Albariño a sprawa urugwajska

Krytycy wieszczą, że najlepsze wina z albarino, poza granicami Galicji, powstają w Urugwaju. Kariera tego szczepu jest tu krótka, błyskotliwa i wiele wskazuje na to, że prędko się nie skończy, a wręcz odwrotnie dopiero się zaczyna. Poziom tych win już teraz jest wysoki, a na rynku debiutują kolejne etykiety i kolejni producenci. Warto im kibicować.
Uwaga! Mówi Tim Atkin…
Jednym z niekwestionowanych autorytetów w dziedzinie win z Ameryki Południowej jest Tim Atkin MW. To zresztą pretekst do zupełnie innych przemyśleń na temat tego, dlaczego kraje winiarskie z tego regionu (poza Chile) nie dorobiły się autorytetów wśród lokalnej krytyki, tak rozpoznawalnych i tak mocno kształtujących opinię jak właśnie on. W relacjach z jego wizyt w co drugim zdaniu powtarza się „światowej sławy ekspert”, który „przyjął zaproszenie”, następnie „zwiedził”, potem „pochwalił”, przy okazji „zasugerował”, aż w końcu powiedział, że jest „zaskoczony wysokim poziomem”. Jego zdanie jest oknem na świat dla wielu winiarzy i nie ma w tym nic dziwnego. Jeżeli Atkin, stwierdził że urugwajskie albariño jest najlepsze na świecie, oczywiście poza tym które powstaje na galicyjskiej ziemi, to widocznie tak jest i nie wypada się z nim nie zgodzić.






Emigracyjne sentymenty
Historia albariño w Urugwaju ma niewiele ponad 20 lat, kiedy to rodzina Bouza, właściciele jednej z najbardziej emblematycznych bodeg urugwajskich o tej samej nazwie, szukając swoich hiszpańskich korzeni postanowiła zainwestować w pierwsze sadzonki odmiany (abstrahując od wina, w Bouza warto również dobrze zjeść w restauracji i zwiedzić muzeum starych aut). To zresztą nie pierwszy i nie ostatni przypadek, kiedy emigranci kierowani tęsknotami za porzuconą ojczyzną, próbują odtworzyć smaki, które wydawałoby się, bezpowrotnie utracili. Sam kiedyś miałem okazję rozmawiać w Mendozie z rodziną Roca (winnica Alfredo Roca niedaleko San Rafael) i na pytanie dlaczego mają wciąż obsadzoną winnicę fruliano odpowiadali prosto i jasno „Dziadek nie wyobraża sobie jedzenia bez tego wina”. Dziadek rulez. Koniec kropka.
W punkt
Sentymenty, sentymentami, ale albariño „zaskoczyło” nad La Platą z dużo bardziej racjonalnych przyczyn. Uprawa tej winorośli znalazła optymalne warunki w wilgotnym, atlantyckim klimacie. Ponadto rozpoznawalność albariño na świecie jest nieporównywalnie lepsza niż urugwajskiej specjalności czyli tannata, więc koszty marketingu i wsparcia sprzedaży nie były dla urugwajskich winiarzy zabójcze. W końcu klienci wine barów w Nowym Jorku czy Londynie to dość kumaci ludzie. I wreszcie o tym, że te wina są po prostu dobre, zadecydowała filozofia, która kierują się niektórzy Urugwajczycy – mniej znaczy więcej. Skoro nie są w stanie konkurować wolumenem, to muszą zadbać o jakość i tym samym grać ceną w wyższych segmentach rynku. Jeszcze kilka lat temu albariño było uprawiane w Urugwaju na raptem 60 hektarach, co stanowi niewiele ponad 1 procent ogółu upraw winorośli w tym kraju.
Oprócz etykiet z Bodega Bouza, warto szukać albariño od Cerro del Toro, Garzon, Familia Deicas, Caperuza, Mataojo czy Compañía Uruguaya de Vinos de Mar. W tym ostatnim przypadku pojawia się wątek argentyński, bo za tą winnicą stoi jeden z braci Michelinich, Gerardo. Ich wina są modne, drogie i trudno dostępne. Zresztą albariño próbują również robić sami Argentyńczycy, choć na razie w znacznie mniejszej niż ich sąsiedzi skali. Po drugiej stronie La Platy, w prowincji Buenos Aires na wina z tego szczepu stawia winnica Puerta del Abra (gdzie z albariño robią nawet wino pomarańczowe) i Pampa y Costa (projekt rozwijany przez dużego producenta Trapiche). W Mendozie można znaleźć butelki albariño od Zuccardiego (bardzo ciekawa seria win Poligonos) i Las Perdices. Trudno im się jednak równać z Urugwajem, gdyż w Argentynie zarejestrowano do tej pory niewiele ponad 10 hektarów winnic, gdzie rośnie albariño. W skali całego rynku trudno je pewnie nawet zauważyć.
Generalnie to albariño może jest i małe, ale jednak bardzo cieszy i z nadzieją patrzy w przyszłość. Czego dowodzą dwie butelki, które degustowałem podczas niezapomnianego panelu zorganizowanego w pewną sierpniową noc. Obie etykiety to na pewno świetny wstęp do dalszych poszukiwań urugwajskich win z tego szczepu.



Garzon Albariño Reserva 2022

Oba wina czyste, niemal przeźroczyste. Albarino od Garzon lekkie, o cytrynowym kolorze. Średni kwas, średnio wyczuwalny alkohol, wino szczupłe, do picia tu i teraz. Jabłko, grejfrut, skórka cytryny. Proste, świeże, bezpretensjonalne. Nie trzeba go zamawiać w barach w Punta del Este, żeby sprawiło przyjemność. Ale można. 12,5% alc
Bouza Albariño 2022

Nieco poważniejsza butelka niż Garzon, ale to pewnie przez użytą w niewielkim stopniu beczkę. Nie traci przez to energii i świeżości, ale zyskuje na głębi i intensywności. Staje po stronie gruszki, brzoskwini, ananasa. Pachnie trochę rumiankiem i lodami waniliowymi. Takimi na patyku, sprzedawanymi na Playa Mansa. 13,5% alc.