Yves Leccia – wzorcowa Korsyka

Udostępnij ten post

Planując tegoroczne wakacje długo zastanawialiśmy się nad kierunkiem. Miała być oczywiście Sardynia, ale wyszło jak zwykle, wiele nas tchnęło (ceny i czas przeprawy promowej też zrobiły swoje) i ostatecznie zdecydowaliśmy się na podróż na Korsykę. Gdy dopinaliśmy już ostatnie szczegóły, napisaliśmy również maila do Sławka Chrzczonowicza, od lat zadeklarowanego fana tej francuskiej wyspy. Opis jaki przygotował nam Sławek przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. W zasadzie mogliśmy zostawić w domu przewodnik, a wydrukować sobie te kilka stron i zabrać ze sobą. Jeszcze raz dziękujemy za tak szczegółowy przekrój przez Korsykę i jej wina.

Winiarska Korsyka

Uprawa winorośli na Korsyce koncentruje się wzdłuż poszarpanego wybrzeża, gdyż środek wyspy zajmują góry przekraczające nawet 2000 metrów wysokości. Otwierające się w głąb lądu nadmorskie doliny stanowią idealne miejsce na uprawę winorośli. Na całej Korsyce znajdziemy nieco ponad 6 tysięcy hektarów winnic, ale większości pochodzących z nich win wypijanych jest na miejscu przez turystów. Jedynie niewielka części produkcji trafia na kontynent, głównie do innych regionów Francji. W innych krajach (w tym również w Polsce) wina z Korsyki można znaleźć jedynie sporadycznie. A szkoda, bo mają one w sobie coś urzekającego. Ich cechami charakterystycznymi jest dzikość i pewne nieokrzesanie. Nie są to pozycje poprowadzone po linijce, czasem zdarza się im zbaczać z obranej drogi, ale nigdy nie idą na skróty. My zakochaliśmy się w nich od pierwszego kieliszka.

Kręte drogi

Trzeba też przyznać, że zaczynaliśmy z wysokiego C. Lądując w Bastii mieliśmy bowiem rzut kamieniem do najsłynniejszego winiarskiego regionu Korsyki – Patrimonio. Jednak choć oba miasta dzieli na mapie około 5 kilometrów w linii prostej, szybko zderzyliśmy się z korsykańskimi realiami. Otóż większość tutejszych dróg to kręte i wąskie górskie szklaki, na których każdy kilometr zdaje się rozciągać w nieskończoność. Jest tego jednak olbrzymi plus, bowiem widoki jakie można przy okazji podziwiać zapierają dech w piersiach. Niemal drugie tyle czasu, co na drogach, spędziliśmy na ich poboczach z aparatem, czy telefonami w rekach, dokumentując te wszystkie wspaniałe krajobrazy. No wiec, gdy w końcu po trzech kwadransach dojechaliśmy do tablicy, zwiastującej, że jesteśmy już w Patrimonio, okazało się, że winiarz do którego się wybieramy ma swoją siedzibę jeszcze 5 kilometrów dalej (no coż, czasem takie szczegóły umykają podczas planowania). Na szczęście okazało się, że ten ostatni odcinek pokonywaliśmy już na w miarę płaskim terenie i udało się nam dojechać dokładnie o umówionym czasie.

Miejsce, do którego chcieliśmy dotrzeć to Yves Leccia. Yves wywodzi się z rodziny, która od lat zajmowała się produkcją win. Jednak w 2004 roku opuścił on rodzinny biznes w Domaine Leccia i rok później rozpoczął produkcję wina na własną rękę. Obecnie posiada 15 hektarów winnic, położonych na charakterystycznej dla Patrimonio wapiennej glebie. W linii prostej do morza jest stąd niewiele ponad 2 kilometry, ale między linią brzegową znajduje się jeszcze łańcuch stromych wzgórz, więc wpływ wilgotniejszych mas powietrza nie jest aż tak bezpośredni. Korsyka jest najbardziej słonecznym regionem Francji, a deszcze padają głównie w miesiącach zimowych (rzeczywiście podczas naszych 6 dni na wyspie nie przypominamy sobie, aby na jakiś dłuższy moment słońce schowało się za chmurami), stąd presja chorób grzybiczych jest minimalna, a ogólny trend bycia „eko” sprawia, że większość czołowych winiarzy przeszła na produkcję organiczną. Choć w przypadku Yves Leccia ten proces jeszcze nie został w 100% zakończony, niektóre parcele są wciąż w procesie konwersji.

Najprostsza linia producenta jest oznacza po prostu jako YL. Yves Leccia YL Blanc 2017 (13,50 eur przy zakupie bezpośrednio u producenta) to kupaż 60% Vermentino i 40% Biancu Gentile. Oznaczone jest apelacją regionalną Ile de Beauté (w tłumaczeniu „piękna wyspa”), która obejmuje obszar praktycznie całej Korsyki. Aby wino mogło byt butelkowane pod etykietą AOC Patrimonio, musi zawierać 100% Vermentino (w przypadku bieli). Nie jest jakoś nadmiernie skomplikowane, ale zaimponowało nam świetną soczystością. W aromacie obok zwiewnych nut kwiatowych pojawia się sporo jabłek i cytrynowego soku. Świeże, ale i nie pozbawione koncentracji. Siedząc przy stoliku, w oczekiwaniu na mule czy rybę z grilla, prawdopodobnie do czasu podania dania musielibyście prosić o drugą butelkę, bo współczynnik pijalności jest na wysokim poziomie. Bardzo dobre- (89/100).

Już czyste Vermentino w pełnej krasie mogliśmy podziwiać przy Yves Leccia E Croce 2017 (17,50 eur). Uwielbiamy tę wciąż słabo znaną w Polsce odmianę, która daje świetnie mineralne, ożywcze, słone wina. Rozpiętość styli w jakich może powstawać Vermentino jest bardzo szeroka. Sprawdza się ono zarówno w przypadku szczupłych, mineralnych pozycji, jak i tych pełniejszych, a nawet dojrzewających przez kilka miesięcy w beczkach. Tu mamy wersję, która po fermentacji trafiła do stalowych zbiorników. Ten opisywany już czysty, mineralny posmak od razu był wyczuwalny. Do tego dochodziła jeszcze solidniejsza niż w przypadku poprzednika struktura. Za to kwasowość jest niższa, wino wydaje się obłe, trochę mniej sprężyste. Bardziej do wykorzystania kulinarnego, niż picia solo. Z tłustszą rybą, czy nawet drobiem zagra na pewno świetnie. Bardzo dobre (90/100).

Biancu Gentile to lokalna odmiana, która przez długi czas była niemal zapomniana, wydawało się, że praktycznie wymarła, ale powoli następuje jej odrodzenie. Daje ciekawe, pełne wina, z intensywni aromatami gruszek, rumianku, wosku. Yves Leccia L’Altru Biancu 2015 (15,50 eur) w porównaniu do sprobowanych wcześniej pozycji jest mniej mineralne, intensywniejsze zarówno w zapachu jak i smaku. Mamy tu delikatne nuty maślane, melona, ananasa, słodkie jabłka i dojrzałe gruszki. W tle zaczynają się również rozwijać akcenty miodowe. W smaku gęste, oleiste, od razy chciałoby się spróbować do niego pieczonego halibuta. Bardzo dobre (90/100).
Ostatnim z białych win jest kolejny kupaż, w którym Vermentino jest tym razem uzupełnione o Muscata. Ten ostatni to lokalna specjalność Cap Corse, półwyspiu zaczynającym się zaraz na północ od Patrimonio, gdzie produkuje się z niego słodkie wina wzmacniane. W Yves Leccia Biancu Marinu 2016 (14 eur) to właśnie Mucat dominuje w nosie, gdzie znajdziemy typowy zapach winogron, kwiatów i moreli. Wino jest bardzo wytrawne, z mocną kwasowością, wyczuwalną zwłaszcza w długim finiszu. Świetne na aperitif lub do lekkiej, letniej sałatki. Bardzo dobre- (89/100).

Korsyka słynie z różowych win, których co ciekawe produkuje się tu nawet więcej niż białych pozycji. Yves Leccia YL Rose 2017 (9,50 eur) powstaje w całości z Nielluccio, a więc odmiany blisko spokrewnionej z Sangiovese, a może nawet będącej jednym z jego klonów. Zresztą Sangiovese jest odmianą, która posiada w samych Włoszech 102 zarejestrowane klony, a jej szerokie rozpowszechnienie sprawia, że czasem trudno jest ocenić, czy mamy dalej do czynienia z tym samym szczepem, czy już jakąś krzyżówką. Nasze wino ma delikatny, bladziutki kolor za sprawą tego, że sok z winogron został jedynie wytłoczony, bez żadnej maceracji na skórkach. Zapach jest delikatny, zwiewny, spod znaku płatków kwiatów, poziomek, malin i kwaskowych wiśni. Intensywnie kwaskowe, bardzo orzeźwiające, a przede wszystkim niesamowicie eleganckie i subtelne. Jedno z win, które może przekonać do win różowych nawet zatwardziałych niedowiarków. Bardzo dobre (90/100).

W kolejnym różu Nielluccio uzupełniono o 20% Grenache. Tu też mieliśmy już do czynienia z krótką maceracją na skórkach, więc kolor Yves Leccia E Croce Rose 2017 (10,50 eur) jest bardziej nasycony. Również w zapachu owoce są cięższe, bardziej dojrzałe, choć dalej oscylujące w granicach truskawek, wiśni i malin. Na podniebieniu czuć mocniejszą koncentrację, który idzie również w parze z niższą kwasowością. Choć nie można odmówić klasy, to jednak poprzednia, bardziej zwiewna pozycja była dla nas ciekawsza. Bardzo dobre- (89/100).

Takie same odmiany, nawet w identycznej proporcji, mogliśmy podziwiać w przypadku Yves Leccia YL Rouge 2016 (13,50 eur). Wino dojrzewa jedynie w stalowych zbiornikach i dzięki temu owocowa ekspresja jest tu na pierwszym miejscu. Dodatek Grenache daje o sobie znać poprzez mocny, śliwkowy, żywy owoc. Do tego pojawiają się również nuty ziemiste, ziołowe, pieprzne, skórzane i odrobina umami. Kwasowość co prawda nie jest duża, ale ten rozbuchany owoc ma w sobie mnóstwo czaru i uroku. Całość wieńczą ponadto drapiące, żywe taniny. Bardzo dobre+ (91/100).
Yves Leccia E Croce Rouge 2015 (16 eur) to już wino z apelacji Patrimonio i zgodnie z jej regułami zawiera 90% Nielluccio, ponownie uzupełnione o Grenache. Jest bardziej mroczne, z nutami dojrzałych, ciemnych śliwek, wiśni i jeżyn. Do tego pojawiają się często spotykane w czerwonych korsykańskich winach akcenty makii, olejków aromatycznych, przypraw. Na podniebieniu owoce są już lekko konfiturowe, ale uzupełnione o ziarna czarnego pieprzu i czarną ziemię. Koncentracja jest naprawdę przyjemna, a przy tym wino zupełnie nie jest ociężałe, dalej ma mnóstwo tej atrakcyjnej żywotności. Chcielibyśmy spróbować je z aromatycznym gulaszem wołowym, lub z dziczyzny. Znakomite- (92/100).

W przypadku następnej pozycji, a więc Yves Leccia Era Ora! 2014 (27 eur) skład wina w porównaniu do poprzednika nie uległ zmianie, ale spędziło ono 18 miesięcy w beczkach. Ta już mocna dotknięta przez dąb wersja nie bardzo nam przypadła do gustu. Czuć co prawda mocno likierowy i suszony owoc, ale jest on prawie przesłonięty przez nuty balsamiczne, wędzone i waniliowe. Wino jest dalej bardzo eleganckie i jeśli ktoś taki beczkowy styl adoruje, to odnajdzie się tu jak ryba w wodzie. Nam wydało się zbyt przytłoczone i tracące radość, która była udziałem poprzednio spróbowanych win. Bardzo dobre- (89/100).
Ostatnim z czerwonych win było Yves Leccia O Bà 2015 (25 eur). Jest to ważna pozycja dla producenta, została bowiem zadedykowana jego ojcu i stanowi mieszankę (w równych proporcjach) Grenache, Nielluccio i kolejnej lokalnej odmiany Minustellu. W nosie wydaje się wycofane, otwiera się bardzo powoli w stronę ciemnych owoców (dojrzałe wiśnie, śliwki) z dodatkiem ziół, makii, aloesu, liścia laurowego. Wina nie upchnięto do beczek i dlatego znów mamy tę nieposkromioną radość owocu, która tak się nam podoba. Soczystość owoców jest tu najwyższej próby, a w finiszu pojawiają się jeszcze mocne, ciemne, ziołowe taniny. Świetnie skrojone wino, które stanowiłoby idealnego kompana długo pieczonej łopatki jagnięcej. Znakomite (93/100).

Wspomniany już przez nas Mucat du Cap Corse może powstawać w apelacji obejmująca 17 gmin leżących na tym półwyspie. Nigdyś powstające tu słodkie wina były wytwarzane techniką podsuszania gron, które osiągały przez to znacznie większą koncentrację cukru w owocach (technika podobna do tej stosowanej w toskańskich vin santo). W obecnych czasach produkuje się je poprzez dodanie do wina, które posiada jeszcze sporo nieprzefermentowanego cukru, neutralnego smakowo mocnego alkoholu, który zabija pracujące drożdże i kończy fermentację. Yves Leccia Mucat du Cap Corse 2015 (2o eur) pachnie morelami i miodem, ale usta mają odpowiednią dawkę kwasowości, aby nie odnosiło się wrażenia picia słodkiego ulepka. Bardzo dobre- (89/100).

Wybraliśmy dobry adres na początek naszej korsykańskiej przygody. Spróbowane przez nas wina miały w sobie wszystko, o czym wcześniej czytaliśmy – mocną mineralność, soczystość, dzikość i nieposkromienie. Jedyny minus takiego rozpoczęcia to fakt, że wysoko zawiesiliśmy sobie poprzeczkę przed kolejnymi próbowanymi winami, bo to nie koniec naszej wyspiarskiej opowieści…

Nasze pozostałe wakacyjne wizyty – Castello del Terriccio, Le Macchiole.

Zobacz więcej naszych podróży