Aligoté na naturalne Winne Wtorki

Długo zastanawialiśmy się nad tym czy wziąć udział w dzisiejszych Winnych Wtorkach.
Temat dzisiejszej degustacji – zaproponowany przez Szymona (Dolina Mozeli), to „biała naturalność” i wcale nie chodziło o to, że nie lubimy, nie doceniamy, czy tym bardziej nie pijamy win naturalnych, ale zwyczajnie postanowiliśmy ostatnio, że przed wakacyjnym wyjazdem, a po niedawnej wizycie nad Mozelą, ograniczamy nasze winne zakupy.
To tyle w temacie naszych „mocnych” postanowień…
Ostatecznie nasza ciekawska natura wzięła górę, a dodatkowym impulsem była chęć odwiedzenia sklepu, o którym nasłuchaliśmy się wielu pozytywnych relacji, lecz do tej pory nie mieliśmy okazji skonfrontować ich z rzeczywistością. W poszukiwaniu wina udaliśmy się do LA CAVE – Philippe de Givenchy. Ten niewielki sklepik w warszawskim Śródmieściu, zlokalizowany przy ul. Wilczej 28 prowadzi Philippe, Francuz, który w swoim kraju przez wiele lat pracował jako kuchar i sommelier, a nawet doczekał się gwiazdki Michelina w prowadzonym lokalu. Po przybyciu do Polski od 2007 roku zajął się importem naturalnych win ze swojej ojczyzny.
No właśnie… Wina naturalne. Ile w tym chwilowej mody, a ile rzeczywiście przemyślanego podejścia do produkcji? Na pewno na zachodzie jest na nie „boom”, co widać choćby w Berlinie (jak wskazywaliśmy w naszym poście). Powoli dociera to i do naszego kraju, a Philippe mówi, że z roku na rok widzi większe zainteresowanie swoimi winami. My sami mamy zachowawcze, ale nie sceptyczne podejście. Na pewno nie podoba się nam, gdy wina te mają w sobie ewidentnie wady, a określenie ich mianem „naturalnych” ma je w pewien sposób usprawiedliwić. Lubimy natomiast etykiety, które z naturalności nie czynią uzasadnienia swojego jestestwa, ale taki sposób uprawy i produkcji pozytywnie wpływa na charakter danej butelki.
Aligoté to biała odmiana uprawia głównie w Burgundii, gdzie niestety przegrała walkę o prym ze swoim kuzynem Chardonnay (oba szczepy są ze sobą spokrewnione). Obecnie winiarze obsadzają nim gorsze stoki, lub najwyższe miejsca, tam gdzie jest zbyt chłodno dla Chardonnay czy Pinot Noir. Nawet w takich siedliska Aligoté dobrze sobie radzi, będąc szczepem stosunkowo łatwym w uprawie, bardziej odpornym na mrozy i wcześniej dojrzewającym niż najpopularniejsze burgundzkie odmiany. Tradycyjnie to właśnie wina z Aligoté w połączeniu z crème de cassis dają kir, a więc orzeźwiający koktajl, którego popularność wykracza daleko poza Burgundię. Co ciekawe w ostatnich latach następuje wzrost zainteresowania Aligoté w takich krajach jak Mołdawia, Bułgaria czy Rumunia, gdzie odmiana daje ciekawe wina, zwykle pełniejsze niż w swojej ojczyźnie.
Początkowo Celine i Laurent Tripoz uprawiane winogrona sprzedawali innym lokalnym producentom. Jednak w 1990 postanowili to zmienić i zaczęli wypuszczać wina pod swoimi etykietami. Szybko zainteresowali się biodynamiką, a obecnie mają oficjalne certyfikaty Ecocert i Demeter. Posiadają nieco ponad 11 hektarów obsadzonych przez Chardonnay (80%), Aligoté (5%), Pinot Noir (10%) i Gamay (5%). Nasze wino – Domaine Celine & Laurent Tripoz Aligote 2014 (65 zł) fermentowało na naturalnych drożdżach i dojrzewało jedynie w stalowych zbiornikach, aby zachować maksymalnie owocowy charakter.
W kieliszku pachnie bardzo czysto – kwiatami, wiosenną łąką na delikatnie gruszkowym tle. Usta lekkie, niezbyt mocno skoncentrowane. Na pierwszym planie mamy mocną, cytrynową kwasowość, po chwili pojawiają się nuty papierówek. Finisz długi, ponownie kwaskowy. W ogólnym wyrazie przyjemna, orzeźwiająca, bardzo soczysta butelka.
Robert: W ostatnich tygodniach lubię lekkie, świeżutkie wina. Korespondują mi z odczuwalną za oknem temperaturą, wakacyjnym klimatem, pewną letnią nonszalancją i odpoczynkiem. Ta butelka wpisuje się w tę atmosferę. Jest bardzo czysta, owocowa i rześka. Takich naturalnych win szukamy szukamy. Owocowość stoi na pierwszym miejscu, jest niczym nie skrępowana i radośnie zaprasza nas w podróż po meandrach burgundzkiego Aligoté.
Marta: Dla mnie nos przypomina bukiet kwiatów. Trudno mi rozróżnić konkretne gatunki, jest to bardziej wiązanka, dodatkowo spryskana delikatnymi perfumami. Ten aromat jest ciepły ale nie za ciężki, wręcz przeciwnie, unosi się nad kieliszkiem jak nitki pajęczyny na wietrze. W pierwszej chwili smak wydał mi się płytki, ale wino ładnie się rozwija. Warto dać mu chwilę, by nie ocenić go niesprawiedliwie. Bardzo ciekawe doświadczenie, teraz kiedy upały ustały, miło jest poczuć przyjemność lata w kieliszku. Cieszę się, że złamaliśmy nasze chwilowe postanowienie, warto było!
Podsumowanie:
Za – kwiatowe, kwaskowe, świeże.
Przeciw – niska koncentracja.
Ocena – dobre+.
Co spróbowali pozostali blogerzy:
Dolina Mozeli – Pinot Gris