Vina Cobos, które wymyślił amerykański enolog Paul Hobbs, jest cabernetem ogromnym, wystającym poza skalę i w pełni zasługującym na swoją wysoką cenę. Duże wrażenie robi cabernet franc, na którego moda wybuchła ostatnimi laty z ogromną siłą, a fani chodzą po mieście w koszulkach z napisem „Cabernet franc is the new malbec”, parafrazującym tytuł popularnego niegdyś serialu. W ich wyborze utwierdza ich Robert Parker (a właściwie w jego imieniu Luis Gutierrez), który przyznał winu Gran Enemigo z Gualtallary (wcześniej w roczniku 2013, ostatnio w 2019), stworzonego przez Alejandro Vigila, wszystkie możliwe punkty, czyli okrągłą stówę (obok Parkera, tak samo punktował to wino James Suckling).

A pinot noir?

Po jaśniejszej stronie mocy znajduje się rzecz jasna pinot noir, którego bladziutki kolor i ogólna delikatność odczytywana jako jego słabość, sprawiały że jeszcze kilkanaście lat temu nie był w ogóle traktowany jako wino. Dziś pinoty z Patagonii, przede wszystkim z Bodega Chacra (posiadłości należącej do Piero Incisa della Rocchetta, wnuczka twórcy Sassicai) czy Bodega Noemia (gdzie enologiem jest Hans Vinding Diers), ale też z Mendozy, jak choćby z Domain Nico, autorskiego projektu Laury Cateny, bardzo mocno przyciągają uwagę winiarskiej publiczności w Argentynie. Na szczęście na pinocie się nie kończy i już teraz można kupić naprawdę świetne wina robione z grenache i monastrella (polecam etykiety z Bodegi Ver Sacrum), trousseau/bastardo (Chacra, Riccitelli) czy ancelotty (na przykład od Matias Morcosa). Swoje piętnaście minut ma sangiovese, dzięki nowemu przedsięwzięciu o nazwie BIRA Wines.

Lokalna wschodząca gwiazda – criolla

Na koniec tego co czerwone, nie można nie wspomnieć o szczepie criolla, z którego produkowane są wina walczące o równoprawny byt na półce sklepowej z dotychczasowym mainstreamem. Criolla, stary, zapomniany szczep przywleczony do Ameryki Południowej wieki temu przez hiszpańską konkwistę, dziś zdobywa coraz większą popularność, szczególnie wśród młodych winomanów. Daje wina szczupłe, lekkie, transparentne, które łatwo się pije, które nie sycą i nie męczą. Fajnie, że wróciłaś criolla. Polecam wina z winnic Iculto, Cara Sur (pyszne wino z parceli La Totora), Les Astronautes czy Valle Arriba.

Białe?

Ze szczepami białymi sprawy mają się nieco gorzej, ale i tu można i trzeba mówić o zmianach. Torrontes, wizytówka argentyńskich win białych, to już nie tylko cukierkowo-mydlane winka, ale butelki, w których można szukać głębi i złożoności (polecam flaszki od Susana Balbo Wines, Alta Yari, czy etykiety Gauchomalo z Salty). Chardonnay też zaczęło być ciekawe. O tym że może być dobrze przekonuje Alejandro Sejanovic, który pod marką Buscado Vivo o Muerto winifikuje cztery różne chardonnay, udowadniając że terroir ma znaczenie. Świetne pomysły na chardonnay ma Philippe Caraguel. Wiem, że jak powiem, że przypominają niektóre burgundy to mnie zabijecie śmiechem, ale stało się. Powiedziałem.

Pedro gimenez

Niewiele osób wie, że w Argentynie największy areał wśród szczepów białych zajmuje pedro gimenez (nie mylić z pedro ximenez), czyli biała criolla, powstała w wyniku mutacji listan prieto i moscatela. Na rynku pojawia się coraz więcej win z tego szczepu, a ponieważ z reguły gimenez jest dość neutralny jeżeli chodzi o organoleptykę, podkręca się go gewurztraminerem, żeby zapachniało choć trochę (dobry przykład to wina z La Cayetana).

Kolejne debiuty odnotowuje semillon, który w erze przedparkerowskiej z racji swojej popularności nazywany był „białym malbekiem” (piękne wino z tego szczepu robi German Masera pod nazwą Credo, dostępne w Polsce). Jest oczywiście sauvignon blanc, chenin, rodański duet rousanne i marsanne, a z mniej oczywistych ugni blanc, viognier czy znakomite malwazje (wielką orędowniczką argentyńskich win białych jest Mariana Onofri z Onofri Wines, warto ich szukać). Białe w Argentynie jest coraz ładniejsze.

Techniki, miejsca, twórcy

Do Argentyny wraca stare po nowemu. We współczesnym reżimie wiedzy i technologii rozpychają się wielkie foudres i betonowe jaja, cementowe zbiorniki i amfory. Wracają pomysły na robienie win tak jak to miało miejsce dekady temu, coraz częściej mówi się o naturalnych drożdżach, minimum interwencji, biodynamice. Wreszcie o ekspresji miejsca. Tych miejsc w Argentynie też jest coraz więcej. Nie znalazłem w internecie żadnej aktualnej mapy argentyńskich regionów winiarskich. Wina robi się coraz bardziej na północ (w świetnie brzmiącej w polskim uchu prowincji Jujuy fantastyczne etykiety sprzedaje Claudio Zucchino) i coraz bardziej na południe (prowincja Chubut to już naprawdę daleka Patagonia, gdzie trzeba szukać win z Otronia, Adamow, Casa Yague). Kolejne winnice powstają nad brzegiem Atlantyku i tu muszę wspomnieć o Puerta del Abra, obiecującym przedsięwzięciu w które wpakowano naprawdę dużą kasę. Coraz lepsze wina powstają w prowincji Cordoba w głębi kraju (może dobitnie świadczyć o tym fakt, że pofatygował się tam ostatnio sam Tim Atkin MW więc możemy się spodziewać opisu tego miejsca nieco bardziej profesjonalnego niż mój). Generalnie dzieje się.

Oczywiście nie mogłoby być o mowy o całym tym zamieszaniu gdyby nie ludzie. O Matiasie Michelini już wspominałem, ale trzeba pamiętać o jego braciach, Juanie Pablo (Vina Zorzal, świetny malbec La Barba i zupełnie odjechane pinoty Porfiado) i Gerardo (Bodega Michelini i Mufatto, gdzie warto zmierzyć się z nieco utlenionymi, redukcyjnymi winami białymi). Zupełnie niezwykłe wina robi German Masera w wielu różnych winnicach, występując w wielu różnych rolach, enologa, konsultanta, współwłaściciela (jak choćby w Oir Ese Rio, Vina Los Chocos czy dostępnej w Polsce, Escala Humana). Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy Sebastiana Zuccardi (seria win Poligonos, gdzie jak sama nazwa wskazuje Zuccardi eksperymentuje z tym co nowe), Alejandro Sejanovica (mnóstwo projektów, które spiął jedną nazwą Mil Suelos) czy Francisco Paco Puga (enolog z El Porvenir, który na własny rachunek tworzy niezwykłe wina w prowincji Salta). Wymieniać ciekawe nazwiska można bez końca. Jest ich wiele, bo tu naprawdę nudzić się nie można.

Pointa

Alejandro Vigil, główny enolog Catena Zapata, nazywany „Messim wśród argentyńskich enologów” opowiedział ostatnio historię o tym, dlaczego jego wina noszą nazwę El Enemigo (Wróg). Kiedy ubiegał się o pracę w winnicy, nestor rodu Nicolas Catena, zorganizował dla kandydatów konkurs, w którym mieli przygotować najbardziej intrygujący blend. Wygrał Vigil i dostał robotę. Po latach, kiedy stary Catena zapytał go „Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego wtedy Ci się udało?”, Vigil odpowiedział „Po prostu dobrze się bawiłem”. „Jak myślisz, kto był wtedy Twoim największym wrogiem?” dopytywał Catena. „Strach” odpowiedział Vigil.